nowy adres

1/29/2010

Dzień w garniturze.



Fred Astaire nowy garnitur wkładał do worka i rzucał kilka razy o podłogę, inni ucinali sobie drzemkę w nowym ubraniu. Wystko po to żeby pozbawić je charakterystycznej świeżości i sztywności. Z nowym ubraniem nie należy się obchodzić łagodnie. Ubranie ma służyć nam, a nie my jemmu. Trzeba je nosić zupełnie o nim nie myśląc. Dla nowego garnituru ma to jeszcze takie znaczenie, że pozwoli mu się ostatecznie ułożyć do sylwetki i naszego stylu życia. Po paru pierwszych tygodniach używania warto wybrać się do krawca, i poddać dopasowanie jego ocenie. Może się okazać, że coś wymaga skrócenia, coś wydłużenia itd. Takie poprawki powinny być robione w ramach dbałości o klienta.

W myśl tej zasady zabrałem się za intensywne noszenie mojego nowego garnituru od Zaremby i Kamińskiego (widać to na ostatnim zdjęciu, wybaczecie zagniecenia, ale chciałem go jak najszybciej pokazać). Widzę już, że spodnie będą wymagały skrócenia. Być może też rękawy.  Ale nie spieszę się z wizytą na Nowogrodzkiej. Zobaczę jak to będzie wyglądać za parę tygodni. 





1/26/2010

Jak powinien leżeć garnitur?




No dobrze. O co chodzi z tym całym dopasowaniem. Jak właściwie powinien leżeć idealnie skrojony garnitur? Jak mam ocenić robotę krawca? Popularne reguły określające długość marynarki, rękawów i spodni ślizgają się po powierzchni tematu. Mi chodzi o wejście głębiej. Chcę być pewny, że to co noszę jest naprawdę wysokiej klasy. Oczywiście można się oprzeć na kryterium własnego wrażenia. Jest ono niewątpliwie najważniejsze. W końcu chodzi o to, że ma się nam podobać i to my mamy się dobrze czuć w nowym ubraniu. I najczęściej jesteśmy zadowoleni. Mam jednak podejrzenie, że osąd zaciemnia (a właściwie rozjaśnia) parę tysięcy wydane na garnitur. Otóż podoba nam się, bo nie chcemy czuć się frajerami.

Ja niewątpliwie należę do klientów, którzy patrząc na siebie w lustrze w zakładzie krawieckim, nie potrafią dobrze ocenić na co patrzą (jestem znacznie bardziej krytyczny patrząc na innych). Refleksja przychodzi później. Najczęściej za późno. Przydałaby mi się check lista, z którą punkt po punkcie sprawdzałbym na przymiarce czy wszystko gra. Nie chcę znajdować się pod wpływem emocji chwili (bo zamawianie garnituru na miarę to dla mnie jednak ciągle wydarzenie) i
czaru liczb… sum jakie zaraz wyjmę z kieszeni.

Niedawno trafiłem w internecie na książkę- „The Art of Fitting Gentleman‘s Garments“. Krótki rzut oka na zawartość przekonał mnie, że  jest to coś, czego szukałem od dawna. Książka napisana została z myślą o krawcach. Wymienia mniejsze i większe błędy w kroju i poucza jak je naprawić. Niektóre błędy da się wyeliminować prostą poprawką, inne wymagają wykreślenia nowego wykroju. Ta książka, dobrze przyswojona, będzie moją bronią na ewentualne cmokania krawca, że "wszystko jest pięknie, a materiał, panie, zawsze się marszczy" i mój własny, opisany wyżej "syndrom lustra". Przedarcie się przez książkę zajmie mi trochę czasu. Jednak na pewno zamieszczę na blogu skrót, rodzaj przewodnika z ilustracjami, jak powinien leżeć dobrze skrojony garnitur. Stay tuned.

1/23/2010

Lista.



