nowy adres

4/28/2010

Nie tylko do biura.



Coraz  mniej firm czy korporacji zawodowych wymaga noszenia garniturów od swoich pracowników i członków. Dla wielu mężczyzn to ulga.  Przyznajmy szczerze, większość mężczyzn w garniturach czuje się źle i nie lubi ich nosić. Ci nieliczni, którzy je noszą, robią to bo tego wymaga ich firmowy dress code. Ja należę do mniejszości mężczyzn, którzy garnituru nosić nie muszą, ale lubią to robić. I tu powstaje pytanie jak nosić garnitur, żeby wyglądał jak najmniej formalnie?



Po pierwsze trzeba zadbać o nieformalne dodatki. Koszula z miękkim kołnierzykiem, wełniane lub dziergane krawaty, zamszowe buty.  

Jeśli garnitur będzie trochę pomarszczony i znoszony to tylko lepiej. Jeśli ktoś lubi, może zostawić otwarte guziki z kołnierzykach koszul typu buttown down lub mankietach. Jednym słowem sprezzatura.



Nieformalny charakter podkreślą matowe materiały. Paski zostawmy na inne okazje (kojarzą się mocno ze strojem biurowym), ale kratki są świetnym rozwiązaniem.

Jednak myślę, że kluczem do nieformalnych zestawów jest niski kontrast poszczególnych elementów. Zwłaszcza między koszulą i krawatem

9 komentarze:

Anonimowy pisze...

Wszystko spoko tylko czemu na litość boską stoją w rozpiętych marynarkach???
a) komuś zabrakło manier?
b) marynarka po zapięciu źle leży lub jest za ciasna?

Łukasz pisze...

Sam nie tyle noszę garniutry, co zestawy: sportowa marynarka+odd trausers. Taki zestaw sam w sobie jest nieformalny. Niemniej zawsze można go jakoś zmodyfikować, by wyglądać jeszcze mniej formalnie. O tej porze roku (powiedzmy ok. 20 stopni) najchętniej noszę mokasyny albo kolorowe "drivers shoes" - świetnie się sprawdzają w zestawieniu z wąskimi spodniami, miękką marynarką i "druciakiem" (fioletowe "drivers shoes", spodnie khak, błękitna koszula niebieski krawat i granatowa, lekka marynarka) . Lubię takie zestawy, bo pomimo luzu, cały czas trzymają klasyczną linię.

Macaroni Tomato pisze...

No tak, mix jest zawsze wyjściem. Ja jednak ostatnio lubię nosić właśnie garnitury, a nie po prosu marynerkę sportową i odd trousers. Stąd moje refleksje.

Łukasz pisze...

Nie wiem, czy zaryzykowałbym drivers shoes do garnituru, chociaż, gdyby był uszyty blisko ciała i np z mieszanki bawełny i lnu, to czemu nie?

Anonimowy pisze...

Poruszyłeś bardzo ciekawy, ale dla 90% mężczyzn bardzo trudny temat. Pojawia się problem z bardzo cienką granicą pomiędzy nieformalnym noszeniem garnituru a niechlujstwem i bylejakością. Noszenie znoszonej marynarki owszem? Pewnie, że tak, ale wspomniany 90% dżentelmenów stwierdzi, że stary, obwisły łach ze zdezelowanymi ramionami idealnie wpasowuje się w prezentowane przez Ciebie stanowisko. Moim zdaniem kluczem do nieformalności są właśnie matowe materiały i większa frywolność w kwestii kolorów, o której wspominał Łukasz.

Mr. Vintage pisze...

Ja do wynienionych elementów dodałbym jeszcze bawełniane i lniane poszetki, które w USA czy we Włoszech są popularniejsze od jedwabnych.

Macaroni Tomato pisze...

Łukasz, ja bym zaryzykował. Nawet do bradziej formalnego garnituru. Właśnie patrzę na zdjęcia Alana Flussera w takich butach do garnituru pinstripe. Wygląda świetnie. Ale to tak naprawdę kwestia osobowości. Trzeba mieć "gębę" która przebije się przez każdy kolor, wzór i zestaw.

Anonimowy pisze...

Moim skromnym zdaniem, Ameryka to żadna wyrocznia stylu.

Łukasz pisze...

Sporo myślałem o temacie Twojego ostatnio wpisu. Segregowałem w myślach przykłady i wniosek mam raczej oczywisty: to sprawa szalenie indywidualna. Często w mojej ulubionej knajpie spotykam faceta, który doskonale gra na nieformalnej konwencji (jest mu tym łatwiej, że to współwłaściciel Twins'a). Na przykład w środę zachwycił mnie wąskimi spodniami w kolorze spranej zieleni, miękką granatową marynarką z lekko podwiniętymi rękawami (ktoś zaraz pewnie zawoła, że to niechlujne) do tego biała koszula i szare drivers shoes.


Nieformalny wygląd to kwestia też miejsca (i atmosfery), w którym się przebywa. Przykład dosłownie z ostatnich dni. Od czasu do czasu wykonuję spazmatycznie biurową pracę i moi koledzy nie mogą się nadziwić, że mogę ubrać do garnituru (ogólnie do zestawu spodnie, marynarka, krawat) buty na gołą stopę, że można ubrać spodnie w innym kolorze niż granatowy, szary, czarny (akurat miałem białe). Przebywając dłużej w takim środowisko, myślę, siłą rzeczy usztywnia się i standaryzuje swój wizerunek. W każdym razie, jak wszedłem do biura, natychmiast poczułem się gorzej niż jeszcze chwilę wcześniej, jedząc śniadanie w knajpie niedaleko, gdzie panowała inna atmosfera.
To wszystko, wiem, dość oczywiste, ale mimo wszystko warto podkreślać, jeśli nie konieczność, to przynajmniej delikatną potrzebę zmian w obszarze mentalności:-)