nowy adres

10/06/2012

Trup w szafie.







Zauważyłem, że co jakiś czas (parę lat?) mam ochotę zrobić prawdziwą rewolucję w szafie. Ta pierwsza, od której wszystko się zaczęło, sprowadziła do mojej szafy tak zwane klasyczne ubrania. Wielu z ówczesnych zakupów już właściwie nie noszę.  Leżą w kącie szafy. Nie mam sumienia wyrzuć na śmieci niczego co było szyte na miarę.  Inne, całkiem udane, przestają być zmysłową kochanką, a stają się stateczną i godną zaufania, choć może nudną, żoną.

Wiecie jak to działa. Postanawiacie zmienić garderobę, kupujecie pierwszą marynarkę i to jest WOW w porównaniu do bluzy z HM. Później zamawiacie pierwszą marynarkę na miarę i to jest WOW w stosunku do tej z wieszaka. Jeszcze później poznajecie swoje potrzeby, macie już wykształcony styl i zaczynacie widzieć niedoskonałości tego pierwszego Świętego Graala…  Zmieniacie krawca na lepszego (i zazwyczaj droższego) i Święty Graal zamienia się w wyrzut sumienia za parę K wiszący w szafie. Szczerze- ilu z nas, szyjących na miarę, nie ma w szafie takiego trupa?

Jakość polskiego krawiectwa, to jedno, świadomość własnego stylu to drugie. Źródłem porażki może być nie tylko kiepski krawiec, ale przede wszystkim kiepskie rozeznanie własnego stylu i potrzeb.  Na to trzeba czasu, styl buduje się powoli i z mozołem.  Być może są tacy którzy po prostu „mają to”. Ja tego nie mam. Uczę się metodą prób i błędów. Jednego się już nauczyłem: dużej rozwagi w wybieraniu kolejnych zamówień.

Pytanie: co powinienem mieć, zostało wyparte przez pytanie: w czym będę się dobrze czuł. Oglądam zdjęcia, szukam inspiracji, widzę wspaniałe ubrania, zazdroszczę i badam stan mojego konta, ale zanim się zdecyduję, muszę sobie zadać pytanie „czy to jestem ja”. Czy to jest moje? Dla wielu może to brzmieć jak oczywistość, ale mam wrażenie, że wielu tak właśnie zaczyna swoją przygodę z ubraniami dla dorosłych (tak teraz określam klasyczną elegancję). Od zasad, od zaleceń co w szafie powinno się znaleźć.  Moja podstawowa garderoba jest mniej więcej skompletowana, ale kiedy otwieram szafę widzę, że została stworzona bardzo „by the book”. Nie jest do końca moja.

Snując plany zakupowe opowiem więc o  mojej wymarzonej i planowanej minimalnej garderobie.  Przefiltrowanej mocno przez mój styl życia, styl po prostu. Skupię się na rzeczach dużych i poważnych, czyli garniturach.

Garnitury całoroczne

Król jest jeden. Garnitur granatowy. Ważne- wybrałbym materiał matowy, o interesującym splocie, ale na pewno bez deseniu, ewentualnie drobna jodełka. Oczywiście na 3 guziki zaprasowane do 2. Konstrukcja jak najbardziej miękka, a gdybym znalazł odpowiedni materiał (mięsisty i miękki jak kaszmir) poważyłbym się o marynarkę bez konstrukcji. Tak, do formalnego garnituru. W kontraście z białą koszulą i czarnymi butami wyglancowanymi na połysk byłoby wystarczająco formalnie, a mam wrażenie, że bardzo pięknie i niebanalnie.

Status w szafie? BRAK

Garnitur szary. Inaczej koń roboczy. Ale nie znaczy to, że ma być pozbawiony stylu. Szarość uwielbiam i jest to zdecydowanie mój kolor. Materiał gładki o wyraźnej strukturze lub delikatny prince of wales, ale koniecznie bez narzuconej kolorowej kraty. Ewentualnie szary w dużą, ale za to mało kontrastującą kratę. Wiem, obniża formalność. I to chodzi.

