nowy adres

3/30/2010

Lekcja historii.




Nigdy dość przypominania różnic między modą a stylem. Tym razem okazję dają stare okładki GQ.  Szerokie wyłogi tu, krzykliwe kolory tam. W końcu power suit od Armaniego noszony przez Agassiego. Każda z tych stylizacji była szczytem modowych wtajemniczeń swoich czasów. Jednak do dziś bronią się tylko starzy mistrzowie stylu.



3/25/2010

Lniane krawaty.








Len jest tradycyjnym materiałem letnich ubrań. Matowy, surowy materiał wnosi nieformalny charakter. Pastelowe, sprane kolory lnu dobrze wyglądają w pełnym słońcu. Len jest więc świetnym materiałem na letnie krawaty, tylko gdzie je kupić? 

Wpadłem wczoraj w internecie na sklep Howrad Yount. Oferta krawatów tak mnie zachwyciła, że postanowiłem podzielić się odkryciem łamiąc moją zasadę, że piszę tylko o sklepach wypróbowanych.

Większość dostępnych na stronie krawatów zrobiona jest z lnu właśnie, lub lnu zmieszanego z innymi surowcami. Domieszka bawełny zwiększa sprężystość materiału, powodując, że mniej się mnie. Dodatek jedwabiu daje delikatny połysk.

Krawaty wyglądają cudownie. Planuje zakupy. Wybranie ledwie kilku sztuk będzie nie lada problemem. Na razie pewny jestem tylko, że chcę mieć ten niebieski lniany knit. 


3/21/2010

Praskie Savile Rouge.


Sebastian Żukowski był moim czytelnikiem, zanim został moim krawcem. Właśnie dzięki blogowi poznałem go i nawiązaliśmy kontakt. Zainteresował mnie jego wiek. Znalezienie krawca w wieku poniżej 60 lat jest trudne. W Warszawie nie ma dziś ani jednego ucznia krawieckiego. 34 letni krojczy jest więc sam w sobie ciekawostką zasługującą przynajmniej na wizytę w jego zakładzie.



Studio Sebastiana Żukowskiego mieści się na ulicy Stalowej 3, w dawnej kawiarni internetowej. Trzeba się więc kierować jej szyldem. Samo Studio jest mało efektowne. Ot, po prostu miejsce ciężkiej pracy. Właściciel zapowiada zmiany- remont i rozpoczęcie sprzedaży dodatków i koszul.

Na wieszakach wisiało akurat parę marynarek wykonanych przez krawca. Większość rzeczy (dla kobiet i mężczyzn) została poddana lekkiemu „tunigowi“ stąd moje skojarzenie z Savile Rouge. Mnie „tuning“ nie interesuje, jednak proporcje i wykonanie oglądanych rzeczy zrobiły na mnie dobre wrażenie. Po paru pytaniach dotyczących techniki i wykończenia zdecydowałem się powierzyć Sebastianowi dwa metry cienkiej wełny w pepitę, która od dłuższego czasu czekała na skrojenie w mojej szafie.

Dla klientów, którzy wybiorą się na Stalową bez swojego materiału informacja. Na miejscu można wybrać coś z próbników Scabal i Dormeuil.

Wymiary zostały zdjęte, omówiliśmy styl zamawianej sportowej marynarki i konstrukcji. Zaznaczyłem, że chcę marynarkę na płótnie. Klejenie nie wchodzi w grę. Trzeba to omówić z krawcem, bo używa obu technik.

Jakiś czas potem zostałem zaproszony na pierwszą miarę czyli basted fitting.

Marynarka na tym etapie może być wykończona w różnym stopniu. W zależności od zwyczajów krawca. Od ledwie skrojonego i zszytego materiału, do bardziej zaawansowanych form, gdzie widać już  proporcje i dopasowanie. U Sebastiana Żukowksiego mamy do czynienia z pierwszym przypadkiem.


