nowy adres

5/31/2010

Window shopping.

Polskie wystawy sklepowe nie są inspirujące. Ani razu nie zdarzyło mi się skopiować wystawowy zestaw, czy choćby zachwycić kombinacją na manekinie. Zupełnie inaczej jest we Włoszech.  Tam window shopping jest moją ulubioną rozrywką,  z którą może się równać tylko podpatrywanie ludzi z perspektywy kawiarni ukrytej gdzieś w podcieniach.

Uwielbiam włoską nonszalancję, włoskie upodobanie do grubych, mięsistych materiałów, wełnianych krawatów i zamszowych butów. W takich ubraniach nie sposób źle się czuć i pewnie właśnie dobre samopoczucie jest kluczem do włoskiego stylu.

Patrzmy więc i zazdrośćmy!

Luigi Borrelli- Neapol.





Milord- Florencja.

Podobno ulubiony sklep Scotta Schumana czyli Sartorialista.





Boggi- Mediolan. 

Myślę, że Boggi zajmuje na włoskim rynku miejsce porównywale do naszej Vistuli, jeśli chodzi o poziom cen i grupę docelową. Ot... taki sobie sklep ze zwykłymi, niemal codziennymi ubraniami. 





Cosimo Colonna- Rzym. 






5/25/2010

Spodnie Salvatore Ambrosi.




Najlepsi krawcy świata są nomadami. Pakują wielkie walizki materiałów, marynarek i spodni na różnych etapach pracy i wyruszają na spotkania z klientami. Ameryka jest dla nich ziemią obiecaną. Savile Row parę razy w roku podróżuje do Nowego Jorku, Waszyngtonu, Atlanty, San Francisco i innych największych miast Stanów. Podobnie jest z neapolitańską elitą krawiecką. Do tego ekskluzywnego klubu podróżujących krawców należy Salvatore Ambrosi reprezentujący rodzinną firmę Sartoria Ambrosi. Firma specjalizuje się w spodniach.


Parę tygodni temu pan Ambrosi skontaktował się ze mną, prosząc, abym napisał o nim i przedstawił jego ofertę. Nie ma bowiem przeszkód, żeby Warszawa znalazła się na drodze jego krawieckich eskapad.



Spodnie Sartoria Ambrosi są kwintesencją włoskiego stylu, a to znaczy podwyższony stan i wąskie, dopasowane nogawki. Spodnie znane są z perfekcyjnego wykończenia i charakterystycznych detali.  Jednym z nich jest sposób zapinania. Dodatkowe guziki powodują, że spodnie lepiej układają się w trakcie ruchu.


W czasie pierwszego spotkania klient wybiera materiał, omawia z krawcem szczegóły zamówienia, brana jest miara. Kolejne spotkanie to przymiarka na wpół wykończonych spodni. Finalny produkt wysyłany jest klientowi pocztą.


Cena spodni to 450 euro i zawiera koszt materiału. Klient ma do dyspozycji próbniki takich firm jak Loro Piana, Vitale Barberi Canonico, Carlo Barbera, Holland & Sherry, Drapers, Scabal.  Niektóre materiały wymagają dopłaty.


Każdego zainteresowanego zamówieniem proszę o kontakt na: macaronitomato@gmail.com

5/22/2010

Paski.


Pasek powinien być w kolorze butów i zrobiony z materiału o zbliżonej fakturze. Najczęściej nie ma problemów z zachowaniem tej zasady bo 99% naszych butów jest czarnych lub brązowych. Większość z nich ze skór licowych.

Kłopot zaczyna się kiedy nosimy buty w innym kolorze albo zrobione z innego materiału. Dla mnie taką problematyczną parą była ta para letnich angielek Grensona. Znalezienie paska z materiału o podobnym kolorze nie było łatwo, ale udało się. W dodatku w dość nieoczekiwanym miejscu, a mianowicie na małym stoisku z paskami w Złotych Tarasach. Stoisko mieści się na poziomie 2 przy głównym ciągu schodów obok Empiku. Zachęcony pierwszym zakupem zaniosłem próbkę zamszu aby dopasować pasek do nowych mokasynków od Wielądka. Sprzedawczyni poprosiła o zostawienie próbki. Obiecała, że przekaże ją właścicielce i jeśli tylko będzie to możliwe firma wykona dla mnie pasek na zamówienie. Kilka dni później właścicielka odezwała się z wiadomością, że nie udało się dobrać skóry podobnej do mojej próbki, jednak zaangażowanie i poziom obsługi klienta były tak ujmujące, że postanowiłem napisać o firmie Andrzej Kłoda. Tym bardziej, że to firma z przedwojennymi tradycjami (powstała w 1922 roku) pozostająca ciągle w rękach jednej rodziny. Jeśli chcecie kupić albo zamówić pasek zachęcam do wizyty w Złotych Tarasach.