Schowana jest głęboko na twardym dysku, gdzieś w katalogu osobiste. Jest napisana w excelu. To oczywiście spis planowanych zakupów i przybliżony koszt każdejgo zamówienia.

Od czasu do czasu udaje mi się coś z listy skreślić, ale lista jest jak smok. W miejsce jednej skreślonej pozycji wpada od razu kilka nowych… Tak też stało się dziś. Zacząłem rozglądać się za szarą flanelą (obecnie nr 2 na mojej liście), w tym celu pożyczyłem próbnik flanel Foxa… Materiały są zachwycające, więc na liście znalazło się parę nowych pozycji. Teraz, na nowo muszę ustalić numerację...





1/21/2010

meskaelegancja.fora.pl




Panowie, ruszyło forum meskaelegancja.fora.pl

Założyłem je zachęcony Waszą aktywnością i dyskusjami jakie toczą się tu w komentarzach. Forum będzie wygodniejszym miejscem rozmów.
Jak sobie wyobrażam to, niech mi będzie wolno powiedzieć, NASZE forum? Podzieliłem je na 4 działy.

W Przewodniku miejskim piszmy o znanych nam sklepach, krawcach, szewcach. Rekomendujcie dobrych rzemieślników, albo ostrzegajcie przed kiepskimi. Piszcie o swoich miastach, o tym co mają do zaoferowania w kwestiach krawiectwa i stylu.

Kupię, sprzedam, to forumowy sklep. Umieszczajcie linki do aukcji na allegro czy e-bayu, oferujcie towary bezpośrednio. Sprzedawajcie marynarki, koszule, dodatki…

Dział Ogłoszenia przeznaczony jest dla profesjonalistów. Jeśli jesteś krawcem (szewcem, koszulnikiem, robisz krawaty, kapelusze, laski, rękawiczki, torby itd.) i chcesz się zaprezentować, zrób to w tym dziale.  Możesz opowiedzieć nam o sobie, poinformować o specjalnych ofertach, ciekawych zamówieniach nad jakimi pracujesz. A może kupiłeś ciekawy, unikatowy materiał i chcesz go zaprezentować? Załóż swój temat, napisz o tym i odpowiadaj na nasze pytania.

Przy okazji tego działu mam wielką prośbę. Wielu rzemieślników to ludzie starsi, nie posługujący się komputerem. Wielu z nich warto wydobyć na światło dzienne. Jeśli znacie kogoś takiego, pomóżcie mu zalogować się na forum i napisać o sobie. Wielu z nich to fantastyczni, rzadkiej klasy ludzie. Kontak z nimi będzie dla Was przyjemnością, a nasze forum zyska cenne informacje.

Dział ogłoszenia nie jest przeznaczony dla sieci sklepów czy dużych firm. Ma promować rzemieślników oraz małe firmy oferujące ciekawe, unikatowe produkty. Wpisy nie spełniające tego kryterium będą usuwane.

Forum główne ma być miejscem dyskusji na wszelkie tematy nie mieszczące się w poprzednich działach.  Rozmawiajmy o stylu, dodatkach, zegarkach. Radźmy się i inspirujmy nawzajem.

Każdy, kto zaloguje się na forum do końca lutego, dostanie specjalny kod promocyjny. Kod uprawnia uprawnia do 10% upustu na zakupy w sklepie internetowym www.sklep.saphir.pl  O ofercie Saphir możecie już przeczytać na forum.

Liczę na waszą aktywość!

1/18/2010

Pierwszy garnitur.





(na maturę i egzaminy na studiach)


Matura ciągle obchodzona jest w Polsce z wielką pompą. Dla wielu młodych ludzi jest okazją do kupna pierwszego w życiu garnituru. Nastolatki bardzo często są snobami, miewają obsesje na punkcie marek i zawsze są bezlitosne w wyciąganiu od rodziców pieniędzy. Niewykluczone więc, że wielu z nich uda się wyciągnąć większą sumę, którą radośnie wydzą u Bossa na czarny garnitur. Co myślę o czarnych garniturach od Bossa, domyślacie się.