Status w szafie? ZAMÓWIONY

Garnitury zimowe


Poszedłbym na całość i zamówił garnitur tweedowy. Nie flanelowy, tylko tweedowy właśnie. Z szarej lub brązowej jodełki.  W dodatku z kamizelką. Spodnie bez zaszewek i z bardzo wąskim mankietem. Takim dosłownie na 2 cm.  (wiem, brzmi dziwnie).
Tweed wspaniale miesza się z dżinsowymi spodniami lub koszulą. Marynarka spełni się więc jako odd jacket, a jako komplet będzie wyglądać zabójczo i oryginalnie.

Status w szafie? BRAK

Garnitury letnie

Znów niebieski. Ale bardzo jasny… przewiewny, z nakładanymi kieszeniami i zrobiony kompletnie bez konstrukcji. Do tego spodnie bez zaszewek, ew. z jedną płytką  i mankietem.  Ze stębnówką na wszystkich możliwych szwach. Do noszenia jako marynarka sportowa i komplet. Do tego biała koszula, dowolne buty i mamy to. Nieformalna konstrukcja w połączeniu z kolorem- mam wrażenie, że to by mnie ubrało bez napinania się, że byłby to łatwy ciuch. Z kategorii tych, po które sięga się do szafy z zamkniętymi oczami, i niezależnie od tego co jeszcze ma się na sobie, będzie dobrze. Takie ubrania lubię najbardziej.

Status w szafie? BRAK

Niebieska bawełna
Spełnia wszystkie kryteria garnituru wyżej. Ale jest za mało formalny na pewne okazje stąd potrzeba niebieskiego letniego garnituru z wełny.

Status w szafie? JEST


Garnitur beżowy
I tym razem też bawełniany.  Klasyk, rasowy ciuch. Intuicja mówi mi, że będę go uwielbiał tak jak niebieski, więc trzeba go koniecznie zdobyć. Spodnie też bez zaszewek. Na sztywnej bawełnie nie wypadną według mnie dobrze.

Bywalcy zapytają co złego w beżowym fresco które zamówiłem rok temu? Nic… marynarkę będę nosić do ostatecznego zniszczenia, ale właściwie nie traktuję garnituru jako kompletu. To jednak wełna. Podnosi to formalność zestawu co w zestawieniu z nieformalnym kolorem powoduje, że nie bardzo gdzie mam ten garnitur nosić.

Status w szafie? BRAK

Myślę, że żaden w wymienionych garniturów nie stałby się „trupem w szafie”. Ale być może się mylę. Zapewne za jakiś czas nadejdzie czas kolejnej weryfikacji szafy.

20 komentarze:

The-Bigwig pisze...

Wreszcie nowy wpis. To nowa reguła, czy odstępstwo od niej?

Macaroni Tomato pisze...

Nowa reguła. Zwiększam częstotliwość!

Anonimowy pisze...

Rewelacyjny jest ten garnitur beżowy na trzecim zdjęciu. Choruje na taki chyba od 2 lat, ale gdzie znaleźć taką bawełnę...

torunianin

Macaroni Tomato pisze...

To prawda, z beżem trzeba trafić na odpowiedni odcień. Ten jest wspaniały, głęboki, nasycony.

Torunianin, jak znajdziesz to daj znać!

Secondhand Dandy pisze...

Regularność wciąż w cenie, więc decyzja zdecydowanie na plus :) Ostatnio także zrobiłem sobie przegląd szafy i jego wynikiem stała się podobna lista, na której także znalazły się granatowy i szary garnitur. Biorąc pod uwagę problemy z dopasowaniem konfekcji wieszakowej ze względu na nienachalną posturę, być może bespoke będzie dobrym rozwiązaniem. Czas, a przede wszystkim portfel, pokaże :)

Anonimowy pisze...

Ja wywaliłem wszystkie ubrania niedopasowane typu bluzy-worki.
Ale i tak nazbierało się pełno trupów w szafie.
Aż przyszedł kolejny etap życia trupa - zombiak - wow, przecież tego trupa mozna nosić zupełnie inaczej. I taki zombiak jest ekspolatowany do oporu.

Macaroni Tomato pisze...

Tak, zombiaki to osobny temat.Sam mam kilka ale raczej z dziedziny dodatków. Są jednak ubrania którym żadne voodoo nie pomoże.

Anonimowy pisze...

