nowy adres

5/31/2009

Zasady



Czytając o klasycznym stylu często widzimy zdania zaczynąjce się mniej więcej tak: „Zasada każe...", "Według zasady…", "Zgodnie z zasadą“ itd. Skąd się biorą te zasady i czemu służą? Są to wskazówki, rodzaj powszechnej, wynikjącej z obserwacji, praktyki, co najlepiej wygląda, albo jest najbardziej praktyczne. Niektóre zasady mają już tylko wartość historyczną i służą podtrzymaniu tradycji (np. sportowe marynarki kroi się z jednym szlicem, żeby lepiej układały się w czasie jazdy konno). Każda zasadza, nawet pozornie niezrozumiała i niepraktyczna, ma swoje usazadnienie.
Przykład. W marynarce powinno się zapinać środkowy guzik. Dlaczego? Bo wypada na wysokości najwęższego punktu talii, a podkreślenie talii wygląda dobrze. Ale co zrobić kiedy środkowy guzik jest na innej wysokości?
Mam jedną marynarkę o właśnie takim, dziwacznym kroju. W niej, to dolny guzik wypada na wysokości talii, i właśnie ten zapinam. Na pierwszy rzut oka postępuję wbrew zasadzie, ale tak naprawdę zgodnie z nią, bo wiem czemu ona służy.  Niestety, czasem zdarzają się zasady trudne do "rozszyfrowania".
Zdjęcie powyżej przedstawia właściwy sposób noszenia parasola. Powinno się go nosić ostrym końcem do góry, trzymając w środku, nie za rączkę… Bóg jeden raczy wiedzieć dlaczego. Mam na ten temat jedynie mgliste domysły. Jeśli ktoś wie skąd wzieła się ta zasada proszę o informacje.

5/29/2009

Bezetz i fasfolki



(pan Marian rysuje wykrój bezpośrednio na materiale. Na małej karteczce ma zapisanych, tylko kilka wyliczonych wymiarów klienta. Całą konstrukcje ma w głowie.)



Kolejna część słownika (terminów krawieckich i szewskich) powstała przy pomocy pana Mariana Kowalczyka. Pan Marian pracuje u Zaremby na Kruczej od 1978 roku, a w zawodzie krojczego jest od 60 lat. Przy okazji zbierania materiałów do raportu nt. firmy Zaremba, uciąłem sobie z nim pogawędkę i ustaliłem parę terminów krawieckich. Oto one:

kozerka- miejsce łączenia klapy i kołnierza (ang. gorge). Kozerka może mieć różne kształty, zwykła, rozwarta jest pod kątem bliskim 90 stopni, frakowa ma ostrą klapę wysuwającą się do góry (nieodłączny element marynarki dwurzędowej).

szlic- rozcięcie z tyłu marynarki (ang. vent). Mogą być dwa szlice, po bokach, albo jeden po środku. Ten, najczęściej spotykany jest w marynarkach sportowych.

listewka- patka materiału przykrywająca rozporek.

lafsztyk- pasek materiału po wewnętrznej stronie rozporka.

bezetz- brzeg marynarki na froncie od końca klapy (czyli okolicy środkowego guzika) do dołu. Bezetz może opadać prosto, albo być rozwarty, nadająć marynarce formę litery X (gdzie owrarcie klap jest górnym V owego iksa, a rowarty bezetz odwróconym, dolnym V, z guzikiem po środku).

boczek- boczna część marynarki, z talią.

patka- klapka kieszeni

fasfolki- obszycie kieszeni (ang. jets). W marynarkach smokingowych często robione z jedwabiu, którym wykańcza się klapy.

kieszeń nakładana- kieszeń naszyta na marynarkę- nie wymaga rozcinania materiału. 

5/27/2009

Style icons



W niedzielę zakończyły się w Pałacu Kultury, Międzynarodowe Targi Książki. Oto moje zdobycze. Seria Movie Icons, wydawnictwa Taschen, zwróciła wcześniej moją uwagę w Trafficu, ale dopiero na targach znalazłem dokładnie to czego szukałem. 

Każdy z tych panów to nie tylko ikona filmu, ale też stylu.  W środku prawie wyłącznie zdjęcia. I to jakie!!!