Pieniądze można wykorzystać lepiej, zamawiając swój pierwszy garnitur na miarę. Bespoke jest w Polsce ciągle relatywnie tanie, często tańsze od ubrań z wieszaka. Może więc warto spróbwać? Dobrze skrojony garnitur można przerabiać i przy odrobinie szczęścia założyć za kilka (-naście) lat do ślubu. Krawiec jest w stanie przerabiać go wiele razy, dopasowując do zmieniającej się sylwetki. Wiem, wiem, jak ma się 19 lat, nie planuje się ślubu i nie bierze pod uwagę tycia. Ten post jest zatem skierowany bardziej do rodziców, niż do maturzystów.

Najbardziej wszechstronnym stylem będzie jednorzędowy, granatowy garnitur na jeden lub dwa guziki (ew. 3 zaprasowane do 2). W tym wieku można sobie pozwolić na spodnie bez zaszewek. A skoro bez zaszewek, to lepiej też bez mankietów. W wyborze detali radzę ostrożność. Sportowe skośne kieszenie, kieszonka biletowa, peak lapel? Mogą się szybko opatrzeć i zmniejszą ilość zastosowań garnituru.
Czyli zwykły granatowy garnitur. Tak. Nuda? Niekoniecznie.
Poniżej kilka przykładów zastosowań zwykłego, nudnego, banalnego granatowego garnituru.

(na piwo z kumplami po maturze)
(na randkę)
(na obiad u jej rodziców)
(do ślubu)

1/17/2010

Ankieta.




Drodzy czytelnicy, proszę Was o wypełnienie ankiety. Odpowiedź na 8 pytań zajmie Wam chwilę, a mi pomoże zorintować się kim jesteście. Ankieta ma pomóc mi w rozijaniu i ulepszani bloga.

Liczę na Was.



Jak dobrać poszetkę.



Wybór poszetki, to bodaj najtrudniejsza sztuka. Są oczywiście wskazówki, próby konstruowania reguła, ale trzeba na nie patrzeć z przymrużeniem oka. Reguły nie zastąpią wyczucia kolorów i mogą zaprowadzić nas do kombinacji mechanicznych i pozbawionych polotu.
W najlepszych zestawach poszetka nie nawiązuje bezpośrednio do niczego, ale pasuje do wszystkiego. Dopełnia kombinację bez dosłowności. Poszetka nie powinna się wybijać na pierwszy plan, nie powinna być konkurencją dla krawata. Poniższe zdjęcia ilustrują to podejście.





Kolejny sposób wyboru poszetki da się opisać regułą. Chodzi o to, żeby poszetka była w kolorze dominującym w krawacie, ale o ton ciemniejsza lub jaśniejsza. Ta prosta reguła prowadzi do bardzo udanych zestawów. Poszetka spełnia świetnie swoją rolę. Zostaje w tle, ale dobrze wszystko „wiąże“.


Biała bawełniana lub lniana poszetka jest wyjściem bezpiecznym i zawsze właściwym.
Co do wielkości poszetki- za mała będzie chować się w kieszonce i zmuszać nas do ciągłych poprawek. Za duża wypchnie i zniekształci kieszonkę. Trzeba znaleźć swój złoty środek.
Poszetki o bogatych wzorach (na przykład indyjskim czyli paisley) dobrze wyglądają z ciężkimi materiałami. Proste, w delikatniejszy wzór, są dobrym towarzystwem dla wełny czesankowej.
Najlepsza rada jaką usłyszałem na temat wyboru poszetki brzmi tak: wybieraj poszetkę jakbyś wybierał kolejny krawat.
foto: A Suitable Wardrobe

