nowy adres

5/05/2009

Frak



Pobyt w Krakowie przypomniał mi jedną rzecz- pamiętniki Wacaława Lednickiego. Autor pamiętników był w Krakowie na studiach w roku 1911 i bardzo pochlebnie wypowiada się o stylu krakowkich mężczyzn. Wychowanemu w Moskwie Lednickiemu podobał się krakowski styl, inny od „workowatego“ stylu rosyjskiego. 
Rozdział jego pamiętników dotyczący pobytu w Krakowie zawiera długie fragmenty o karnawałowych balach.  Ponieważ niedawno jeden z czytelników tego bloga poprosił mnie o wyjaśnienie różnicy między frakiem a morning coat, pomyślałem, że warto zacytować Lednickiego. Nie, nie wyjaśnia on tej różnicy, ale myślę, że będzie dobrym wprowadzeniem do fraka. Były czasy kiedy frak był strojem, jeśli nie codziennego, to częstego użytku.
Lednicki tak wspomina swój pierwszy bal.:
Wieczór ten miał się odbyć za tydzień, niewiele więc miałem czasu na swój frak. Obstalowałem go następnego dnia i napisalem do matki z prośbą o pieniądze. Nie poszedłem do najdroższego krawca Szufy, który brał 250 koron za frak, lecz do Stachniewicza na Rynku- zrobił mi go za 200 koron; nikt nie uwierzy, ale frak ten mam do tej pory, i później krawcy potrafili przedłużyć go dostosowując do mody.
(…)
W silnym podnieceniu, po raz pierwszy zawiązawszy biały krawat i włożywszy frak, poszedłem do Władysława Podhorskiego. Niewielki otoczony ogrodem domek pani Zamoyskiej okazał się wewnątrz bardzo ładny. Przedsawiono mnie paniom i pannom o największych polskich nazwiskach, i nadmienię, że nie brakowało między nimi urodziwych.
(…)
Bale w Krakowie, a także i w Warszawie zaczynały się do walca. Należało przetańczyć jedną, dwie tury jeżeli nie z każdą, to z większością panien, po czym następował kadryl- czysta formalność, która wszystkich nudziła. Po kadrylu znów walc, tym razem dłuższy.Trudno odtworzyć podniecenie, jakie w nas wszystkich, młodych ludziach, wywoływały skoczne a za razem płynne, porywające rytmy walca, staliśmy jak konie przed wyścigami, nerwowo czekając chwili, kiedy wolno będzie posuwistym krokiem popłynąć do upatrzonej panny.
(…)
Sławę najlepszych tancerzy owych czasów posiadali Adam Zamoyski, jego brat Zygmunt (z Wysocka), Edwart Plater i Bochenek. (…) gdy oni tańczyli, to wszyscy obecni na balu schodzili się do sali balowej, aby przyglądać się ich wspaniałem sztuce tańca. Nawet stare panie i starsi panowie przerywali swoje rozmowy, karty w sąsiednich salonach, albo zajęcia w zimnym bufecie, aby wraz z innymi obserwować ten swoisty balet.
Co mnie w ich tańcu uderzało, to precyzyjność rytmu, staccato tancerzy; zwarci w sobie, prowadząc swoje danserki, rytmicznie podskakiwali, mocno uderzając obcasami o podłogę.  Nie wykonywali żadnych zamaszystych ruchów, tylko rękę lewą wznosili do góry, wciąż widziało się napiętą, ale opanowaną siłę i szybkość. Danserki gładko się posuwały stale patrząc na swoich partnerów.
(…)
Te bale, które trwały nieraz do siódmej czy ósmej rano, następowały prawie co wieczor, jeden po drugim; pamiętam, że sam w czasie karnawału 1911 i później 1913 roku tańczyłem nie mniej niż na jakiś dwudziestu kilku balach w każdym z tych karnawałów. (…) Prawdą jest, że nasze fraki pod koniec karnawału wyglądały już mocno sfatygowane, nikogo to jednak nie raziło.

1 komentarze:

Hareton pisze...

To były czasy. Ciekawe jak by mu się spodobał styl współczesnego Krakowa...