nowy adres

7/01/2012

Krawiec z hotelu Savoy








Tym razem nie miałem czasu na podziwianie uroków Florencji. Po długim dniu targów powłócząc nogami, jak dwa zombie szliśmy z Tatianą do hotelu zahaczając po drodze o knajpę z zimnym piwem, aby choć trochę znieczulić skutki zmęczenia i 40 stopniowego upału. To niesłychane, ale byłem tam już 3 dzień a ciągle nie widziałem florenckiej katedry.  Voucher na darmową „dobrą, tanią marynarkę made-to-measure” (podwójny oksymoron) ciążył mi w kieszeni, ale po prostu nie było kiedy skorzystać.  W końcu, ostatniego dnia targów, udało się wyjść z fortecy Basso wcześniej i lepszej niż zwykle formie.

Przypominam sobie, że poza poranną kawą wypitą w biegu nie miałem cały dzień nic w ustach, ale idziemy. Adres na voucherze mówi Via Roma, Hotel Savoy. Dobry adres.  Na pewno będzie sprawna klimatyzacja, kto wie…. może poczęstują zimną wodą i ciasteczkami. Zresztą jestem ciekaw tych wszystkich wydarzeń off-Pitti, showroomów małych producentów, którzy nie załapali się na oficjalne targi, nie przeszli ostrej selekcji albo nie byli w stanie zapłacić za stanowisko. Wynajęcie apartamentu w jednym z najlepszych hoteli Florencji musi być zatem tańszym i prostszym wyjściem. Vouchery przenikają na targi i zapewniają napływ potencjalnych partnerów biznesowych.




Pukam do pokoju 401.  Otwiera nam młody człowiek, ledwo po studiach. Uśmiecha się szczerze i zaprasza szerokim gestem. W pokoju inni niepokojąco młodzi ludzie. Hm… czuję się nieswojo, ale nie mam czasu się dziwić, bo zalewa mnie potok słów. Młodzieniec który się nami zajmuje to Steijn Pelle, prezes Cravatta Pelliano, młodej na dwójnasób, bo mającej ledwie 6 miesięcy, marki krawaciarskiej.  Koncept powstał kiedy jeden z założycieli firmy, wróciwszy z Oxfordu zadawał szyku w rodzinnym mieście przywiezionym knittem. Podobno zachwycił on znajomych i powodował wiele pytań „gdzie go kupiłeś”. Steijn z 3 kolegami (średnia wieku 23 lata) dostrzegł niszę i zapełnił ją projektowanymi w Holandii, tkanymi we Włoszech knittami.  Steijn bierze w obroty Tatianę, słyszę strzępy entuzjastycznych opowieści, że firma ma już 70 resellerów i doczekała się wzmianki we włoskim Vogue. A może japońskim? Oglądam krawaty. Na mój gust co najwyżej przeciętne. I w tym jest pies pogrzebany. Podejrzanie młody wiek założycieli firmy, cała nieco przerośnięta otoczka nie przeszkadzałyby mi gdybym zobaczył świetny, niezwykły, pięknie zaprojektowany produkt.  Rozkoszuję się więc niską temperaturą apartamentu 401, boy hotelowy (bardziej szykowny niż ktokolwiek w pokoju) wnosi ciasteczka i wodę. Jest mi dobrze i postanawiam nie marudzić.







Czas na zrealizowanie vouchera na darmową marynarkę MTM. Okazuje się, że apartament 401 jest okupowanych przez kilka firm. Kolejną jest The Makers,  firma oferująca MTM.  Firma zarządzana jest również przez Holendrów. Młodszy z nich zaprasza mnie do garderoby gdzie wisi set przymiarkowy marynarek.  Nie potrafię ukryć rozbawienia, bo marynarki przymiarkowe zrobione są z … Harris Tweedu. Ok, mała glosa dla mniej wtajemniczonych. Harris Tweed to bardzo zgrzebny, bardzo gruby materiał. A to oznacza, że jest bardzo łatwy dla krawca i wybacza wiele niedociągnięć w dopasowaniu. Jest gruby, o jakichkolwiek fałdach nie ma więc mowy. Mówię na głos młodzieńcowi „ułatwiacie sobie pracę… a co jak klient zamówi marynarkę z cienkiej wełenki? Przecież nie ma szans żeby dobrze leżała?” W odpowiedzi dostaję formułę, że dopasowanie na pewno będzie dobre, ale jednak młodzieńcowi zaczynają się nerwowo trząść ręce. Poprawki ograniczyliśmy do ustalenia długości rękawów.  Wręczono mi próbnik materiałów, zdecydowałem się na dokładnie taki sam tweed jak ten z marynarki przymiarkowej. Leżała całkiem dobrze, więc po co ryzykować. Później zaczął się cały rytuał wybierania podszewki i guzików. Dostaję solenną obietnicę, że marynarka zostanie mi wysłana pocztą. Lekko oszołomiony i rozbawiony wychodzę z hotelu.

Pitti dziś to też takie wydarzenia. Impreza dedykowana była kiedyś wyłącznie producentom, teraz wpuszcza też marki. Na samych targach oddzielenie jednych od drugich nie jest trudne. Wystarczy wypatrywać w boksach wielopokoleniowych rodzin, to zawsze dobry znak.  Tam nie ma pląsania wokół klienta, rozbudowanych opowieści, za to jest często zachwycający produkt i uśmiech na twarzach patrona rodu kiedy zauważał nasz szczery podziw. Zawsze wyrażam go chętnie, bo uważam, że ludzie tworzący z pasją piękne przedmioty, pracują nie tylko dla pieniędzy.  Atmosfera tych skromnych, cichych stanowisk odpowiada mi bardziej.