1/13/2010

Emanuel Berg Handmade



Kiedy parę miesięcy temu pisałem pierwszy wpis o Emanuel Berg zaprezentowano mi w sklepie, wprowadzaną właśnie na rynek, nową koszulę Handmade. Nowa linia jest topową usługą firmy, nie jest to jednak full bespoke. Nowa jakość wymagała nowej nazwy, dla odróżnienia od podstawowej linii MTM, stąd ta nazwa. Czym różni się koszula Handmade od „zwykłej“ MTM? W końcu ją zamówiłem żeby się o tym przekonać.
Jak już wiele razy pisałem na tym blogu, powód dla którego decydujemy się na ubrania na miarę lub pasowane jest fit raczej niż rozmaitość materiałów i stylów. Krojem właśnie rzeczy na miarę powinny górować nad tymi z wieszaka, dlatego po koszuli Handmade spodziewałem się nowej jakości w tej kwestii. I rzeczywiście, proces szycia Handmade daje nam gwarancję osiągnięcia dobrego rezultatu już przy pierwszym zamówienia. Ale zacznijmy od początku.
Proces zamawiania koszuli zaczyna się “po bożemu“ od zdjęcia miary, wyboru kroju kołnierzyka, stylu mankietów i szczegółów wykończenia z katalogu MTM. Testowe korpusy koszul pomogą nam określić właściwe wymiary zamawianej koszuli. Oczywiście wszystko dzieje się pod okiem obsługi. Przyznam, że pani która brała miarę ze mnie, sprawiała wrażenie bardzo kompetentnej, jej uwagi uwzględniłem i okazały się strzałem w dziesiątkę. To bardzo ważne, bo to, kto bierze miarę, jest w procesie MTM zupełnie kluczową sprawą. Moje wymiary, wybory szczegółów wykończenia, zostały zapisane na karcie klienta i zamówienie zostało „puszczone w ruch“. Przy MTM byłby to właściwie koniec, czekałbym po prostu na gotową koszulę. Przy Handmade, zabawa dopiero się zaczyna. Poinformowano mnie, że ze zdjętych wymiarów zostanie zrobiona koszula testowa (technologicznie identyczna do koszul MTM). Koszula będzie biała, mogłem jedynie zdecydować czy wolę popelinę czy pin point. Wybrałem pin point. 5 tygodni później koszula została dostarczona do sklepu. Mogłem ją przymierzyć.
Taka jest bowiem funkcja testowej koszuli. Służy przymiarce. W tym nowa usługa Berga jest podobna do najlepszych bespoke na świecie, gdzie testowa koszula przy pierwszym zamówieniu jest standardem. Chodzi oczywiście o to, żeby sprawdzić krój koszuli, wprowadzić ewentualne poprawki, zanim zacznie się kroić kosztowny, docelowy materiał.
Zmierzyłem testową koszulę i przekonałem się, że leży dobrze. Być może korpus jest odrobinę za duży, ale trzeba pamiętać, że po paru praniach koszula zbiegnie się. Nie było żadnych niespodzianek, bo to nie moje pierwsze zamówienie MTM, poza tym, jak pisałem, oko osoby zbierającej miarę było doświadczone.
W tym miejscu parę uwag na temat tego jak powinna leżeć koszula. Doszedłem do tego metodą prób i błędów, bo wskazówki jakie na ten temat znajdowałem, były często sprzeczne. Koniec końców mam poczucie, że wreszcie dopracowałem się idealnego kroju.
W kwestii kołnierzyka nie ma wielkich kontrowersji. Po zapięciu powinniśmy być w stanie wsunąć palec, a nawet dwa, w przestrzeń między szyją i kołnierzem. Kołnierz powinien zostawać na miejscu kiedy kręcimy głową. Nie może być też zbyt luźny, bo zdeformuje się kiedy zawiążemy krawat.
Zdecydowałem się zrobić gładkie plecy- bez plis wypuszczonych z karczku. Dodatkowe centymetry w obwodzie koszuli nie są mi potrzebne.
Po raz pierwszy zdecydowałem się na dwie zaszewki na plecach, na wysokości talii. Zbierają około 4 cm materiału nad biodrami. Koszula jest przez to lepiej dopasowana dołem. Nie zbiera się nad paskiem i nie wypycha marynarki. Polecam takie rozwiązanie jeśli figura na to pozwala.
W końcu dochodzimy do sprawy najtrudniejszej- długość rękawów. Przekonałem się, że właśnie w tym punkcie zdarza się najwięcej błędów. Celem jest takie dopasowanie mankietów, żeby zawsze około 1 cm koszuli wystawało spod rękawa marynarki. Mankiet koszuli i rękaw marynarki ma pozostawać w tej samej relacji do siebie niezależnie od ruchu rąk. Aby to osiągnąć potrzebne są dwie rzeczy. Po pierwsze mankiet powinien pasować dość ciasno wokół nadgarstka. Na tyle ciasno, żeby nie nasuwał się na nasadę kciuka. Aby nie podciągał się do góry, trzeba zadbać by był wystarczająco długi. Dzięki temu za mankietem zbierze się trochę materiału i to on będzie podciągany w czasie ruchu rąk. Jeśli nosimy garnitury szyte na miarę musimy pamiętać, że najczęściej mają skrojone wysokie pachy, a to zwiększa jeszcze nacisk na rękaw koszuli. Może się więc okazać, że potrzebujemy dość dużego "nadmiaru" rękawa, aby to on, a nie mankiet, szedł do góry w czasie ruchu rąk. Jeśli wszystko zostanie skrojone tak jak należy, mankiet będzie pozostawał na swoim miejscu, lub tylko nieznacznie przesuwał się.