5/19/2010

Jak powinie leżeć garnitur.

Wpis o dopasowaniu marynarek stał się moją zmorą. Po pierwsze dlatego, że sprawa jest bardzo złożona, a źródło, na podstawie którego chciałem go napisać, było bardzo techniczne i szczegółowe. Krawcy nie do końca potrafią mi pomóc, bo dla nich wiele rzeczy jest intuicyjnych bądź tak oczywistych, że się po prostu nad nimi nie zastanawiają. Koniec końców postanowiłem przedstawić własną „check listę“ i pokazać na co sam zwracam uwagę przy kolejnych przymiarkach. Oczywiście poniższe uwagi można zastosować kupując gotowe ubrania.

Nie jest to wpis poświęcony proporcjom. Nie piszę tu więc o sprawach takich jak np. długość marynarki czy rękawów. Chodzi o dopasowanie i wskazanie głównych problemów. Warto wiedzieć co jest ich źródłem i w miarę potrzeby nie dać się „zagadać“ przez krawca, że „tak ma być“. Niech więc będzie ten wpis naszą tarczą i bronią.

Źle dopasowana marynarka podkreśli wady naszej budowy. Garbatemu powiększy garb, brzuchatemu brzuch itd. Za to dobrze dopasowana, zminimalizuje wrażenie nieprawidłowej budowy. Ponieważ proporcjonalna, symetryczna sylwetka uznawana jest za dobrą i „zdrową“, dobrze skrojone ubranie będzie „wyrównywać“ nasze nieregularności. Symetria jest tu słowem kluczem.


Patrząc na marynarkę od przodu powinno dać się wyprowadzić pionową linię biegnącą od jabłka Adama do krocza przez punkt środkowy (czyli guzik). Jakiekolwiek przesunięcie tej linii jest niedopuszczalne.

Biodra, klatka piersiowa, ramiona, pacha, talia powinny znajdować się na tym samym poziomie. W naturze nie zawsze tak jest. Marynarka powinna korygować ewentualne nierówności. Wszystkie elementy wykończenia marynarki z jednej strony powinny mieć swoje lustrzane odbicie na tym samym poziomie z drugiej strony.

Patrząc na marynarkę z przodu dobrze, jeśli widoczne są „okna“ pod pachami na wysokości talii. Trzeba to ocenić kiedy mamy swobodnie opuszczone ręce. Taki prześwit oznacza, że marynarka jest dobrze wytaliowana. Oczywiście nie każda figura pozwala na taką formę.

Na plecach środkowy szew reprezentuje kręgosłup i powinien oczywiście biec prosto, na środku pleców.


Balans, często mylony z ogólnymi proporcjami marynarki, oznacza stosunek frontu do tyłu marynarki. Oceniamy go patrząc z boku. Chodzi o to, żeby przód i tył były na tym samym poziomie.

Każdy z nas ma inną sylwetkę, inaczej się nosi. Niektórzy pochylają się do przodu, inni stoją wyprostowani jak struna. Nie mówić już o nieregularnej budowie takiej jak okrągłe plecy, albo bardzo rozbudowana klatka piersiowa.

Przy pochylonej sylwetce lub okrągłych plecach źle skrojona marynarka będzie „leciała“ do przodu. Spowoduje to odstawianie marynarki z tyłu. Z przodu natomiast pojawi się nadmiar materiału. Widoczne będą półkoliste marszczenia pod klatką piersiową. Krawiec ma więc wziąć pod uwagę nasz sposób poruszania się oraz budowę ciała tak aby ustalić właściwy balans, zdecydować na przykład o wydłużeniu pleców żeby zrekompensować okrągłe plecy.

Dolny brzeg marynarki powinien tworzyć więc poziomą linię (no, prawie poziomą, bo przód marynarki najczęściej krojony jest nieco dłuższy niż tył).


Skoro już jesteśmy z boku przyjrzyjmy się rękawom. Powinny opadać prosto, bez żadnych skośnych marszczeń. Takie marszczenia oznaczają, że rękaw jest przesunięty do przodu lub tyłu.

