nowy adres

10/31/2009

U Kowalskich, Pracownia Rękawiczek, ul. Chmielna 10.






Pracownia rękawiczek „U Kowalskich“ powstał w 1900 roku. Pierwszy adres sklepu to Nowy Świat 37 (warsztat znajdował się na Solcu). Dziś sklep i warsztat mieszczą się w mało reprezentacyjnym lokalu na jednej z najbardziej reprezentacyjnych ulic Warszawy, na Chmielnej 10.
Zakład prowadzony jest przez Tomasza i Barbarę Kowalskich, trzecie pokolenie właścicieli zakładu. Według słów pana Tomasza Kowalskiego (wnuka założyciela firmy), obecnie w Polsce zostały już tylko cztery osoby potrafiące zrobić rękawiczki. Trzy w Warszawie i jedna w Poznaniu. Zakład na Chmielnej jest więc prawdziwym unikatem.


Moją wizytę zaczęliśmy od przejrzenia skór. Pan Tomasz zaprezentował kilka, rozwodząc się przy okazji nad upadkiem białoskórnictwa (czyli garbarstwa dedykowanego wyprawie skór na rękawiczki). Skóra na rękawiczki jest bowiem zupełnie inaczej wyprawiana niż ta na buty czy paski. Musi być miękka, ale mocna i rozciągliwa. Wyprawa jest czasochłonny i trudny, więc coraz mniej garbarni się nią zajmuje. W Polsce nie ma już ani jednej. Skóry dostępne U Kowalskich sprowadzane są więc z Czech, Włoch, Francji i Hiszpani. Mi zalażało na skórze irchowej. Miałem szczęście, akurat był dostępna, choć jest ogromną rzadkością.
Zdecydowałam się na rękawiczki robione na miarę. Pan Tomasz zaczął od zmierzenia obwodu prawej dłoni. Zrobił to zwykłym sznurkiem przyłożonym następnie do wiekowej calówki. Dało to wynik, który jest równocześnie rozmiarem rękawiczki. I tak dowiedziałem się, że mój rozmiar to 7 i ¾ (cali francuskich). Tą samą calówką zmierzył długość palca środkowego, amponę czyli odległość od nasady kciuka do nasady palca środkowego, oraz etaże czyli różnice między długością palców środkowego i wskazującego oraz środkowego i serdecznego. Ostatnie zmierzone wymiary to długość małego palca i kciuka. Pan Tomasz zapisał więc w sumie 7 wymiarów koniecznych do zrobienia rękawiczek. Bierze się miarę z jednej dłoni. Na rękawiczki męskie potrzeba 30 decymetrów kwadratowych skóry.
Po zapłaceniu zaliczki wystarczy czekać. Rękawiczki gotowe są zwykle po 3 tygodniach.
Parę słów o tym jak są robione. Część rękawiczek dostępnych w pracowni, szyta jest na maszynie (wiekowy Singer na tyłach sklepu). Moje rękawiczki były szyte ręcznie. Jedynie dolny szew, lamówka, zrobiony został na maszynie.