5/24/2009

Emanuel Berg





Firma ta pojawiła się na moim blogu przy okazji postu Kopyto 337. O sklepach Emanuel Berg zamierzałen napisać już od dawna, bo przyznam, że to moja ulubiona sieć sklepów z męską odzieżą.
Zdjęcia robiłem w sklepie w Złotych Tarasach. Pierwszy rzut oka na wystawę zapowiada czego można się spodziewać. Po odrobinie wszystkigo- dodatki, koszule, swetry, buty itd…
W Bergu znajdziemy marki zaliczające się do pierwszej ligi, ale raczej z dołu stawki. Przykład- buty Crockett and Jones. Pierwsza liga, ale nie sam szczyt, na którym siedzą Lobb, Edward Green czy Gaziano & Girling. Podobnie z krawatami. Breuer jest zacną firmą, ale nie jest to gwiazada pokroju Borelli czy Attolini. W Bergu „zaczyna się“ świat poważanych marek i ubrań. Zaleta jest taka, że można tu wejść nie ryzykując palpitacji serca na widok cen. Ubrania nie są tanie, ale pozostają w uczciwej relacji do swojej jakości.
Wzrornictwo ubrań i dodatków jest konserwatywne i klasyczne. To oczywiście zaleta. Jeśli szukacie klasycznego krawata navy z jedwabiu o splocie oxford, najprawdopodobniej znajdziecie go tylko w Bergu. Jeśli szukanie klasycznej biało- czarnej pepity, macie szanę znaleźć ją właśnie tutaj. I tak dalej, i tak dalej.
Ale Berg to przedewszystkim koszule. Widać to lepiej w sklepie w CH Klif. Tam oferta koszul jest szersza niż w Złotych Tarasach. Pozwala na to większa powierzchnia sklepu.

Koszule szyte sa w Polsce, z materiałów marki Thomas Mason. Nazwa brzmi angielsko, ale to włoska marka.
Koszule o mniej formalnych wzorach mają zwykłe mankiety, bardziej formalne mają francuskie mankiety. Wśród krojów kołnierzyka dominują bezpieczne semi spready. Koszule z francuskimi mankietami nie mają kieszonek na piersi. Moim zdaniem Berg powienien zrezygnować z kieszonek we wszystkich swoich koszulach.

(Paski są dokładnie spasowane na froncie. Guziki plastikowe z dodatkiem proszku z masy perłowej mają piękny połysk.)
Wzory koszul są dopasowane na froncie, ale na rękawach i na karczku już nie. W koszulach w tym przedziale cenowym, trudno to jednak uznać za błąd. Poza tym, wzory spasowane są akurat tam gdzie jest to najważniejsze, czyli na przodzie.
Guziki koszul gotowych robione są z plastiku wzbogaconego sproszkowaną masą perłową. Te w koszulach pasowanych są z masy perłowej. Jedne i drugie są bardzo ładne. Szczerze mówiąc nie wiedzę między nimi różnicy.
Stalki w kołnierzyku wszyte są na stałe. Wolałbym, żeby można je było usunąć do prania.
Kołnierzyki są klejone (fused). Nie jest to wada tak długo jak klejenie jest zrobione porządznie.
Moja nastarsza koszula Berga ma dwa lub trzy lata i była prana kilkadziesiąt razy. Ciągle wygląda świetnie. To najlepiej świadczy o jej jakości.
O koszulach Berga napiszę osobny post. Chce omówić, krok po kroku, każdy szczegół konstrukcji i wykończenia. Temat jest zbyt długi i skomplikowany żeby wyczerpać go w tym miejscu.

W sklepie zawsze znajdziemy podstawowe gładkie biłe i niebieskie koszule. Oprócz tego całą gamę sezonowo zmienianych wzorów. Jeśli komuś nie wystarcza ta oferta, może zamówić koszulę pasowaną (made-to-measure, błędnie zwaną koszulą na miarę). Wtedy do wyboru będziemy mieli 363 materiały z próbnika Thomas Mason Goldline, kilkadziesiąt krojów kołnierzyka i innych szczegółów wykończenia.
(Koszule próbne, z różnymi kołnierzykami, pomagają wybrać jego krój, przy zamóweniach made-to-measure.)
Jak pisałem wcześniej, Emanuel Berg jest przedstawicielem firmy Crockett and Jones. Ta angielska firma obuwnicza działająca w Northampton, stolicy angielskiego przemysłu obuwniczego, ma bardzo dobrą reputację. Crockett and Jones sprzedaje buty pod własną marką, ale robi też buty dla innych (na przykład dla Polo Ralph Lauren).