(marynarka została specjanie ułożona do zdjęcia by zilustrować dwa błędy)

Ramiona to punkt, w którym polscy krawcy zawodzą najczęściej.  Mają tendencję do krojenia za szerokich ramion. Jeśli ramiona mają właściwą długość materiał na szczycie rękawa zaokrągla się lekko odzwierciedlając formę ramion. Jeśli ramiona są za szerokie (i najczęściej też zbyt mocno wypełnione) materiał opada ostro w dół załamując się charakterystycznie w kuli rękawa. Takie załamanie jest niedopuszczalne.

Trzeba też zwrócić uwagę na kołnierz. Powinien ściśle przylegać do koszuli. Nie może odstawać.


Plecy to ponoć najłatwiejszy dla krawca fragment do skrojenia, jednak przez to, że mamy tu do czynienia z dużą gładką połacią materiału, każdy błąd jest wyraźnie widoczny. Idealnie jeśli plecy są gładkie, bez żadnych marszczeń, jedynie z lekkimi fałdami pod rękawami (tzw. nadbiegi, które zapewniają nam swobodę ruchów). Jednak takie pleców nie widziałem bodaj nigdy.

Najczęstsze problemy to opadające ramiona. Widać je w postaci skośnych marszczeń biegnących od kręgosłupa w kierunku łopatek. Dają się zlikwidować przez podciągnięcie materiału na szwie barkowym.

Marszczenia między łopatkami poniżej kołnierza mogą oznaczać, że plecy są za szerokie. Zwężenie pleców na wysokości ramion powinno poprawić sprawę. Może też pomóc wybrnie materiału w górę pod kołnierzem.

Poprzeczne marszczenia na wysokości talii mogą oznaczać, że jest za ciasna, albo wręcz przeciwnie, plecy są za długie.


Opisałem tu tylko podstawowe, najważniejsze problemy. Myślę, że pilnując naszych marynarek w tych punktach dojdziemy do zadowalającego efektu. Nie dajmy się jednak zwariować. Ideał nie istnieje. Materiał jest w końcu żywy, pracuje (choć jego sprężystość powinna być wzięta przez krawca pod uwagę). Nasze ciała też się zmieniają.  Nie widziałem jeszcze marynarki, która leżałaby idealnie, bez żadnych niepożądanych marszczeń.

Nie chodzi o to, żeby doprowadzać krawca do obłędu wytykając mu najmniejszy błąd. Warto jednak wiedzieć, co jest wzorcem i jak daleko nasze zamówienie od niego odbiega.  Musimy sami zdecydować czy suma ewentualnych uchybień przekracza „masę krytyczną“ i nadmiernie psuje efekt całości. Wtedy trzeba walczyć o poprawki.

Jeśli chcecie zwrócić uwagę na inne problemy, bardzo proszę o rozwinięcie tematu w komentarzach.

Spodnie omawiam tu.

5/18/2010

Zamszowe mokasynki z klamerką.





Odebrałem właśnie kolejną parę butów od Pana Jana Wielądka. Czas oczekiwania znacznie się wydłużył od mojego pierwszego zamówienia. Ceny wzrosły. W małym zakładzie na Marszałkowskiej nastały lepsze czasy. Mam nadzieję, że z moją skromną pomocą.

Zdaje się, że z szewcami jest tak samo jak z krawcami. Każde kolejne zamówienie jest lepsze. Tym razem poprosiłem o nieznaczne wydłużenie nosków. Jestem bardzo zadowolony z nowej formy kopyt. Buty nabrały lekkości i bardziej współczesnego wyglądu.

Przy okazji warto zastanawiać się jak nosić buty zamszowe. Są bardzo nieformalne (zwłaszcza w tym fasonie). Teoretycznie powinny być noszone do cięższych materiałów, flaneli i tweedów, ale ja mam zamiar, na włoską modłę, zakładać je też w lecie do cienkich wełnianych spodni. Oczywiście będą świetnie nadawały się do wszystkich zestawów z dżinsami czy bawełnianymi chinos.

Parę zdjęć butów więcej na forum.

Więcej informacji o Janie Wielądku znajdziesz tu.

5/16/2010

Szerokość krawata.



Szerokość krawatów sprzedawanych przez znane marki zmieniaja się niemal co sezon. Dwa sezony temu był czas szerokich krawatów. Dochodziły do 11 cm. W tym sezonie jest ruch w dół. Krawaty znów wyszczuplały.

Jednak krawat, tak jak inne elementy garderoby, nie powinny być ofiarą zmiennej mody. Jego szerokość ma być dyktowana proporcjami naszego ciała i elementów ubrania. Prosta zasada mówi, że krawat powinien być mniej więcej tej szerokości, co wyłogi marynarki. Aptekarska dokładność nie jest konieczna. Chodzi o wrażenie.  Dla mnie oznacza to około 8,5 cm.

