nowy adres

4/30/2011

Polskie Apparel Arts.



Pchli targ  pod Halą Targową w Krakowie kryje w sobie prawdziwe skarby. Tam właśnie mój brat wyszperał (aby później mi podarować) niekompletny rocznik 51 pisma „Postęp Krawiecki“. Nie miałem pojęcia, że takie wydawnictwo istniało, ale zważywszy na ilość krawców tuż po wojnie wydaje się to logiczne.

Każdy zeszyt to cieniutka broszurka, ale jak ciekawa! Grafiki w dobrze znanym z Apparel Arts stylu (niestety tylko na okładce kolorowe) i fachowe teksty. Jest rok 51 więc obecność tekstu o budowie sojuszu ze Związkiem Radzieckim i opracowania dotyczące spółdzielczości nie dziwią.

Jednak są tu głównie fachowe materiały, omówienie technik krawieckich, wzorów wykrojów. W piśmie jest też cykl dotyczący materiałoznawstwa, który szczególnie mnie zainteresował. Jest niezwykle fachowo i przystępnie napisany. O bawełnie, lnie czy wełnie uczy nas od wiedzy na temat charakterystyki włókien, poprzez metody produkcji do typów gotowych materiałów. Kawał ciekawej wiedzy o ponadczasowych charakterze. Niestety niekompletny rocznik nie zawiera wszystkich części dotyczących najbardziej nas interesującego włókna- wełny.  Lektura wzbogaciła też moją wiedzę na temat krawieckiego słownictwa, poprawnych nazw typów materiałów itd.

Poniżej prezentuję linki do numerów jakie mam zarchiwizowane w formacie PDF.



Ale mam jeszcze jedną gratkę. Piękny katalog Smart,  Fashions for Gentelen  z roku 1949 (również wydany w Polsce). Tu grafiki są kolorowe jednak brak tekstu.

(Pojawił się problem z przeglądaniem plików. Pracuję nad jego usunięciem.)

P.K. nr 2.
P.K. nr 4.
P.K. nr 6.
P.K. nr 8.
P.K. nr 9.
P.K. nr 10.
P.K. nr 11.
P.K. nr 12.
Smart 49

4/25/2011

Wyznanie (nie) wiary.



O tym dlaczego warto zamawiać ubrania szyte na miarę pisałem na blogu wiele razy. Moi czytelnicy wiedzą, że jestem entuzjastą bespoke, ale…

…ale każdemu „nowo nawróconemu“ należą się słowa ostrzeżenia. Szycie na miarę nie jest wytrychem, który otwiera wszystkie zamki. Sukces (czyli otrzymanie pięknego, dobrze leżącego ubrania) nie jest gwarantowany w tym procesie. Prawdopodobnie zdarza się dość rzadko.  Nawet w renomowanych pracowniach zdarzają się zamówienia lepsze i gorsze. A tych pracowni z ustaloną renomą jest bardzo mało w naszym kraju.  W innych czynnik ryzyka wzrasta.

Na własny użytek dzielę krawców na 4 kategorie. Wyglądają one tak.


4/21/2011

Skórzana podeszwa po 4 latach.



Trwałość butów na skórzanej podeszwie to kwestia, o którą często jestem pytany. Mężczyźni chodzący w butach na gumie często rozumują, że skórzana podeszwa musi być mniej trwał.  Całkiem błędnie. Prezentuję tu moje buty Crockett&Johnes "Connaught" kupione pewnie 4 lata temu. Są bardzo intensywnie eksploatowane i w sezonach wiosna- lato- jesień zaliczają przynajmniej jedno wyjście w tygodniu.

Jak widać podeszwom nic wielkiego nie dolega. Nosek jest już dość mocno zdarty, nici są przetarte, ale ponieważ konstrukcja jest porządna, podeszwa nie rozwarstwia się.  Zresztą zdarty nosek (i pięta) to najmniejszy problem. Bez problemu można je podkleić kawałkiem plastiku. Podeszwa tych butów pożyje jeszcze dość długo (myślę, że jakieś 2- 3 lata). Ale nawet jej koniec nie będzie końcem buta. Wyślę go do Anglii na wymianę podeszwy (taką usługę świadczy C&J). Buty posłużą kolejnych kilka lat.


Cholewka nosi ślady użycia. Plam dałoby się pewnie uniknąć, gdybym lepiej dbał o impregnację butów.  Ale  ślady burzliwej historii nie przeszkadzają mi wcale. Przecież buty są do noszenia.

Dobre buty na skórzanej podeszwie nie tylko wyglądają świetnie właściwie z każdym materiałem (również z dźinsami), ale są bardzo wygodne. Skóra z czasem dostosowuje się do kształtu stopy, skórzana podeszwa przepuszcza powietrze, ale oczywiście nie przepuszcza wody. Właściwie jedyną ich wadą jest to, że są bardzo śliskie na gładkich powierzchniach. Jak dla mnie niska cena za styl, trwałość i wygodę.