Pitti to po prostu targi mody. Zwał jak zwał, ale również klasyczna elegancja jest modą. Tak, jest nią bez wątpienia. Ma swoje trendy, swoje jednosezonowe „zajawki”, swój kod, swój język. Klasyka jest po prostu jedną z konwencji mody, w której są określone „do’s and don’ts”. Nie kręcą nas może nazwiska projektantów, ale mamy za to inne snobizmy. Gra się na innych emocjach. Koniec końców chodzi jednak o to samo. O to, żeby wyglądać dobrze i dobrze się w tym czuć. Czuć się szczególnie.

Albo chce się nam bawić ubraniem, albo traktujemy je jak smutną konieczność. Albo dbamy o to co na siebie zakładamy, jak to zestawiamy ze sobą i co komunikujemy ubraniem, albo zakładamy źle dopasowane dżinsy, podkoszulek i sportowe buty (pojmowane jako adidasy, a nie angielki z ażurkiem).  Drogi czytelniku tego bloga, nie miej wątpliwości, jesteś fashion victim.  I bardzo dobrze!

23 komentarze:

Anonimowy pisze...

A marynarka dotarła? Jaki efekt?
Sylwia

Macaroni Tomato pisze...

To było ledwie tydzień temu. Czekam.

pi kwadrat pisze...

Panie, jaki krawiec, toż to zwykły handlarz ;)

Mr.Vintage pisze...

Mina na pierwszym zdjęciu mówi "będzie pan zadowolony!" :)

Anonimowy pisze...

Macaroni Tomato się zmienił. Zastanawiam się czy gdyby dziś powstawał post o polskiej marce Rage Age też rozpoczynałby się od słow "dlaczego nie lubię..."?

St. Benji pisze...

Zdjęcia z głupszą miną nie dało się chyba dać. :D

Macaroni Tomato pisze...

Niestety miałem bardzo niewiele zdjęć z wizyty.

Anonimowy pisze...

Warto przeczytać ten wywiad z Panem Mazgajem o meandrach rynku artykułow luksusowych w Polsce.
http://www.forbes.pl/artykuly/sekcje/strategie/w-oparach-luksusu,28078,1

Anonimowy pisze...

Identyczną marynarkę jaką ma na sobie ten krawiec widziałem ostatnio w tk-maxxie. Masz może zdjęcie z drugiej strony?

Macaroni Tomato pisze...

Niestety nie.

Anonimowy pisze...

czy to już koniec bloga??????

Macaroni Tomato pisze...

Nic z tych rzeczy. Wakacyjne spowolnienie. W przygotowaniu wpis, relacja z "projektu Zaremba" dla czytelników. Publikacja lada dzień.

Ernestson pisze...

Z tego spowolnienia z bloga zrobił Ci się miesięcznik ;)

Anonimowy pisze...

blog's dead

Macaroni Tomato pisze...

Nie, nie nie! Nic z tych rzeczy. Ilość zamieniam na jakość. W przygotowaniu tekst "Projekt Zaremba". Jesteśmy po przymiarkach i zapowiada się bardzo ciekawie.

Anonimowy pisze...

No to czekamy z niecierpliwością, bo
długi czas oczekiwania chyba jest do przełknięcia, jeżeli kolejny wpis będzie: 1/ciekawy, 2/ pouczający, 3/okraszony porządną liczbą zdjęć, zwłaszcza szczegółów wykonania projektu.
Pozdrawiam

Macaroni Tomato pisze...

Mam nadzieję, że cierpliwość zostanie wynagrodzona.

Anonimowy pisze...

Panie Wojtku rozumiem że nie ma Pan tyle czasu co wcześniej z powodu założenia własnego brandu ale prosiłbym o wpisy przynajmniej raz na dwa tygodnie :)

Pozdrawiam

Macaroni Tomato pisze...

Mam nadzieję, że będzie ich nawet więcej jak już wystartuję i okrzepnę ze sklepem.

mike pisze...

Zamknij Pan już tego bloga skoro tak ma wyglądać Pańska na nim aktywność. Niestety muszę stwierdzić, że był on dla Pana jedynie przygotowaniem gruntu pod iście komercyjną działalność (MAXIM, linia odzieży... itp.).
A szkoda - bo warto było tu zajrzeć od czasu do czasu :(

Ernestson pisze...

@mike - Wojtek przez 3 lata tworzył ciekawy blog, założył wartościowe forum i w jakimś momencie postanowił zarabiać na tym co go kręci. Toż to skandal i obrzydlistwo!!!

Anonimowy pisze...

@mike
Ernestson dobrze pisze. Dlaczego by miał nie zarabiać na tym co lubi robić ? Zazwyczaj taką przedsiębiorczość się docenia, ale Panu mike się to oczywiście nie podoba, że ktoś postanowił zarabiać na swojej pasji. Jeżeli tylko blog będzie pozostawał w pewnym dystansie do sklepu Macaroniego i dalej będzie dla wielu osób źródłem dobrych porad odnoście klasycznego, lub smart-casualowego ubioru, to dlaczego miałby nie istnieć ?

mike pisze...

Ale właśnie ostatnia znikoma aktywność na blogu ( raz w miesiącu!!! ) pokazuje, że ucierpiał on przez komercyjne zapędy Pana Wojtka...
Jak wszystko powróci do do dobrej normy - nie będę się czepiał :)