5/12/2010

Sklep Sir Arthur, ul. Bracka 5



Przechodząc parę dni temu Bracką, zaszedłem do sklepu Sir Arthur. Oczywiście wcześniej przechodziłem koło niego wielokrotnie, sklep jest tam „od zawsze“, ale ani perelowski wystrój sklepu, ani towary na wystawie, nie zachęciły mnie wcześniej do wejścia. Tym razem było inaczej. Na wystawie wyeksponowane były ładne kaszmirowo- jedwabne krawaty.


W środku zobaczyłem mniej więcej to czego się spodziewałem. Koszule, fulary, pasy hiszpańskie, spinki, muchy (w tym fabrycznie zawiązane), dość sporo krawatów. Na pierwszy rzut okna nic nie zachwycało, ale kiedy przyjrzałem się bliżej krawatom zauważyłem zupełnie unikatowe sztuki. Po pierwsze krawaty kaszmirowe, które mnie tu zwabiły. Po drugie krawaty z drukowanego jedwabiu, rzecz w Polce trudno dostępna. No i coś zupełnie niezwykłego- krawaty dziergane, zakończone w trójkąt. Koniec końców kupiłem 3 sztuki (w dobrej cenie!), ale wśród dzierganych i kaszmirowych było więcej wzorów, na które miałbym ochotę.



Widać, że Sir Arthur to sklep prowadzony „z głową“, z pasją nawet.  Na pewno jest potrzebna, bo sklep istnieje od 60 lat i nie sądzę, żeby przyniósł właścicielom fortunę. Jeśli nie zdecydują się na odświeżenie wystroju i kolekcji, nie przyniesie jej w przyszłości. Ciągle będzie tam panował ospały nastrój prowincjonalnego muzeum.

Mimo wszystko będę tam co jakiś czas zachodził, licząc na kolejne miłe niespodzianki.

Sklep Sir Arthur, ul. Bracka 5 (naprzeciwko PAP)

5/11/2010

Na 9 maja.



„Ubranie tworzy człowieka“ to przykazanie każdego stylisty, ale czasem to człowiek tworzy ubranie.

Mężczyzna ze stylem, powinien mieć do powiedzenia ciekawszą historię niż historia jego garnituru.  Może dlatego starsi mężczyźni potrafią wyglądać świetnie, nawet kiedy noszą koszmarne ubrania.

5/08/2010

Coś o zapachu.



Zapach to zmysł przez nas zapomniany. Odbieramy świat wzrokiem, słuchem. Coraz mniej rzeczy w naszym otoczeniu pachnie. Albo inaczej, coraz rzadziej zapach ma znaczenie. Weźmy na przykład jedzenie. Kiedyś ocenialiśmy jego świeżość wąchając je. Teraz… patrzymy na datę ważności. Tymczasem zapach jest najbardziej pierwotnym ze zmysłów. Bodźce wysyłane przez substancje zapachowe omijają ośrodki mózgu odpowiedzialne za analizę i logiczne myślenie. Zapach działa bezpośrednio na nasze emocje. Może dlatego ma tak mocne seksualne asocjacje, a „kobieta ubrana w zapach“ jest częstym skojarzeniem reklam perfum. Nad zapachem warto się skupić. O swój zapach warto zadbać. A jeśli tak, to wato, żeby nie zapach był niebanalny.


Takie zapachy są właśnie w perfumerii Quality w warszawskim hotelu Marriott.
Salon składa się z dwóch sal. W pierwszej znajdziemy szeroko dostępne marki, w drugiej, ukrytej z tyłu sklepu, otwiera się prawdziwie ekskluzywny świat małych butikowych wytwórni i marek nie spotykanych nigdzie indziej w Polsce. Moim przewodnikiem po tym świecie był Michał Missala. Jego opowieść o zapachach narzucała mi winiarskie skojarzenia. Jest więc mowa o małych rodzinnych firmach, tajnikach zawodu nosa przekazywanych z pokolenia na pokolenie, ekskluzywnych kreacjach dostępnych w małych ilościach. Samo wąchanie perfum podobne jest do smakowania wina.

Zapach dociera do nas w trzech etapach. Pierwsza uderza nuta głowy. Zapachy tej nuty są najbardziej ulotne. Skomponowane są najczęściej z cytrusów, lekkich kwiatów takich jak fiołki czy konwalie. Później daje o sobie znać nuta serca. Ta trwa dłużej i składa się najczęściej z zapachów białych kwiatów takich jak jaśmin czy tuberoza. Zapachy z nuty głowy, jeśli mocniej skondensowane (a więc trwalsze) mogą być składnikiem nuty serca i odwrotnie. Ostatnia i najtrwalsza jest baza. W niej zawierają się najcięższe, zmysłowe zapachy drzew, kadzidła, ambry czy piżma.

