nowy adres

4/28/2010

Nie tylko do biura.



Coraz  mniej firm czy korporacji zawodowych wymaga noszenia garniturów od swoich pracowników i członków. Dla wielu mężczyzn to ulga.  Przyznajmy szczerze, większość mężczyzn w garniturach czuje się źle i nie lubi ich nosić. Ci nieliczni, którzy je noszą, robią to bo tego wymaga ich firmowy dress code. Ja należę do mniejszości mężczyzn, którzy garnituru nosić nie muszą, ale lubią to robić. I tu powstaje pytanie jak nosić garnitur, żeby wyglądał jak najmniej formalnie?



Po pierwsze trzeba zadbać o nieformalne dodatki. Koszula z miękkim kołnierzykiem, wełniane lub dziergane krawaty, zamszowe buty.  

Jeśli garnitur będzie trochę pomarszczony i znoszony to tylko lepiej. Jeśli ktoś lubi, może zostawić otwarte guziki z kołnierzykach koszul typu buttown down lub mankietach. Jednym słowem sprezzatura.



Nieformalny charakter podkreślą matowe materiały. Paski zostawmy na inne okazje (kojarzą się mocno ze strojem biurowym), ale kratki są świetnym rozwiązaniem.

Jednak myślę, że kluczem do nieformalnych zestawów jest niski kontrast poszczególnych elementów. Zwłaszcza między koszulą i krawatem

4/25/2010

Nieplanowany wpis.



Zapowiadany parę tygodni temu wpis o tym „Jak powinien leżeć garnitur“ ciągle jest w przygotowaniu. Sprawa się przeciąga, bo temat nie jest łatwy. Książka na jakiej się opieram adresowana jest do krawców i zakłada pewien stopień wiedzy fachowej czytelnika. W końcu jednak przez nią przebrnąłem i dziś miałem zrobić (korzystając z gościnności Sebastiana Żukowskiego) zdjęcia ilustracje do wpisu. Jednak w trakcie pracy, męcząc się by pokazać kolejne omawiane punkty, zdałem sobie sprawę, że albo traktuję temat zbyt szczegółowo, albo piszę „oczywiste oczywistości“. Trzeba znaleźć złoty środek i dać czytelnikom syntezę. Oznacza to dla mnie powrót do fazy przygotowań. Mam nadzieję, że wybaczycie mi zwłokę.

Dzień z aparatem nie był mimo to zmarnowany. Przy okazji zrobiłem zdjęcia poniższych kombinacji.



To ostatnio mój ulubiony sposób łączenia koszuli z krawatem. Ten sam kolor, jednak krawat o ton ciemniejszy.  Proste i zawsze działa. Ciekawa faktura lub połysk krawata są tu dobrym urozmaiceniem. 

4/22/2010

Pierwsze urodziny.



Nawał pracy spowodował, że przegapiłem rocznicę bloga. Pierwszy wpis pojawił się tu  6 kwietnia 2009 roku. Zaczynałem dla zabawy, niczego nie oczekując, bez żadnego planu. W pierwszych tygodniach blogowania każdego nowego użytkownika witałem kieliszkiem szampana, zachwycony, że ktokolwiek tu trafia. O tego czasu zebrała się spora grupa czytelników. Dochodzi już do koło 10 tysięcy miesięcznie i cały czas rośnie.

Kiedy patrzę na moje pierwsze wpisy, widzę w nich odrobinę za dużo entuzjazmu nowicjusza, ale nie wstydzę się żadnego z nich. Dziś pisałbym mniej więcej to samo.

Drugi rok blogowania zaczynam z planami i poczuciem, że nie mogę spocząć na laurach, że trzeba się rozwijać. Mam nadzieję, że mi w tym pomożecie.

Będę wdzięczny za komentarze z sugestiami jakie wpisy lubicie czytać najbardziej. Czego jest tu za dużo, a czego za mało.

Dziękuję, że zaglądacie tu od czasu do czasu. 

4/20/2010

Mad Men





W kategorii najlepiej ubranych filmów czy seriali „Mad Men“ utrzymują się na samym szczycie rankingu. Nie chodzi nawet o to jakie ubrania tam noszą, ale jak to robią.

W czasach kiedy garnitur był strojem codziennym mężczyźni nosili je ze swobodą i pewnością siebie. Patrząc na nich mam wrażenie, że samo to wystarcza im, żeby wyglądać stylowo. 