Hmm. Co do zombiaków to często jest tak, że dotyczy to jednak pewnego stanu umysłu. Myślę, że niechęć do rozstawania z zebraną w pocie czoła konfekcją wieszakową ma jednak charakter emocjonalny. Jednym przychodzi łatwiej gdy umysł ich jest bardziej plastyczny i intensywniej poszukujący własnego stylu a innym trudniej. Sądzę, że rozstania to trudny temat tym bardziej jak uczuciowo jesteśmy związani np. z jakimś materiałem czy krojem. pozdr

obserwatorduszy

matylda pisze...

zombiak. hahahaha, uśmiałam się. tak, taki tweedowy garnitur to coś pięknego. nigdy nie widziałam w Polsce nikogo w takim garniturze, ale czekam na zmiany. :)

Anonimowy pisze...

@torunianin
Garnitur jest z lnu, a kolor raczej wpada w brąz, w angielskojęzycznej części sieci określany jako cigar.
Polecam poniższą notkę, pare inspiracji i propozycja materiału
http://dieworkwear.com/post/19240786953/cigar-linen

Anonimowy pisze...

@Anonimowy 12:11

Dzięki za link i wskazówkę. Fajny pomysł.

Nie jestem jednak pewien czy na pierwszym zdjęciu to nie jest jednak bawełna. Im dłużej patrzę sam nie wiem.

Macaroni Tomato pisze...

Też mam wątpliwości. Po sposobie układania się materiału myślę jednak, że bawełna.

Anonimowy pisze...

Dobry wpis. Dla mnie bardzo przydatny bo jeszcze mocniej będę się zastanawiał przed zakupami czy zamówieniami. Ja pod wpływem Pana bloga! bardzo poważnie zmieniłem/zmieniam zawartość swojej szafy. Kiedy ma się ograniczone środki finansowe trzeba to robić szczególnie uważnie. Jestem jednak za tym (chyba wiem to od Pana) aby męska garderoba nie była przesadnie rozbudowana. To mają być rzeczy z bardzo dobrych materiałów i w miarę możliwości w takim stylu aby "przeżyły" kilka sezonów. Rok temu uszyłem sobie pierwszą marynarkę, choć nie uchroniłem się od błędów to i tak jet to najlepsza moja marynarka. Mam już kupione materiały na dwie kolejne marynarki, przez parę lat zgromadzę swoją nową szafę -:) Jednak uszycie butów to ciągle dla mnie kosmos, choć zakładam taki projekt na jesień 2013 roku!

Anonimowy pisze...

Zapomniałem dopisać - szukam czerwonego materiały (bawełny?) na spodnie. Tylko to musi być "ta" czerwień...cholernie o nią trudno. Może ktoś z Panów pomóc?

Anonimowy pisze...

Na pierwszym zdjęciu napewno jest garnitur z tweedu. Proszę spojrzeć tutaj
http://www.unabashedlyprep.com/site/entry/rock-the-tote/
lub tutaj
http://www.trashness.com/gant-rugger-three-piece-tweed-suit
pozdrawiam
kamil

mosze pisze...

Dla kogoś, kto lubi ciuszki ("szafiarz", elegant itp.) pojęcie "minimalnej garderoby" i planów nie istnieje. Kiedy w oko wpadnie coś nowego, co się podoba i dobrze pasuje, to się kupuje i próbuje. Oczywiście dotyczy to głównie RTW.

Na marginesie - ja rozróżniłbym jeszcze marynaty. Są to ubrania dopiero czekające na swoją szansę, np. kupione okazyjnie i wymagające przeróbek. Leżą, aż właściciel podejmie decyzję, że jednak wyjmie marynata ze słoika, obrobi i spróbuje, jak smakuje.

Anonimowy pisze...

http://allegro.pl/westbury-sportowy-blazer-tweed-jodelka-zima-i2701354615.html

chyba ktoś wykorzystał fotke z bloga

Macaroni Tomato pisze...

Tak, już wiem. A ta marynarka nie jest trupem, ani zombiakiem czy marynatą więc nie jest na sprzedaż :)

lagarconne pisze...

Kolor garnituru z trzeciego zdjęcia to ochra, lub inaczej ugier, traktowany jako jeden z odcieni koloru brązowego.

Anonimowy pisze...

'pokusić o' albo 'poważyć na'