Większość producentów dzieli swoje zapachy na męskie i damskie, ale jak mówi pan Missala, wśród zapachów niszowych podziału takiego najczęściej nie ma. Z kronikarskiego obowiązku notuję, że klasyczne męskie nuty oparte są na zapachach paczuli, wetiweru czy drzewa sandałowego.  Zapachy lżejsze uważało się dawniej za bardziej odpowiednie na dzień i sezony letnie, cięższe odpowiednie na wieczorne okazje i zimniejsze sezony. Jednak i te podziały są już raczej historyczną ciekawostką.

Zapachy są tworzone przez nosy, czyli osoby potrafiąca zapamiętać i rozpoznać nawet parę tysięcy zapachów. Umiejętność ta jest nabywana w długich latach treningów. Dzieci perfumiarzy, przygotowywane do przejęcia rodzinnego interesu, uczone są tej umiejętności od małego.

Poprosiłem pana Michała o zaprezentowanie 3 ulubionych zapachów.

Wybrał Aziyade Perfume d’Empire, zapach skomponowany ze składników uznawanych za afrodyzjaki.


Kolejnym wyborem był Czarny Turmalin Oliviera Durbano, zapach który zdobył nagrodę Doskonałości Roku Twojego Stylu wśród zapachów niszowych…


…i Black Aoud firmy Montale.


Nie podejmuję się opisania żadnego z nich. Wybrałem dla siebie Aziyade.

Moją uwagę zwrócił też Creed Royal english Leather. Stowrorzony w 1781 roku jest najdłużej nieprzerwanie produkowanym zapachem.


Na koniec informacja dla wtajemniczonych- dostawa ekstraktu haszyszowego jest już w drodze z Afganistanu do Amsterdamu. Black Afgano firmy Nasomatto pojawi się w Quality za około 6 tygodni.


Perfumerię Quality wpisuję na Mapę Warszawy.

Perfumeria Quality, Centrum LIM- Hotel Marriott
Al. Jerozolimskie 65/79
Tel. 22 630 64 97

www.perfumeriaquality.pl

5/04/2010

Proporcje wzorów.


Powszechnie uważa się, że grube wzory optycznie powiększają, małe pomniejszają figurę. Dużym, czy wręcz otyłym mężczyznom, poleca się więc garnitury w drobniejsze paski, drobnym w grube. Podejście to jest według mnie zupełnie chybione. Chodzi przecież o to, żeby wyglądać proporcjonalnie. Skala wzorów powinna być dostosowana do skali człowieka. Można sobie wyobrazić balonik z namalowanymi liniami. Wzór rośnie wraz z nadmuchiwaniem balonika, proporcje pozostają te same.


Poniżej Puff Daddy w dwurzędowym garniturze w paski. Paski są bardzo szeroko rozstawione. Na oko co jakieś 3-4 cm. Czy poszerzają go optycznie? Myślę, że nie. Garnitur wygląda dobrze. Jest dostosowany do proporcji Puffa. Duży facet może sobie pozwolić na duże wzory. Podobnie Clark Gable na zdjęciu niżej.


Tutaj przykład źle dobranych pasków (kliknij aby powiększyć).


Mężczyzna na zdjęciu nosi garnitur  w paski o dość małym rozstawie. Garnitur poszerza go optycznie. Na jego ciele mieści się bowiem wiele pasków, na garniturze za dużo się dzieje. Myślę, że zyskał gdyby założył garnitur o szerzej rozstawionych paskach.

I jeszcze jeden przykład.  Tym razem krata o bardzo dużej skali na bardzo szczupłym mężczyźnie. 


Skala kratki podkreśla jego szczupła figurę. Gdyby wzór był mniejszy, na tym samym fragmencie materiału, mieściłoby się więcej wzorów. Model wyglądałby bardziej proporcjonalnie.

Decydując się na paski należy pamiętać, że tworzą wertykalne linie, a to wyszczupla sylwetkę.  Kratka tworzy linie horyzontalne i poszerza. Im wyraźniejszy wzór tym efekt mocniejszy.

Myślę, że najlepiej wyglądają paski rozstawione co 2-3 cm.
Dużemu, dobrze zbudowanemu mężczyźnie, doradzałbym paski w okolicach 3 cm i wyraźnie narysowane na materiale. Drobnemu i szczupłemu doradzałbym węższe, w okolicach 2 cm, ale słabo zarysowane.