W Bergu mamy oczywiście możliwość zamówienia szerszego mankietu na jednej ręce, żeby zmieścić w nim zegarek. Ja tego jednak nie praktukuję i zamawiam koszule równie "ciasne" na obu nadgarstkach. Noszę niewielki, płaski zegarek i nie potrzebuję szerszego mankietu. Szerszy mankiet prawie napewno będzie wysuwał się z marynarki, niszcząc cały, pieczołowicie zaplanowany efekt.
W czasie przymiarki nie wprowadziliśmy żadnych poprawek. Koszula testowa leżała tak jak trzeba. Wybrałem docelowy materiał i zamówienie zostało wysłane.
Po kolejnych 5 tygodniach (całość trwała więc około 10 tygodni) zostałem zaproszony po odbiór koszuli. Nie trzeba jej już mierzyć, przymiarkę miałem za sobą.
Przyjrzałem się jej bliżej. Parę szczegółów konstrukcji i wykończenia jest inna niż w koszulach MTM.
Myślę, że w koszulach Handmade najbardziej zyskuje kołnierzyk. Jak widać na zdjęciu, szew zrobiony jest bliżej krawędzi. Jest to trudniejsze do zrobienia, dlatego dostępne tylko w topowej linii. Uzyskujemy gładką powierzchnię kołnierzyka. Stalki dochodzą bliżej rogów i zapewniają lepszą formę kołnierzyka. Mniejsze jest zatem ryzyko, że z czasem rogi zniekształcą się pod wpływem nacisku na tors. Tak uszyty kołnierzyk jest jednak trudniejszy do prasowania. Po prostu większa jest ilość „luźnego“ materiału, który z czasem będzie się marszczył po wewnętrznej stronie kołnierzyka.
Mam wrażenie, że kołnierzyk lepiej się układa, jego wyłogi tworzą piękną falę. Jest jakby bardziej żywy i miękki. Tak chyba jest, ale nie jest to zasługą konstrukcji (powiedziano mi, że kołnierzyk w koszulach Handmade jest tak samo klejony jak w MTM) ale po prostu bardzo cienkiego i delikatnego materiału jaki wybrałem.
Wzory dopasowane są nie tylko na froncie (co jest standardem w MTM). Znaczenie praktyczne ma to niewielkie, ale wygląda znakomicie. Obszycie dziurek jest robione ręcznie. Rękawy są ręcznie wszywane. Guziki zrobiono z masy perłowej.
Na froncie i w mankietach zrobione są specjalne pętelki zabezpieczające materiał przez rozdarciem. Ponoć wzmacnia to koszulę w miejscach szczególnie narażonych na rozdarcie. Może to prawda… ale szczerze mówiąc nigdy nie zdarzyło mi się naderwać żadnej „zwykłej“ koszuli. Przydatność tych wzmocnień jest dla mnie dyskusyjna. Estetyka też.
Na koniec zostawiam sobie temat rozciętego karczku. Koszule z rozciętym karczkiem to symbol jakości, ale właściwie dlaczego? Karczek rozcina się na środku, przesuwając względem siebie dwa kawałki materiału, tak że zszyte są pod kątem. Jedna z teorii mówi, że chodzi o możliwość dopasowania koszuli do klienta, który ma ramiona na różnej wysokości. Ok… ale właściwie dlaczego nie wyciąć nieregularnego karczku z jednego kawałka materiału? Druga teoria bardziej do mnie trafia. A mianowicie chodzi o wygodę i sprężystość koszuli z rozciętym karczkiem. Materiał koszuli nie rozciąga się jeśli pociągnąć go wzdłuż nitek przędzy (zachęcam do eksperymentu). Jednak jeśli materiał przekrzywić i ciągnąć po skosie, ustępuje i okazuje się rozciągliwy. Rozcięty karczek ma więc zapewnić sprężystość w miejscu narażonym na nasz największy nacisk. Jeśli schylamy się, wykonujemy głębokie ruchy rąk, karczek zostaje naciągnięty… jednak znów… mam wrażenie, że jest w tym więcej mglistej filozofii niż praktycznej korzyści. Mogę zgodzić się tylko z jednym- rozcięty karczek wygląda pięknie!
Koszule Emanuel Berg Handamde są bez wątpienia znakomitym produktem. Najwyższej klasy. Są też o wiele droższe od koszul MTM. Co za to zyskujemy? Koszulę testową, jest to jednak jednorazowa korzyść. Bliski szew na kołnierzyku, doskonale spasowane wzory, dodatkowe wzmocnienia, rozcięty karczek.
Najważniejsze jest jednak według mnie inna rzecz. Wybierając Handmade mamy dostęp do znakomitego próbnika materiałów DJ Anderson. Jest on dostępny tylko dla klientów topowej linii koszul Emanuel Berg.
Czy te zalety uzasadniają różnicę w cenie? Nie wiem… Każdy musi sobie odpowiedzieć na to pytanie sam.