4/13/2010

Kazimierz Mystkowski, krawiec, ul. Hoża 3.



Mówi się, że dobrze ubrany mężczyzna ubiera się sam.
Nie wiem czy jestem dobrze ubrany, ale aspiruję. Ubieram się więc sam. Szukam swojego stylu, swoich kolorów i w końcu swojego kroju, rzeczy najważniejszej. Ostatnio zamówiona marynarka daje mi poczucie, że rozumiem w czym wyglądam dobrze w czym nie, jak posługiwać się proporcjami, pozycjami poszczególnych elementów marynarki dla stworzenia korzystnego efektu. Doszedłem do tego drogą eksperymentów. Myślę, że inaczej się nie da. Ostatnie eksperymentowałem ze spodniami. Ale zacznijmy od początku.
  
Od dawna zamawiałem wszystkie moje spodnie z jedną, skierowaną do środka fałdką. Przy każdej okazji próbowałem konsultować z różnymi krawcami czy to dla mnie styl dobry czy zły. Od każdego krawca dostawałem inną odpowiedź.  Każdy miał zestaw argumentów dla podparcia swoich rad. Wszystkie brzmiały rozsądnie. Postanowiłem pójść za radą jednego z nich i zobaczyć jak będą mi pasować spodnie bez fałdek.

Miejscem eksperymentów został zakład na Hożej 3. Reklama na wystawie (jedynej w swoim rodzaju) informuje, że specjalnością zakładu są spodnie. Zaniosłem tu do przeróbki pierwsze dwie pary. Pan Kazimierz Mystkowski zlikwidował w nich fałdki i poprawił proporcje. W czasie przymiarki nabrałem przekonania, że wyglądam w nich lepiej niż przed przeróbką. Przerabiałem więc dalej (w sumie 5 par) i poprosiłem pana Kazimierza o uszycie jednej pary od początku.  Oto efekt.



Jak widać spodnie są bez fałdek. Zamiast nich są zaszewki, które pomagają wymodelować spodnie. Spodnie mają sportowy charakter, są więc zwężane do 21 cm.


Mam je zamiar nosić bez szelek. Szelki dają mi poczucie jakiegoś usztywnienia, którego nie lubię w sytuacjach codziennych. Spodnie nie mają szlufek, wyposażone są w „gurta“  po każdej stronie umożliwiające dopasowanie spodni w razie potrzeby.  Dzięki temu nie muszę nosić paska, który po pierwsze nie jest wygodny, po drugie dodaje centymetrów w obwodzie i przy mojej figurze nie wygląda korzystnie.


Na moje życzenie przód jest zapinany na haczyk a nie guzik. Zależało mi, żeby front spodni nie miał żadnych elementów ściągających uwagę.

Spodnie być może będą wymagały skrócenia, ale o tym zdecyduję jak się ułożą.

Podsumowując moje spodniarskie eksperymenty- to co widać powyżej to moje odd trousers. Spodnie garniturowe zamawiam szersze (22 cm dołem), z wyższym stanem, z fałdką i przystosowane do noszenia na szelkach.

Czy rozwiązałem sobie już wszystkie pytanie dotyczące spodni? Nie… mam jeszcze zamiar przeprowadzić jeden eksperyment o czym na pewno napiszę.


Teraz parę słów o zakładzie na Hożej. Jego właścicielem jest Pan Kazimierz Mystkowski, mistrz krawiecki od 40 lat.  Jego profesjonalizm (a pewnie też geograficzna bliskość) spowodowały, że zakład na Hożej współpracuje z salonem Ermenegildo Zegna na pl. Trzech Krzyży. Pan Kazimierz  odpowiedzialny jest za poprawki garniturów MTM zamawianych dla klientów Zegni.  W czasie jednej z przymiarek Pan Kazimierz opowiedział mi anegdotę, jak to włoski krawiec Zegni chciał zabrać go w krawiecką podróż (wszak najlepsi krawcy są nomadami). Na szczęście dla nas polski mistrz, nie dał się skusić obietnicami sławy i pieniędzy.

Specjalnością zakładu są spodnie, ale na manekinach widziałem też marynarki „w robocie“. Oczywiście robione bez klejenia. Wyglądały obiecująco.

Rytuałem każdej przymiarki jest przechadzka po zakładzie. Pan Kazimierz kontroluje dzięki niej jak spodnie układają się w ruchu i czy „kanty nie lecą“.  Pilnuje tego ze szczególną starannocią. O tym jak ważne są proste kanty pisałem w poprzednim wpisie.