Buty C&J mają skórzaną podeszwę (w większości modeli) przyszywaną do rantu. Ten z kolei przyszywany jest do cholewki. Ta tradycyjna metoda szewska, zapewnia butom wysokoą trwałość. Buty są starannie wykończone, ale jest to produkcja seryjna, ze stosunkowo małą ilością pracy ręcznej. Buty C&J dostępne są w dwóch podstawowoych liniach- bardziej luksusowej Handgrade i podstawowej Benchmade. Pierwsza wyróżnia się bardziej wytrzymałymi, lepszymi podeszwami (robionymi tradycyjną metodą, tak zwane oak bark soles), o szwie schowanym w specjalnym kanale, co zwiększa jego wytrzymałość. Skóry są grubsze i poddawane staranniejszej obróbce przy wykańczaniu (chodzi o barwienie na kolory o ciekawszych odcianiach). Buty te robione są najczęściej na kopycie 337, o którym już pisałem. Różnica w cenie między linią podstawową, a Handgrade jest dość znaczna. Każdy musi ocenić czy chce ją zapłacić.
Moja najstarsza para butów C&J (z linii Benchmade) ma dwa lata i są to moje ulubione buty. Skórzana podeszwa ciągle jest w dobrym stanie, cholewka z czasem nabrała charakteru. Mam wrażenie, że buty z wiekiem stają się coraz ładniejsze. Kiedy podeszwy zetrą się zupełnie, odeślę je do Northampton w celu wymiany. Dzięki temu buty posłużą następne lata.

W krawatach królują dwie marki- marka własna Emanuel Berg oraz Breuer. Najpierw parę słów o tej drugiej. Krawaty Breuer są naprawdę wysokiej jakości. Standartowa konstrukcja 3 fold, klasyczne wzornictwo. Długość i szerokość, moim zdaniem, idealna. Niezbyt grube wypełnienie powoduje, że krawaty są „plastyczne“, materiał ładnie układa się pod węzłem. Moją wizytę w sklepach Berga zawsze zaczynam od przejrzenia krawatów. Czasem zdarzają się tam piękne egzemplarze. Biało czarna pepita, albo kaszmirowy plaid to moje dwa ulubione krawaty. Oba kupione w Bergu, oba marki Breuer.
Krawaty marki własnej Emanuel Berg, są niestety dość kiepskie. Zdarza się, że wypełnienie jest bardzo grube, powodując, że nie da się zawiązać dyskretnego, małego węzła. Widać niedoróbki w wykończeniu. Poza tym krawaty są często po prostu za długie, i to o dobrych 10-15 centymetrów. Długi krawat jest odpowiedni dla bardzo wysokich panów z wydatnym brzuchem. Osoby o średniej budowie ciała muszą szukać krawatów krótszych (około 145 cm), albo chować cieńką końcówkę krawata za paskiem, lub w koszuli, co nie wygląda dobrze.
W sklepie znajdziemy kilka krawatów z irish poplin. To mieszanka wełny z jedawbiem w stosunku pół na pół. Krawaty mają bardzo ładny połysk, są sprężyste, łatwo zachowują swoją formę. Są też mniej formalne od jedwabych. Niestety ich wybór jest bardzo ograniczony.
Ofertę świetnie uzupełniłyby krawaty z grenadyny. Dyskretny, matowy krawat z tego materiału, jest mniej oficjalny, ma ciekawą fakturę. Jest to klasyk zupełnie pomijany przez polskich handlowców. Przez Berga też.
W zeszłym roku sklep zaskoczył mnie wprowadzając krawaty Robert Talbott. Szybko zniknęły (ja sam nie lubię ich wzornictwa), ale ich pojawienie się dowodzi, że szefostwo Berga ciągle szuka czegoś ciekawego.
Z dodatków wymienię jeszcze poszetki- ostatnio pojawiło się dużo nowych wzorów, z miękkiego drukowanego jedwabiu oraz z lnu. Lniane robione są chyba z materiału koszulniczego. Sa dosć sztywne. W sklepie powiedziano mi, że przez krótki czas sprzedawano poszetki z miękkiego i cienkiego lnu, ale się nie przyjęły. Klienci wolą sztywiejszy materiał. Szkoda, moim zdaniem cieńszy, miękki len wygląda znacznie lepiej.
W Bargu można znaleźć jeszcze inne dodatki, paski, szelki, muchy, a w zimie płaszcze i swetry. Zachęcam do wizyty i wyrobienia sobie zdania o ofercie.
Emanuel Berg to firma prowadzona z konsekwencją i chyba osiągnęła sukces. Lista sklepów jaką znaleźć można na stronie interenetowej Berga jest imponująca. Firma jest, co prawda, zarejestrowana w Niemczech, ale właścicielami są Polacy. Koszule Emanuel Berg również robione są w Polsce. W temacie "styl a sprawa polska" mamy się więc czym pochwalić.