Richard Anderson opisuje w swojej książce podobne podejście jako częsty błąd krojczych (zwłaszcza młodych). Przygotowują oni na pierwszą przymiarkę marynarkę wykończoną w najmniejszym stopniu, zostawiając ogromny zapas materiału i pozostawiając wszystkie wiążące decyzje na później. Anderson radzi krawcom większą odwagę i zdecydowanie przed pierwszą przymiarką.

Ja mam doświadczenie jedynie od strony klienta, jednak miałbym podobną radę. Marynarka bliższa efektu finalnego daje klientowi pojecie o proporcjach i dopasowaniu. Pozwala mu się włączyć do pracy, podejmować decyzje razem z krojczym. Tym samym zmniejszy się szansa przykrych niespodzianek na kolejnych etapach, kiedy pewnych rzeczy nie będzie się już dało cofnąć.

Poniżej zdjęcie marynarki przygotowanej do pierwszej przymiarki. Myślę, że widać o co mi chodzi.


Koniec końców po pierwszej przymiarce wróciłem do domu pełen obaw. Dopiero kolejna ukoiła moje nerwy. Marynarka była już czymś więcej niż swobodnie wiszącymi kawałkami materiału. Zaczęliśmy więc zabawę z ustalaniem wysokości kieszeni, punktu środkowego, szerokości wyłogów itd.  Oczywiście zazwyczaj takie decyzje podejmuje krawiec sam, ale ja należę do klientów, którzy (nie zawsze z dobrym skutkiem) chcą niemal o wszystkim decydować sami.

Chodziło o wypracowanie takich proporcji, żeby marynarka z nakładanymi kieszeniami wyglądała dobrze mimo moich szerokich bioder. Zdecydowaliśmy się na dość długa marynarkę (wyrażnie dłuższą niż w moim ostatnim zamówieniu). Dzięki temu mogliśmy umieścić kieszenie dość nisko, tak, że nie "wchodzą" na talię. Za namową krawca zdecydowałem się na bardzo szerokie wyłogi. Ma to na celu podkreślić sportowy charakter marynarki i zrównoważyć nakładane kieszenie. Druga przymiarka była prawdziwą przyjemnością. Miałem już jasne pojęcie o tym jak będzie wyglądała skończona marynarka.


Niedługo później była gotowa. Mogłem się przekonać, czy wcześniejsze wybory i decyzje sprawdzą się. 

(Wstawiam nowe fotografie zrobione zgodnie z sugestiami Brzydallo. Myślę, że lepiej oddają jak wygląda marynarka)





Kieszenie są niżej niż przepisowe 4 cm od krawędzi marynarki, ale dzięki temu udało się "uratować" talię. Żałuję, że zgodnie z sugestią krawca nie zdecydowałem się na podniesieni kieszonki piersiowej. Myślę, że optycznie rozbudowałoby to klatkę piersiową i pozwoliło zbalansować ciężki dół. Szerokie wyłogi też się według mnie sprawdzają. Środkowy guzik mógłby być odrobinę niżej, pozwoliłoby to wydłużyć wyłóg i myślę, że całość wyglądałaby lepiej. Jednak to ja naciskałem na jego podniesienie, więc nie mogę tu mieć pretensji do krawca. Nauczka z tego taka, że jeśli się nie jest czegoś absolutnie pewnym należy zaufać sugestii krawca. 


Kołnierz ściśle przylega do szyli. Rękawy opadają prosto, bez załamań i marszczeń.


Na plecach widoczne są wyraźne załamania pod pachami. Ten nadmiar pozwala na swobodne ruchy rękami.

Materiał jest fantastyczny i nie mogę sobie darować, że nie kupiłem metra więcej, co pozwoliłoby uszyć cały garnitur. Marynarka jest też niezwykle wygodna. Świetnie się w niej czuję. Jest to zasługą konstrukcji. Zastosowane płótno jest miękkie i dość cienkie, ale sprężyste. Dzięki temu marynarka prawie nic nie waży, nosi się jak koszula, zachowując swoją formę.

Marynarka ma za sobą dwa tygodnie noszenia i wiem już, że będzie moją ulubioną.

Postanowiłem się w końcu "ustatkować" i jeśli tylko Sebastian Żukowski nie podniesie cen, mam zamiar kolejne rzeczy zamawiać u niego.