Realizacja zamówienia na Hożej trwa około 2 tygodni. Ceny, mimo prestiżowej lokalizacji, są tu ciągle jeszcze atrakcyjne. Na miejscu można wybrać materiały Scabal. Czasem zdarzają się kupowane przez pana Kazimierza resztki, sprzedawane po atrakcyjnych cenach.

Jako już stały klient z przyjemnością wpisuję adres na Hożej na mapę Warszawy.


Kazimierz Mystkowski, ul. Hoża 3. Krawiectwo męski, specjalność spodnie, wszelkie przeróbki krawieckie.

Tel.  22 628 32 46

4/08/2010

Spodnie.


Kiedy zamawiamy ubrania na miarę zwracamy uwagę głównie na marynarkę. Wydaje się ważniejsza częścią garderoby, pewnie ze względu na bliskość twarzy. Ale nie ma zmiłuj.  Żadna część garderoby nie jest mniej ważna, a już na pewno nie spodnie.

W poniższym wpisię postaram się przybliżyć podstawowe kwestie dotyczące spodni posługując się konkretnymi "przypadkami" dla ilustracji.

Pointą dzisiejszego wpisu będzie raport o kolejnym warszawskim krawcu, tym razem specjaliście od spodni. Opublikuję go za parę dni.

Case study 1.


Wybrałem to zdjęcie bo wyraźnie ilustruje jakie znaczenie ma to gdzie nosimy nasze spodnie. Spodnie z wysokim stanem (a więc noszone wokół talii, a nie bioder) przedłużają linię nóg i dodają optycznie centymetrów.  Jest to wyraźnie widoczne przy marynarkach z mocno rozciętymi dołami. Oko obserwatora gładko przechodzi od stóp aż po środkowy guzik. Jednobarwnej powierzchni materiału nie przerywa wystająca koszula czy krawat. Taki efekt jest bardzo pożądany przez mężczyzn niskich czy średniego wzrostu. Pomoże też „wyszczuplić“ korpulentnych. 

Mężczyzna na fotografii nie wygląda korzystnie. Proporcje są zdecydowanie zaburzone. Wysoki i bardzo szczupły mężczyzna lepiej wyglądałby w spodniach zawieszonych niżej, w dodatku z paskiem przecinającym sylwetkę na pół. 

Trzeba pamiętać, że w zasadzie jedyny sposób żeby utrzymać spodnie wysoko w talii to szelki. Bez nich prędzej czy późnij opadną na biodra.

Case study 2.


Jeśli już zdecydujemy gdzie chcemy nosić spodnie, trzeba zdecydować jaki mają mieć styl- konstrukcję. Spodnie z fałdkami mają opinię bardziej stylowych, chyba przez ich „staroświeckość“, ulubioną przez wielu mężczyzn ubierających się klasycznie. Jednak zamawianie takich spodni bez zrozumienia funkcji fałdek może skończyć się stylową katastrofą.  Fałdki pozwalają spodniom „otworzyć  się“ poniżej paska. Budowa naszego ciała jest taka, że (w dolnej partii ciała) największy obwód mają biodra, najmniejszy talia. Spodnie noszone w talii potrzebują „rozszerzyć się“ aby zmieścić biodra.  Tylko w takim przypadku fałdki mają uzasadnienia. Spodnie noszone na biodrach nie potrzebują więc fałdek.

Zdjęcia powyżej pokazują błędne zastosowanie fałdek. Mężczyzna jest szczupły. Spodnie nosi na biodrach. Fałdki dodają mu centymetrów w biodrach. Wygląda to fatalnie.

Co z mężczyznami grubszymi? Ci powinni zdecydować się na spodnie noszone wyżej (nie ma nic gorszego niż brzuch wystający nad paskiem spodni). Fałdki będą wtedy potrzebne. Optycznie zrównoważą też większy brzuch.

Starałam się ustalić czy kwestia kierunku fałdki ma jakieś znaczenie. Dawniej (czyli w latach Apparel Arts) faworyzowano fałdki założone do środka. Teraz robi się fałdki założone na zewnątrz. Według pana Kazimierza Mystkowskiego (raport wkrótce) kierunek fałdek jest kwestią osobistych preferencji klienta i nie ma żadnego znaczenia dla dopasowania spodni.

Case study 3.