Emanuel Berg Złote Tarasy, ul. Złota 59
Emanuel Berg CH Klif, ul. Okopowa 58/72
Jak znaleźć sklepy Emanuel Berg sprawdz na Mapie Stylowej Warszawy po prawej stronie.

5/22/2009

Ankieta



Statystyka mojego bloga pokazuje duże ożywienie ruchu w ostatnim tygodniu, dwóch. Cieszę się z tego bardzo. Blog prowadzę od kwietnia i udało mi się już zgromadzić grupę powracających czytelników. Do nich właśnie kieruję pytanie ankiety po prawej stronie.

Pragnę się od Was dowiedzieć jak często chcecie znajdować tu nowe wpisy. Kliknijcie proszę na jedną z odpowiedzi po prawej. 

Jeśli macie prośby, pytania, uwagi dotyczące zawartosci bloga proszę o mail lub komentarz. Będę wdzięczny za każda sugestię, która pomoże mi ulepszyć blog.

5/21/2009

Angielki, wiedenki?


U Jana Wielądka znalazłem stary (pewnie z lat 60-tych) katalog Johna Lobba. Przy jego pomocy chcę przypomnieć polskie nazwy różnych stylów butów. Pan Jan pomógł mi storzyć ten "słownik".


angielki



angielki z nakładanymi noskami



angielki z nakładanymi noskami (noski z ażurkiem i ząbkowaniem na kancie)

Golfy angielki 

angielki z łatą na przyszwie i przecięciem na nosku


wiedenki (tu lakierowane)


wiedenki z nakładanym noskiem i ażurkiem na kancie


wiedenki z nakładanym noskiem, ażurkiem na nosku i kantach (tu ażurowane wszystkie kanty, czyli szwy na cholewce)


golfy wiedenki (tu dwukolorowe)


arty


mokasynki na klamrę


mokasynki na klamrę, z łatą i rozciętym noskiem (tu na podwójnej podeszwie)


wiedenki wiatrówki


Jak widać dwa podstawowe style to wiedenki (z zamkniętą przyszwą), czyli oxfords,  oraz angielki (z otwartą przyszwą), czyli derbys.

To oczywiście nie są wszystkie style. Do wymienionych trzeba jeszcze dodać lotniki, czyli buty, których cholewka jest wykonana z jednego kawałka skóry, zszywanej z tyłu, lub boku pięty.

5/20/2009

Opera scarf



Pomysł na ten wpis podsuneła mi niedawna wizyta w Operze Narodowej. Jest bowiem pewnien element stroju, który od opery, wziął swoją nazwę. Opera scarf, bo o nim mowa, nadaje się świetnie na wieczór w operze, ale nie tylko. To dodatek do smokingu, który podkreśla szczególny charakter wieczoru. Opera scarf robiony jest z jedwabiu i wykańczany frędzlami. Jest to dodatek do stroju i powinien być noszony przez cały wieczór, więc nie zostawiamy go w szatni.
Niestety w czasie wizyty w operze, a była to premiera, nie widziałem ani jednej osoby w smokingu, nie mówiąc już o opera scarf.

5/18/2009

Butonierka



Często mylona z kieszonką na poszetkę, butonierka jest w naszych czasach prawie nieużywana. Tymczasem kwiatek w butonierce był kiedyś nieodzwonym dodatkiem stroju dobrze ubranego mężczyzny. Mając na sobie marynarkę, krawat i poszetkę, nie wypadało pojawić się na ulicy sans fleur.  Kwiatek w butonierce jest też sposobem na okaznianie szacunku towarzyszacej nam kobiecie, lub gospodarorzom odwiedzanego domu. 


Mała pętelka po wewnętrznej stronie klapy, centymetr, dwa pod butonierką, ułatwi noszenie kwaitka. Zatykamy za nią nóżkę rośliny, tak, aby nie odstawała i nie wypychał klapy do przodu. Tradycyjnie najczęściej nosi się w butonierce goździki i chabry.