1/11/2010

Mit # 4: Czerń jest szykowna.



Kariera czerni w męskiej garderobie ma swoje okresy wielkiej popularności (czy wręcz dominacji) i okresy zapomnienia. W surowym XIX wieku rządziła niemal niepodzielnie. Była nie tyle szykowna, co uważana za właściwą w wiktoriańskim społeczeństwie. Beau Brummell już wtedy doradzał swym szykownym przyjaciołom aby zrezygnowali z czerni na rzecz granatowego lub szarego, ale na odwrót czerni trzeba było poczekać jeszcze parę dekad.
Lata 30 i 40 XX wieku, zwane złotym wiekiem męskiej elegancji, byłe liberalne dla wszystkich kolorów, więc i czerń znalazła w nim swoje miejsce. Czas ten był czasem krzykliwych kolorów i wzorów (aż dziw bierze jak śmiało, wedle dzisiejszych norm ubierali się wtedy mężczyźni), czerń została zepchnięta do narożnika stroju formalnego i wieczorowego.
Od lat 50 czerń stała się kolorem kontrkultury. Czarne marynarki, swetry i golfy pojawiają się w kawiarniach i pracowniach artystycznych Saint Germain i Soho. Od tego momentu zaczyna się kolejna fala popularności czerni. Czerń stała się wyznaniem, deklaracją przekonań. Stałą się modna.
To co przez lata 50 i 60-te było wąskim trendem staje się w końcu powszechne. Czerń przenika na wybiegi, do kolekcji popularnych marek, ląduje na półkach domów towarowych, aż w końcu staje się banalna...
Dlaczego jestem przeciwnikiem czerni? Czerń według mnie wygląda fatalnie w dzień. W świetle słonecznym matowieje i staje się nudna. Czerń, przez swoją popularność, zaczęła być masowo produkowana, a nie ma chyba drugiego koloru, w którym tani materiał wygląda tak źle. Czerń „wypija“ pigment ze skóry. Odbiera nam możliwość podkreślenia tonu skóry, kolor włosów. Odbiera nam całą "zabawę". Czarny garnitur to według mnie pójście po najmniejszej linii oporu. Droga na skróty.
W świetle sztucznym wygląda lepiej. Dlatego jest podstawowym kolorem fraków i smokingów. Ale i tutaj niektórzy znawcy doradzają zamienić czerń na midnight blue, granatowy tak głęboki, że wydaje się ciemniejszy niż czarny.
Śmiem twierdzić, że każdy kto uważa, że dobrze wygląda w czerni będzie wyglądał lepiej i ciekawiej w granatowym czy grafitowym. Blue is the new black!

