nowy adres

9/16/2011

Vistula AW 2011/2012




Na Vistulę zacząłem zwracać uwagę jakieś dwa lata temu, kiedy przez wspólnych znajomych poznałem Wojtka Bednarza, głównego projektanta firmy po odejściu you know who. Kraków to małe miasto, wszyscy się znają, dziwne wręcz było, że poznaliśmy się tak późno.

Zeszłoroczna kampania reklamowa, garnitury w kratę, przywodziła na myśl styl Toma Forda. Stylistycznie bardzo mi się to podobało, ale nie mogłem zrozumieć dlaczego modele mają tak fatalnie dopasowane ubrania.  Tegoroczna kampania jest według mnie lepsza. Pachnie fajną włoszczyzną. Garnitur w duży prążek, genialnie dobrana poszetka i inne dodatki, odpowiednie dopasowanie. Całość w klimatach Zegna, jak dla mnie dobry kierunek.  Kiedy więc przyszło zaproszenie na pokaz, spodziewałem się, że właśnie taki klimat będzie królował na wybiegu.

Vistula to firma której nie sposób ignorować. To jedna z tych marek, która rzeczywiście ubiera polską ulicę. To polskie Boggi czy Brooks Brother’s, firma instytucja, która w dużym stopniu kształtuje gust Polaków. Do salonu Vistuli prowadzi się młodego człowieka po garnitur na maturę. Do salonu Vistuli idzie młody mężczyzna kupujący swój garnitur na ślub. W garniturze Vistuli zaczynamy swoją karierę zawodową.  Po ofercie takiej firmy spodziewam się solidnej bazy, klasycznych ubrań, które dają możliwość znalezienia się w każdej sytuacji. Ubrań, które nie będą się starzeć, bo najczęściej będą noszone wiele lat. Tak, uważam, że Vistula to firma pomnik i nosi na sobie brzemię odpowiedzialności za styl Polaków. Z tą myślą, szedłem na pokaz Vistula jesień- zima 2011/ 2012, który odbył się 13.09.2011 roku na terenie Wyścigów Konnych na Służewcu, w imponującym, wybudowanym do tego celu namiocie.


9/11/2011

Male Men.




Kurier dostarczył go parę dni temu do moich drzwi. Chwila niepewności i w końcu przypominałem sobie telefon od autorki tekstu, który trafił do Male Mena, zapowiadający tą dostawę.

Przyznam szczerze, że męskie magazyny są mi obce. Nigdy ich nie czytałem. Wydawało mi się zawsze, że „męskość“ to pojęcie tak szerokie, że nie da się na nim zbudować sensownego pisma. Te które widziałem przypominały komiksy dla dorosłych: dużo obrazków, mało tekstu.  Coś o seksie, samochodach, mięśniach… gdzieś na końcu upchnięte porady typu „jak ją oczarować w kuchni“ i „jak zadbać o skórę po szalonej nocy“.   Teksty zazwyczaj okazywały średnio zakamuflowanym przekazem reklamowym.

Male Men jest zupełnie inny, o czym piszę z pewnym wstydem bo tytuł jest na rynku od dawna i dla większości z Was nie jest to żadne odkrycie. Zacząłem studiowanie wrześniowego numeru od „naszych baranów“ czyli tekstów o modzie, zwłaszcza tego do którego udzieliłem wypowiedzi. Zgrzytnąłem zębami… wywiadowany byłem ponad rok temu, w okresie (schyłkowego co prawda, ale jednak) neofickiego zelotyzmu. Dziś pewne rzeczy powiedziałbym inaczej, na co innego zwrócił uwagę… i generalnie nie byłbym taki nabzdyczony. No, ale cóż. Poszło.

Wywiad z Adamem Granville na 126 stronie, świetny. Polecam.
Ale  z krzesła spadłem studiując strony 124 i 125. Do poradnika poszetkowego kilka słów napisali nasi przyjaciele z Poszetka.com.  Słowa poszetka i brustasza używane są tu poprawnie! Mam wrażenie, że nasza mała blogowo-forumowa społeczność przyczyniła się do tego. Wypromowaliśmy „poszetkę“! A może to moja megalomania.

Reszta pisma jest oczywiście ciekawsza. Rzuciłem się na materiały o lataniu. W dzieciństwie z wypiekami na policzkach słuchałem opowieści starszego kolegi, który dostał się do Dęblina. Tekst o „efkach“ cofnął mnie do atmosfery tamtych trzepakowych opowieści.

Male Men zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Nie jest robiony wg. zasady znajdowania męskich tematów (czyli seks, samochody, mięśnie, a na to zasmażka), ale męskich bohaterów. To proste, bezpretensjonalne podejście bardzo mi odpowiada.  Male Mena będę kupował!

9/03/2011

Global warming ready.




Przyznaje od razu, że nie trafiam z timingiem opisując ten garnitur, jest to bowiem ubranie typowo letnie… Garnitur był gotowy już pod koniec czerwca, ale bardzo długo czekałem na recenzję…

To było pechowe zamówienie od początku. Wiedziałem, że chcę mieć coś z fresco (słynnej, letniej materii, znanej z niezwykłej przewiewności). Zamówiłem próbniki w J.J. Minnis. Przysłano mi kilka małych kwadracików materiału. Zdecydowałem się na beż, to klasyczny letni kolor, zresztą mam dość panowania szarości i niebieskiego w mojej szafie. Z ufnością złożyłem zamówienie.