5/15/2009

Koszule do przeróbki



Szykuję raport dotyczący firmy koszulniczej Da Vinci. Przy okazji przeglądałem wszystkie koszule jakie ta firma dla mnie zrobiła. Pomyślałem, że warto napisać o tych dwóch bo są koszulami "po przejściach".

Koszulę w zielone paski zamówiłem najpierw ze wykłym, usztywnionym kołnierzykiem semi spread. Jednka coś w niej nie grało. Koszula wydawał mi się nudna. Zielony pasek lepiej by się sprawdzał, gdyby był grubszy, a w koszuli było więcej białego. Dopiero zmiana kołnierzyka na tab pomogła. Koszula ożywiła się,  stała się ciekawsza.



Drugą koszulę zamówiłem najpierw z białym klasycznym kołnierzykiem i białymi mankietami na guziki. Nie lubiłem kroju kołnierzyka, więc odesłałem koszulę do przeróbki. W drugim wcieleniu koszula miała szary kołnierz i mankiety.  W trzecim wcieleniu- obecnym- wróciłem do białych mankietów (ale już podwójnych) i kołnierzyka. Jednak myślę, że eksperyment z ekstremalnym rozcięciem nie do końca się udał, więc koszulę czeka jeszcze jedna zmiana kołnierzyka, tym razem na mój sprawdzony semi spread

Możliwość takich zmian to zaleta ubrań na zamówienie. 

5/13/2009

Faktura i połysk



Dwa różne podejścia do stylu. Pierwsze- bogactwo kolorów i wzorów, równowaga zbudowana na przemyślanym połączeniu wzorów i ciekawych zestawiniach kolorystycznych. Takie podejście może być bardzo efektowne, ale nie jest łatwe. Latwo pójść o krok za daleko i zamiast udanej, zbalansowanej kombinacji, zafundować sobie teatralny kostium.
Drugie podejście nie jest wcale łatwiejsze. Jeśli decydujemy się tylko na jeden lub dwa kolory i materiały bez wzorów, łatwo skończyć na czymś nudnym i bezbarwnym.
Cary Grant był mistrzem „prostych“ kombinacji. Jeden kolor, brak wzorów. Nigdy nie wyglądał w nich nudno i nieciekawie, ponieważ różnicował faktury i połyski poszczególnych elementów stroju.
Jak na tym zdjęciu. Od odbijającego światło jedwabiu krawata, po zupełnie matowe czarne zamszowe buty.  

5/10/2009

Kombinacja tygodnia




Kombinacja tygodnia to nowy, stały elementem bloga. Znajdziecie go po prawej stronie, pod Mapą Stylowej Warszawy. Co tydzień będę publikował zdjęcie kombinacji, która według mnie jest udana i inspirująca. Kliknięcie na zdjęcie przeniesie Was do albumu, w którym będą zgromadzone wszystkie fotografie z tej kategorii. Pod każdym zdjęciem znajdzie się krótki komentarz. 

Pewnie nie wszystkie moje wybory będą się Wam podobać, w takiej sytuacji zapraszam do dyskusji.

5/08/2009

Klasyczne inspiracje.



Lubię tą fotografię jako przykład inspiracji płynącej z klasyki. 
Nawet jeśli nie chcemy ubierać się tak, jak uczono mężczyzn w latach 30-tych i 40-tych, w obawie przed strojem podobnym raczej do kostiumu, nie musimy rezygnować z ówczesnych pomysłów. Można je uwspółcześnić.
Z tego zdjęcia płynie, według mnie, jeszcze jedna nauka. Biało-brązowe golfy (ang. spectators) są ponadczasowe i mogą wyglądać bardzo nowocześnie. 

5/07/2009

"Po buty do Warszawy"


(buty od Kielmana)

Rozmawiałem dzieś z panem Januszkiewiczem, jednym z warszawskich szewców. Pan Januszkiewicz ma już 80 lat i pmięta przedwojanną Warszawę. Kiedy poprosiłem go, żeby spróbował porównać swoje buty z wyrobami angielskich szewców, odpowiedział: "Przed wojną po Europie chodziło powiedzenie- Po koszule jeździ się do Paryża, po garnitury do Londynu, a po buty do Warszawy". 