Wiemy już jaki ma być styl spodni. Jaka powinna być ich szerokość? Tradycyjna metoda mówi, że spodnie na dole powinny zakrywać około 2/3 buta (ja powiedziałbym stopy biorąc poprawkę na dzisiejsze buty z wydłużanymi noskami). Spodnie garniturowe kroi się zazwyczaj szerzej i prosto. Odd trausers często zamawiamy zwężane. Ja zamawiam spodnie sportowe na 21 cm dołem. Garniturowe na 22. Włosi zwężają je nawet do 19. Z wąskich i krótkich spodni uczynili swój znak rozpoznawczy. 

Dół spodni powinien balansować górę. Ergo- jeśli duża góra, wąski dół będzie wyglądał nieproporcjonalnie. Z takim właśnie przypadkiem mamy do czynienia na zdjęciu powyżej. Mocno zwężane spodnie podkreślają tu szerokość bioder co nie wygląda korzystnie.

Szerokość spodni musi być oczywiście dostosowana do naszej postury. Więksi mężczyźni nie powinni więc „pakować“ nóg w wąskie i modne rurki. Idealnie jeśli spodnie (jeśli patrzeć na nie z boku) opadają w dół bez załamań. Udo ani łydka nie powinny się wyraźnie oznaczać.

Case study 4.


Mankiety skracją optycznie nogę, niscy panowie powinni się więc nad nimi dwa razy zastanowić. Według mnie dodają stylu dlatego decyduję się na nie zawsze w spodniach na miarę. Teoretycznie obniżają formalność spodni. Wyglądają szczególnie dobrze z marynarkami dwurzędowymi. Tradycja mówi, że pasują tylko do spodni z fałdkami. Spodnie z gładkim przodem powinny być zamawiane bez mankietów. Tyle tradycja. Jednak Włosi zdają się gwizdać na tą zasadę (jak Gino, subiekt mediolańskiego Al Bazar, na zdjęciu powyżej). Przyznam, że sam ją łamię i zamawiam sportowe spodnie bez fałdek ale z mankietami.

Mankiet obciąża materiał, pomaga utrzymać proste kanty (czyli pionowe linie).  Sam zamawiam mankiety 4,5 lub 5 cm. Polecane w wielu sklepach męskich mankiety 3 cm według mnie mijają się z celem. Są za wąskie.

Przy okazji poruszę kwestię kantów. Powinny biegnąć prosto, dopuszczalne jest tylko załamanie na bucie. Jeśli kanty uciekają na boki znaczy to, że spodnie są źle skrojone. 
Kanty tworzą długie pionowe linie. Z tego powodu są bardzo ważne. Każda pionowa linia ubrania wydłuża i wyszczupla. Warto więc zadbać o dobrze wyprasowane, ostre kanty.

O długości spodni pisałem już tu.

Na koniec kilka przykładów dobrze skrojonych i dobrze dobranych do figury właściciela spodni.





4/06/2010

Długość krawata a spodnie.




„Krawat powinien sięgać do paska“ głosi jedna z kardynalnych zasad stylu. Nie chcę jej tu obalać, co to to nie. Po prostu postaram się ją dokładnie wyjaśnić.

Nasze ubranie ma prowadzić wzrok osoby która na nas patrzy, do twarzy. Wszystko co po drodze odwraca uwagę jest przeszkodą. Krawat wiążemy więc do paska (a nie niżej), po to, żeby jego końcówka nie była widoczna w otwarciu marynarki na dole. Jednak zasada ta została ustalona parędziesiąt lat temu. Wtedy mężczyźni nosili spodnie (a więc i paski) znacznie wyżej niż teraz. Krawat zawiązany do paska spodni o wysokim stanie wypadał dobre 10-15 cm wyżej niż w spodniach noszonych na biodrach. Nawet po włożeniu rąk do kieszeni i mocniejszym rozchyleniu marynarki krawat wciąż był widoczny jedynie powyżej środkowego guzika marynarki.  O to właśnie chodzi.

Przy spodniach noszonych na biodrach końcówka krawata zawsze skądś „wyjdzie“. Wygląda to niechlujnie. Nie chcę nikogo zachęcać do wiązania krawata tak by kończył się 10 centymetrów nad paskiem, ale może warto pomyśleć  o spodniach z wyższym stanem? Obecna tendencja do noszenia ich niżej i niżej jest zgubna nie tylko z tego powodu. Szczegóły wkrótce w dłuższym wpisie dotyczącym spodni.