nowy adres

10/04/2009

Początek roku akademickiego







Powyższe zdjęcia zostały zrobione w latach 50- tych na jednym z amerykańskich uniwersytetów ligi bluszczowej. Były to czasy kiedy marynarka tweedowa lub klubowa, krawat w barwach uczelni, sweter od krykieta, flanelowe spodnie były normą. Identyfikowały z grupą.
Natomiast młody wagabunda zdejmował krawat, zakładał podwinięte dżinsy, trampki i t-shirt.

Teraz jest dokładnie na odwrót. Na klasykę pozwalają sobie tylko młodzi indywidualiści. Marynarka i krawat ściągają podejrzliwe i często nieprzyjaze spojrzenia. Chcesz być outsiderem, załóż marynarkę. Krawat symbolem awangardy?

11 komentarze:

Anonimowy pisze...

sama prawda, sam zakładając marynarkę tweedową nieraz spotykałem się z tekstami typu:"ale się wystroiłeś"

Brzydalllo pisze...

Co do krawata to rzeczywiście jest to "gatunek" zagrożony wyginięciem. Ostatnio byłem na ślubie, nie rozumiem jak na taka uroczystość można przyjść bez krawata lub muchy. A niektórzy jegomoście właśnie to uczynili, do tego sportowe marynarki...

H. pisze...

Wiesz może gdzie w Polsce można kupić sweter od krykieta?

Macaroni Tomato pisze...

Muślę, że na stoiskach R. Lauren w Peek and Cloppenburg. Ale swetry w tym stylu widziałem nawet w H&M.

Sykofanta pisze...

Stare dobre czasy, gdy ludzie chodzili ubranie, a nie rozebrani i gdy jakość wykonania była ceniona jednak trochę bardziej niż firma.

Można też było nosić kapelusz bez narażania się na śmieszność :P Zresztą dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Ceniąca się kobieta nie wychodziła niegdyś bez kapelusza. Teraz kobieta w kapeluszu jest zjawiskiem, trochę dziwolągiem pragnącym się wyróżnić.

Najbardziej mi jednak przykro, że dżinsy i t-shirt (byle h&m, bershka, pull&bear) uważa się za szczyt oryginalności. A wszyscy ludzie tak ubrani wyglądają tymczasem dokładnie identycznie. I eleganccy też szczególnie nie są...

Tom sobie ponarzekał. Pozdrawiam!

Marcin Has pisze...

No tak, kapelusze powoli odchodzą do lamusa, tak, jak niegdyś cylindry... Obawy o dalsze losy krawata również stają się coraz bardziej uzasadnione. Sygnalizował już ten problem Autor niniejszego bloga.

Sykofanta pisze...

Krawat jeszcze się jakoś trzyma (sam mam niewielką kolekcję krawatów), ale np. mucha jest już coraz bardziej zapomniana. Ostatnio pojawił się trend na muchy (sam dzięki temu nabyłem jedną), ale jednak gotowa, zawiązana mucha, to nie to. A gdzie obecnie można kupić nie czarną wiązaną muchę? Pewnie da się znaleźć, ale nie jest łatwo.

Do tego poszetka - kto w ogóle pamięta co to jest. Coraz częściej mężczyźni nie noszą jej wcale lub przyjmuje postać upchniętej w kieszonce chusteczki do nosa.

Albo fular. Czy ktoś go jeszcze pamięta? Nie wspominając już o tym, że praktycznie nikt nie nosi i mało kto wie, jak nosić.

Coraz częściej zdarza się też, że już nawet w operze mężczyźni przychodzą bez garniturów. Nawet to miejsce nie jest w stanie się obronić przed brakiem elegancji, czy może raczej napływem codzienności. Swoją drogę nie uważam, aby opera była najlepszym miejscem do okazywania, jakim się jest oryginalnym i przychodzenia w podartych bojówkach.

Zresztą... Oryginalność można też wyrażać szczegółem, np. ekstrawaganckim krawatem właśnie. W tym kontekście ciekawe jest szafiarstwo, w którym dodatki i szczegóły są najciekawsze i najważniejsze. W przeciwieństwie do głównego nurtu, w którym liczą się nadal głównie metki.

Marcin Has pisze...

Co racja, to racja. Noszę poszetki od kilkunastu lat (preferuję białe - angielskie, kolorowe puffy jakoś mnie nie przekonują) i w tym czasie widziałem je u innych jedynie kilkanaście razy (zazwyczaj byli to cudzoziemcy, albo dystyngowani, starsi panowie). Jest to o tyle dziwne, że poszetki są przecież w stałej ofercie kilku co najmniej sklepów... Czyżby kupowały je kobiety?:)

Fular faktycznie podzielił los muchy (wiązanej). Sam wolę nosić jedwabne szaliki pod rozpiętą na 2 guziki koszulą. W mojej sytuacji - gdy akurat nie mam ochoty na krawat - jest to jedyne sensowne rozwiązanie.Źle się czuję z nadmiernie eksponowaną piersią (tylko Włochom uchodzi to na sucho - choć i to nie zawsze), a jednocześnie koszula rozpięta na jeden tylko guzik (gdy jest noszona do marynarki bądź garnituru) wydaje mi się jakaś mdła i nieciekawa. Nawiasem mówiąc, to ulubiony "styl" polskich dziennikarzy, zwłaszcza z redakcji sportowych...

Marcin Has pisze...

A tak na marginesie. Ekstrawagancki krawat to - przynajmniej w moim przypadku - granatowy, gładki i koniecznie grubotkany:) Jakoś nie potrafię się przekonać do innych (z małymi oczywiście wyjątkami...).

Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

Oryginalnosc, jesli wola, nalezy wyrazac charakterem i zachowaniem, a nie krawatem. To z nadmiernej checi wyrazania siebie za pomoca ubrania powstala dzisiejsza paskudna moda i ubrania rozpadajace sie po dwoch praniach. Panowie z Princeton tak jak i moj sp dziadzius (studiowal wlasnie na Princeton) doskonale o tym wiedzieli, dlatego z przyjemnoscia zakladali tweedowe marynarki i wtapiali w tlum studentow - mieli przeciez charakter i odwage ktora naprawde wyrazali siebie. Panowie, wrocmy do klasycznych form meskosci nie tylko w ubraniach, ale i zachowaniu sie. I nie mam tu na mysli kultury macho.

Sykofanta pisze...

Anonimowy -> tak, masz rację. Rzeczywiście nie pomyślałem o tym początkowo, ale to jest cała istota rzeczy. Przeważnie (choć nie zawsze) osoby chcące tak bardzo wyróżnić się strojem, nie mają nic do zaoferowania swoim charakterem. To przykre!