W Paryżu ciągle kupi się znakomite koszule (Charvet), w Londynie garitury (Savile Row), natomiast w Warszawie sztuka szewska jest zagrożona. Swoją wiedzę i umiejętności tacy szewcy jak Januszkiewicz i Wielądek zabiorą kiedyś na emeryturę. Wtedy znikną one bezpowrotnie, bo żaden z nich nie ma ucznia.

Januszkiewicz, Wielądek, Kielman są częścią kultury narodowej. Ich umiejętności sa naszym wspólnym  dziedzictwem. Co zrobić, żeby przedwojenne powiedzenie wciąż było aktualne?

5/06/2009

Spotkanie z krawcem



Mam za sobą dopiero jedno zamówienie. Nauczyło mnie wiele. Parę tygodni po odebraniu garnituru czas na wnioski i podsumowania. 
Pierwszy wniosek dotyczy samego garnituru. Ciągle mi się podoba, ale chcę poprawić dwie rzeczy. Przydałoby się większe wcięcie w biodrach i wyraźne otwarcie dołu marynarki poniżej dolnego guzika. Być może da się to poprawić. Jutro mam zamiar wybrać się na Ordynacką i porozmawiać o tym z krawcami. Kolejna rzecz jest już nie do ruszenia, będę o niej pamiętał przy kolejnym zamówieniu- chodzi o ramiona. Wolałbym bardziej naturalne, bez poduszek.
Czy dało się uniknąć tych wad? Pewnie się dało, ale jak mówi powiedzenie, pierwszy garnitur na miarę jest ok, drugi dobry, a dopiero trzeci idealny. Od ideału dzielą mnie zatem jeszcze dwa.
Styl garnituru- czyli jednorzędówka na 2,5 guzika, spodnie z zaszewkami do przodu i wysokim stanem- sprawdza się świetnie. Tu wybrałem dobrze.
Drugi wniosek dotyczy zamawiania w ogóle. Moi krawcy, jak pewnie większość krawców, prezentowali postawę „zrobimy wszystko czego pan sobie życzy“. Dobra postawa pod warunkiem, że klient wie czego sobie życzy. Ja wiedziałem dość dobrze, a i tak przegapiłem parę ważnych szczegółów.
Klient, który wie tylko, że chce łany garnitur, jest w tarapatach. Zamawianie garnituru wymaga przygotowania i przemyślenia. Internet jest kopalnią informacji na ten temat. Pomocne mogą być porady forumowiczów Style Forum albo AAAC (sprawdź w linkach po prawej stronie). Chyba, że mamy krawca, który dobrze wie czego nam potrzeba i potrafi zdecydować za nas. Jeśli ktoś spotka takiego krawca w Polsce, proszę o informację. 

Monk straps



Miałem napisać dlaczego zdecydowałem się na zamówienie monk straps u Wielądka. Poniżej wyjaśnienie.
Są wygoniejsze od oxfordow, ciekwe i niespotykane na naszych ulicach. Świetnie leżą na nodze i nie ma problemu z rozwiązującymi się sznurówkami.
Alan Flusser umieszcza je między butami wsuwanymi i wiązanymi oxfordami pod względem formalności. Nieformalność i wgoda są moimi celami, dlatego monk straps chodziły mi po głowie od dłuższego czasu.
Zamawiając buty u Wielądka zdecydowałem się na najbardziej podstawowy kolor- czyli czarny. Buty będą bez żadnych upiększeń i ażurów (takie jak na zdjęciu). Jestem bardzo ciekawy jak ten styl sprawdzi się w noszeniu.