4/18/2011

Alternatywa dla krawata.



Nie chciałem dziś zakładać krawata, dlatego zdecydowałem się na białą koszulę buttown down. Jednak czegoś brakowało mi pod szyją. Bawełniany, lekki szal wydał mi się dobrym rozwiązaniem. Daje stylistyczny akcent, całość wydaje mi się bardziej przemyślana  (ale może to nie jest zaleta) no i chroni gardło przed podmuchami zimnego jeszcze wiatru.  Szal jest dość długi i wystaje w otwarciu marynarki co mi osobiście się podoba i nie mam zamiaru go skracać.


Bawełniane, granatowe spodnie (McNeal) są znacznie lżejsze niż marynarka, ale ich pomarszczona forma jakoś mi pasuje do tweedu. Buty są ciemnobrązowe. Nie chciałem tu za dużo kontrastu.


Przy casualowych zestawach jak ten zawsze wybieram bardzo mało kontrastującą  poszetkę. Tym razem złoto, brązowo, granatowa, w uniwersalnym (idealnym do tweedu) perskim wzorze.

Robi się coraz cieplej, to pewnie ostatnie wyjście w nowej marynarce w tym roku. Dobrze, że letnie zamówienia już się szyją.

(foto. Andrzej Belina Brzozowski)

4/16/2011

Kratka Gun Club, finał.




To moje trzecie zamówienie w Gest Modzie i jest zdecydowanie najbardziej udane.  Marynarkę odebrałem wczoraj i dziś spędziłem w niej niemal cały dzień. Trzeba ją jak najszybciej „złamać“, pozbawić wrażenia nowości.

No to zabieramy się za rozbiór marynarki na czynniki pierwsze.


4/13/2011

Boggi, a sprawa polska.



Odbyłem dziś bardzo ciekawą rozmowę o stylu. Moi rozmówcy siedzą w biznesie ubraniowym. Rozmowa zeszła na ubrania ze średniej półki i okazało się, że zebrani lubią włoską markę Boggi Milano.  Boggi to włoska średnia półka. Ichniejsza Vistula jeśli chodzi o miejsce na rynku, ale świetna relacja jakości do ceny no i ten styl… Jeśli będziecie odwiedzać Włochy koniecznie poszukajcie Boggi. Czegoś takiego brakuje na naszym rynku. Solidnej, stylowej średniej półki, która odmieni nasze ulice.

Boggi dla Kowalskiego!



(foto. Antolll)

4/08/2011

Kratka Gun Club część 1.



Historia tego zamówienia sięga roku. Szukałem tweedu podobnego wzorem i kolorem do letniej marynarki jaką wykonał Sebastian Żukowski. Z tweedem w Polsce jest kiepsko (ale coraz lepiej) i znalezienie odpowiedniego materiału nie jest łatwe. Oczywiście znajdziemy piękne tweedy w próbnikach Scabal i Dormeuil, ale ceny tych firm przyprawiają o zawrót głowy i zamawianie u nich to ostateczność.

Trafił do moich rąk próbnik firmy Robert Noble. Firma robi materiały m.in. dla Holland&Sherry i ma znakomitą reputację. Ale to przędzalnia, tu kupuje się materiały na bele, a nie kupony na jedną marynarkę.  Dział handlowy nie chciał ze mną w ogóle rozmawiać, ale ja byłem wytrwały. Kilkanaście e-maili później dostałem zgodę na kupno 2 metrów cennego tweedu.

4/05/2011

Bawełniany garnitur.




Bawełniany garnitur pod każdym względem ustępuje wełnianemu. Bawełna gniecie się niemiłosiernie i nie sposób utrzymać jej w nienagannym stanie. Kanty na spodniach krótko się trzymają. Materiał bawełniany nie zapewnia ochrony przed chłodem, jednak nie nadaje się na lato bo jest bardzo ściśle tkany i mało przewiewny. Bawełna jest bardzo nietrwała, więc mimo niższej ceny materiału, garnitur jest de facto bardzo drogi. Nie wiadomo gdzie i kiedy go nosić bo jest bardzo nieformalny.



Dlaczego więc rozważam zakup czegoś tak nieprzydatnego i pozbawionego sensu ? Bo bawełniany garnitur jest piękny i świetnie będzie pasował do mojej garderoby. Uwielbiam jego nieformalny, lekko rozchełstany charakter. Tak już mam, że lubię nosić garnitury, ale mój zawód i tryb życia nie wymaga niczego więcej niż pary dżinsów i t-shirtu. Garnitur noszony w możliwie nieformalny sposób jest więc moją idee fixe.

Że się gniecie? Świetnie. Że w nim zimno? Założę sweter. Że ciepło? Nie będę wychodził z klimatyzowanych pomieszczeń. Że drogi? Jakoś to przełknę. Nikt nie mówił, że będzie łatwo.