Czytelnicy tego bloga mogą zapytać co zdecydowało o wyborze. Nie jest to w żadnym razie ocena krawców z jakimi dotychczas pracowałem. Zresztą Panów Mazurczaka i Trzaskę odpowiedzialnych za moje pierwsze zamówienie, czy Zarembę i Kamińskiego ciągle polecam znajomym w zależności od ich oczekiwań i potrzeb. O obu tych firmach myślę jak najlepiej. 

U Sebastiana Żukowskiego odpowiada mi „miękka“ konstrukcja odróżniająca jego styl wyraźnie od Zaremby i Kamińskiego, a jako klient lubiący wspólnie z krawcem ustalać każdy szczegół zamówienia ważna jest dla nie umiejętność współpracy z klientem. Myślę też w końcu, że zamówienie zakończyło się sukcesem, wiec czemu nie?


Sebastian Żukowski, krawiectwo damskie i męskie.
Tel 502 064 311
www.sebastianzukowski.pl




Zgodnie z zapowiedzią pozostałem wierny krawcowi. Efekt kolejnego zamówienia tu.

3/17/2010

Wizyta.



Książe Karol jest uważany za ikonę stylu. Wygrywa plebiscyty najlepiej ubranych mężczyzn świata. Aby zasłużyć na to miano nie wystarczy nieograniczony budżet na wydatki i najlepsi krawcy. Potrzebny jest własny styl, parę drobiazgów robionych "po swojemu", niekoniecznie zgodnie z regułami.  Przeanalizujmy więc powyższą fotografię zrobioną w czasie ostatniej wizyty Księcia Karola w Polsce.

Ulster z brązowej jodełki z nietypowym dla tego płaszcza kołnierzem, do tego szary garnitur dwurzędowy, w jodełkę na ile mogę rozeznać z fotografii. Warto zwrócić uwagę na spodnie. Są dość krótkie, zakończone mankietem (według mnie 4 cm). Mankiet szczególnie dobrze pasuje do garniturów dwurzędowych, jednak tradycyjny styl Savile Row to raczej spodnie bez mankietów. Do tego koszula w niebieski, dyskretny pasek.

Zaskaują dwie rzeczy.  Czerwone buty (po połysku zgaduję, że wykonane z końskiej skóry), dość niezwykły wybór do szarego garnituru. Być może Jego Wysokość wybrała je ze względu na trudny polski klimat, jako że końska skóra znana jest z odponości na wodę. Kolejna niezwykła rzecz to krawat. Grube pasy (nie jestem ekspertem, wygląda to na krawat regimentu Księcia) pasują do koszuli i jodełki garnituru, ale zaskakująco mały węzeł jest już kwestią osobistego stylu. Szerokość rozcięcia wyłogów sugerowałaby raczej większy węzeł. Tak małe węzły znajduję niemal na każdym zdjęciu Karola, myślę więc, że to świadomy stylistyczny wybór, jego "znak rozpoznawczy".

3/14/2010

Białe spodnie.




Zbliża się wiosna, a z nią wymiana garderoby. Przychodzi czas na jasne, żywe kolory, wśród nich biel. Białe spodnie to według mnie jeden z symboli wiosny i lata.

Mówi się, że jasne spodnie dodają optycznie kilogramów. Oczywiście jeśli jesteśmy jesteśmy bardzo szczupli nic nam nie zaszkodzi. Jeśli jednak nie jesteśmy, wyjściem może być noszenie białych spodni do szarych lub kremowych marynarek. Mniejszy kontrast trochę złagodzi efekt. Jeśli do tego spodnie są dobrze skrojone, nie ma się czego bać.

3/11/2010

Kolor.





Czasem wystarczy jeden drobny element żeby monochromatyczny zestaw nabrał koloru. Dosłownie jeden jaskrawy dodatek, a całość nagle ożywa. Usuńmy kwiatek z zestawu powyżej i będzie poprawnie, ale bez polotu. Zamieńmy poszetkę z żółtym akcentem na coś spokojniejszego i całość zblednie.