1/06/2010

Rada dnia





Wybór ubrania to nie takie łatwe zadanie. Celem jest zestaw sprawiający wrażenie niewymuszonej, wręcz przypadkowej kombinacji. Jak wiedomo osiągnięcie takiego efektu jest bardzo trudne... Od niedawna korzystam z rady Willa z asuitablewardrobe.blogspot.com przygotowyjąc sobie wieczorem ubranie na następny dzień. Oszczędza mi to zmieniania koszul i krawatów "za pięć dwunasta". Wybrana kombinacja wisi sobie cały wieczór w widocznym miejscu. Jeśli rano ciągle wydaje mi się udana, znaczy to, że chyba jest ok.


1/05/2010

Ubranie na prezent?



Workowaty sweter, skarpetki w trzypaku, praktyczna koszula z „prawie niezauważalną“ domieszką poliestru… Każdy z nas nie raz dostał, płynący ze szczerego serca prezent, który z ciężkim sercem zakopał na dnie szafy. W czasie odpakowywania prezentów uśmiechamy się doceniając wysiłek, rzadziej efekt prezentowych starań. Ze mną sprawa jest trudna. Mam swoje plany zakupowe, krok po kroku usuwam luki w garderobie i tylko ja wiem czego w niej brakuje. Sprezentować mi ubranie- to pewny sposób na nietrafiony prezent. Jednak jakoś nie wypada w przedświątecznej atmosferze napominać rodziny- „tylko nie kupujcie mi ubrań“. I tak co roku groźba „modnego“ krawata wisi nad wigilijnym stołem. Tym razem spotkało mnie miłe zaskoczenie. Dostałem zabytkowe spinki do mankietów. Wyszperał je w jakimś krakowskim antykwariacie mój brat i muszę przyznać, że trafił bezbłędnie. Spinki będą noszone często- nie tylko przy okazji rodzinnych odwiedzin.

Gwiazdkowe prezenty najbardziej lubię robić sobie sam. Kwota na nie wydana rozpływa się w sumie przedświątecznych wydatków i mniej razi w podsumowaniu karty kredytowej. Kilka dni przed świętami odwiedziłem internetowy sklep SmartTurnout.co.uk Można tam znaleźć coś z tradycji wojskowej i public schools. Coś dla angielskiego old boya i chłopca z college‘u. Kilka krawatów i skarpet zamówiłem 18 grudnia kompletnie pozbawiony nadziei, że paczka dotrze do mnie przed świętami. Jednak dotarła i to już 21 grudnia. Krawaty są bardzo dobrze zrobione, cienkie wypełnienie. Świetne. Kolorowe skarpetki staną się ciekawym klockiem w układance codziennych kombinacji.
Sklep SmartTurnout.co.uk gorąco więc polecam.