5/05/2009

Frak



Pobyt w Krakowie przypomniał mi jedną rzecz- pamiętniki Wacaława Lednickiego. Autor pamiętników był w Krakowie na studiach w roku 1911 i bardzo pochlebnie wypowiada się o stylu krakowkich mężczyzn. Wychowanemu w Moskwie Lednickiemu podobał się krakowski styl, inny od „workowatego“ stylu rosyjskiego. 
Rozdział jego pamiętników dotyczący pobytu w Krakowie zawiera długie fragmenty o karnawałowych balach.  Ponieważ niedawno jeden z czytelników tego bloga poprosił mnie o wyjaśnienie różnicy między frakiem a morning coat, pomyślałem, że warto zacytować Lednickiego. Nie, nie wyjaśnia on tej różnicy, ale myślę, że będzie dobrym wprowadzeniem do fraka. Były czasy kiedy frak był strojem, jeśli nie codziennego, to częstego użytku.
Lednicki tak wspomina swój pierwszy bal.:
Wieczór ten miał się odbyć za tydzień, niewiele więc miałem czasu na swój frak. Obstalowałem go następnego dnia i napisalem do matki z prośbą o pieniądze. Nie poszedłem do najdroższego krawca Szufy, który brał 250 koron za frak, lecz do Stachniewicza na Rynku- zrobił mi go za 200 koron; nikt nie uwierzy, ale frak ten mam do tej pory, i później krawcy potrafili przedłużyć go dostosowując do mody.
(…)
W silnym podnieceniu, po raz pierwszy zawiązawszy biały krawat i włożywszy frak, poszedłem do Władysława Podhorskiego. Niewielki otoczony ogrodem domek pani Zamoyskiej okazał się wewnątrz bardzo ładny. Przedsawiono mnie paniom i pannom o największych polskich nazwiskach, i nadmienię, że nie brakowało między nimi urodziwych.
(…)
Bale w Krakowie, a także i w Warszawie zaczynały się do walca. Należało przetańczyć jedną, dwie tury jeżeli nie z każdą, to z większością panien, po czym następował kadryl- czysta formalność, która wszystkich nudziła. Po kadrylu znów walc, tym razem dłuższy.Trudno odtworzyć podniecenie, jakie w nas wszystkich, młodych ludziach, wywoływały skoczne a za razem płynne, porywające rytmy walca, staliśmy jak konie przed wyścigami, nerwowo czekając chwili, kiedy wolno będzie posuwistym krokiem popłynąć do upatrzonej panny.
(…)
Sławę najlepszych tancerzy owych czasów posiadali Adam Zamoyski, jego brat Zygmunt (z Wysocka), Edwart Plater i Bochenek. (…) gdy oni tańczyli, to wszyscy obecni na balu schodzili się do sali balowej, aby przyglądać się ich wspaniałem sztuce tańca. Nawet stare panie i starsi panowie przerywali swoje rozmowy, karty w sąsiednich salonach, albo zajęcia w zimnym bufecie, aby wraz z innymi obserwować ten swoisty balet.
Co mnie w ich tańcu uderzało, to precyzyjność rytmu, staccato tancerzy; zwarci w sobie, prowadząc swoje danserki, rytmicznie podskakiwali, mocno uderzając obcasami o podłogę.  Nie wykonywali żadnych zamaszystych ruchów, tylko rękę lewą wznosili do góry, wciąż widziało się napiętą, ale opanowaną siłę i szybkość. Danserki gładko się posuwały stale patrząc na swoich partnerów.
(…)
Te bale, które trwały nieraz do siódmej czy ósmej rano, następowały prawie co wieczor, jeden po drugim; pamiętam, że sam w czasie karnawału 1911 i później 1913 roku tańczyłem nie mniej niż na jakiś dwudziestu kilku balach w każdym z tych karnawałów. (…) Prawdą jest, że nasze fraki pod koniec karnawału wyglądały już mocno sfatygowane, nikogo to jednak nie raziło.

5/04/2009

Kraków


(kawiarnia Cava na krakowskim Podgórzu- można tu dostać m.in. proseco z beczki i przepyszny deser malinowy! Polecam)


Majowy weekend spędziłem w Krakowie. Rzeczy związane z tematem tego bloga zajmowały mnie mało, pare miejsc zwróciło jednk moją uwagę.

Po pierwsze pracownia Turbasy, najsłynniejszego krakowskiego krawca, autora książek o stylu. Jego pracownia, na Gertrudy 15, wygląda zachęcająco. Ciekawe czy krawiectwo jest tu ciągle na wysokim poziomie.

Kolejnym adresem jest pracwownia krawatów "Janina" na Dominikańskiej 5. Krawaty w tym miejscu sprzedaje się chyba kilkadziesiąt lat. Sprawdzę co firma teraz oferuje, czy jest to produkcja własna, jakiej jakości są krawaty itd.

Trzecie miesce to pracownia obuwia na miarę na Sławkowskiej. Buty na wystawie wyglądały ciekawie. Niestety nie zapisałem dokładnego adresu, czy nawet nazwy firmy.

Wszystkie te miejsca były oczywiście zamknięte w czasie długiego weekendu. Mój krakowski raport będzie więc wymagał kolejnej wizyty w mieście.