Według mnie powyższe zestawy sprawiają wrażenie żywych i kolorowych mimo tego, że kolor jest w nich wprowadzony tak oszczędnie. Tylko tyle wystarczy żeby zmienić charakter całego zestawu.

Kolorowy zestaw nie musi oznaczać czegoś takiego…


3/08/2010

Pikowana kurtka.



Wymyślone jako country wear wdarły się przebojem do miast i zadomowiły w nich na dobre. Pikowane kurtki idealne są na sezon przejściowy, kiedy grube i długie płaszcze są już zbędne, a cienkie trencze ciągle czekają na swoje pięć minut.


Pikowana kurtka jest dla mnie jednym z symboli włoskiego stylu (mimo, że najsłynniejsze kurtki tego typu produkuje brytyjski Barbour). Noszona do flanelowych czy tweedowych marynarek, koniecznie z kochanymi przez Włochów kaszmirowymi krawatami, tworzy miks tak często spotykany w zimowe miesiące na północy Italii. Zresztą takie połączenie świetnie ilustruje podejście Włochów do stylu, ich umiejętność łączenia nieformalnych elementów stroju z tymi eleganckimi.



Połączenie z dżinsami czy swetrem narzuca się samo, jednak według mnie dopiero zestaw z krawatem i marynarką staje się efektowny.

Najsłynniejsze pikowane kurtki produkuje Barbour. W Warszawie można je kupić w sklepach sieci Peak nd Cloppenburg, oraz u Kielmana i w firmowym sklepie na Emilii Plater (obok hotelu Intercontinental).  

3/04/2010

Trzecie zamówienie.




Mówi się, że dopiero trzecie zamówienie na miarę może być doskonałe. Pierwsze dwa dają szansę eksperymentowania,  przy trzecim proporcje i dopasowanie powinny być już dopracowane.

No dobrze, to pewnie prawda pod warunkiem, że wszystkie trzy wykonał ten sam krawiec. W moim przypadku jest inaczej.

Ukończone niedawno trzecie zamówienie zostało wykonane przez trzeciego krawca. Wzbogaca to mojego bloga, ale czy jest dobre dla garderoby? Niedługo ocenicie sami. Kolejny raport w przygotowaniu.  Tym jednak, którzy nie prowadzą bloga radzę większą wierność. Lepiej eksperymentować z jednym krawcem, niż ekspeymentować w wyborze krawca. 

3/03/2010

Nie na miejscu.



W klasycznym stylu możliwe są dwa skrajne podejścia. Pierwsze, bezpieczne polega na byciu zawsze au courant z zasadami. Tu groźbą są jednak nudne i bezbarwne zestawy. Drugie, traktuje klasyczne elementy stroju z wielką dowolnością. W tym przypadku można jednak skończyć z zestawami wyglądającymi jak kostium raczej, niż ubranie.

Ale jest jeszcze jedno podejście ilustrowane przez zjęcia w tym poście. 
Zestaw Toma Forda jest bardzo bezpieczny- elegancka dwurzędówka, biała koszula ze szpilką. Do tego srebrny krawat. Całość mieści się bardzo wysoko w skali formalności. Z jednym wyjątkiem. Srebrny krawat to knit, czyli najbardziej nieformalny krawat jaki można nosić. Tom Ford zapewne wie, że taki krawat jest z „zupełnie innej bajki“, jednak mimo to umieścił go z zestawie. Ponieważ to tylko jeden niepasujący element, nie burzy całości, a dodaje zestawowi stylu. Myślę, że efekt jest znakomity.


Podobnie Cary Grant na zdjęciu poniżej. Koszula button down powinna być noszona bez krawata. Jest więc tu teoretycznie „zgrzytem“. Jednak, ponieważ jest to tylko jeden element „nie na miejscu“, całość ciągle jest harmonijna.

Takie „zgrzyty“ w mieszaniu elementów o różnych stopniach formalności, są świetnym pomysłem na wzbogacenie stylu, o ile stosowane są ostrożnie i z rozwagą. 

Jeden element „nie na miejscu“ według mnie w zupełności wystarczy.