Brązowa nić użyta do szycia wygląda według mnie świetnie. Rękawiczki pasują oczywiście bardzo dobrze, jednak, według zapewnień właścicieli, branie rękawiczek na miarę nie jest konieczne, jeśli gotowe pasują dobrze. Rękawiczki na miarę robi się najczęściej dla osób o nieregularnych, nietypowych dłoniach. Kosztują około 40 % więcej niż te dostępne w sklepie.
Parę słów o materiale.
Ircha to skóra jelenia (najlepsze są te strzelane w sierpniu, skóra jest wtedy najgrubsza). Skórę natłuszcza się w czasie wyprawiania wielorybim tłuszczem. Na garbowanie irchy tradycyjnymi metodami potrzeba nawet 6 miesięcy. Skóra jest bardzo gruba, ale bardzo miękka i miła w dotyku. Jest też ciepła. Pozbawiona jest licówki więc będzie się łatwo brudzić.
Pan Tomasz przedstawił mi dokładną instrukcję prania irchowych rękawiczek.
Pierzemy je w rękach, w ciepłej, ale nie gorącej wodzie. Wodę namydlamy, najlepiej szarym mydłem. Rękawiczki można założyć w czasie prania na dłonie i miękką szczoteczkę usunąć szczególnie uporczywe zabrudzenia. Po wypraniu, rękawiczki płuczemy w wodzie z mydlinami, zmieniając wodę, aż będzie czysta. Ważne, żeby woda za każdym razem zawierała mydliny. Mydło zastąpi wypłukany w czasie prania tłuszcz. Rękawiczki odciskamy (nie wykręcamy), prostujemy i wieszamy z dala od źródła ciepła. Kiedy są jeszcze lekko wilgotne warto założyć je na ręce i kilka razy zacisnąć dłoń. Nada im to kształt i zmiękczy skórę. Jeśli rękawiczki odkształcą się, można zanieść je do zakładu na Chmielnej gdzie odzyskają formę na specjalnej prasie.
Ostatnią radą Pana Tomasz było ostrzeżenie, żeby nie nosić nowych irchowych rękawiczek do ciemnego płaszcza. Będą pylić.
W zakładzie oprócz rękawiczek dostępne są też teczki, torebki, portfele, ale tylko rękawiczki są wyrobami własnymi. Dostępne są rękawiczki do samochodu i do jazdy konnej.
Czy zakład przetrwa kolejnych 109 lat? Nie wiem… Ucznia U Kowalskich nie ma.

U Kowalskich, Pracownia rękawiczek. Ul. Chmielna 10, tel. 22- 827 48 70
Jak znaleźć pracownię U Kowalskich sprawdź na Mapie Stylowej Warszawy.

10/30/2009

Niezbędny kosmetyk.




Kiedy na polu (wybaczcie, jestem z Krakowa) deszcz i plucha nie trzeba rezygnować z butów na skórzanej podeszwie. Dobrze zabezpieczona podeszwa poradzi sobie z mokrymi trotuarami.

Mój sposób na zabezpieczanie podeszw jest taki: co jakiś czas pastuje je tą samą pastą co cholewki (nie poleruję, nie ma potrzeby) albo nakładam na podeszwę zwykłą oliwkę dla dzieci Johnsona. Podeszwa po takim zabiegu jest wyraźnie bardziej elastyczna. Jest też bardziej śliska. Parę razy boleśnie się o tym przekonałem.

10/26/2009

Savile Row czy Savile Rouge?




Czym jest Savile Row wie pewnie każdy czytelnik tego bloga. Ale czym jest Savile Rouge?

Odpowiedź tutaj.

Przy okazji lektury artykułu, pomyślałem, że w Polsce znacznie więcej jest "Savile Rouge" niż "Savile Row". Nie wykształciła się w Polsce konwencja, styl. Dlatego, jak sądzę, polskie eksperymenty nigdy nie będą tak udane, jak w krajach o ustalonych konwencjach. Nie mamy się do czego odnieść.

10/21/2009

Rękawiczki irchowe






Irchowe rękawiczki to niezwykły przypadek dodatku, który można nosić do każdej kombinacji, niezależnie od stopnia jej formalności. Są tak samo właściwe do teweedowj marynarki, jak do frakowej peleryny.

Jak wiadomo, mężczyzna powinien minimalizować rozmiary swojej garderoby, wybierając takie ubrania, które mają jak największą liczbę zastosowań. Mimo swoich wad (łatwo się brudzą i z tego powodu mają krótki "żywot") irchowe rękawiczki były dla mnie od dawna przedmiotem szczególnie pożądanym.

Niestety nie jest łatwo je kupić. Zeszłej zimy nie udało mi się namierzyć ani jednej pary w warszawskich czy krakowskich sklepach. Zdobyłem je dopiero parę dni temu. Jak zawsze, kiedy nie można czegoś znaleźć w sklepie, wybawieniem staje się szycie na miarę. Szczegółowo napiszę o tym w przyszłym tygodniu. Raport o pracowni szyjącej rękawiczki, w przygotowaniu.

10/18/2009

Restauracji "U Kucharzy", ul. Ossolińskich 7



Restauracji U Kucharzy należy się miejsce mapie stylowej Warszawy. Warszawiacy z pewnością ją znają, przybyszy zachęcam do odwiedzin. U Kucharzy znajdziemy kuchnię polską w najlepszym wydaniu (skrobany befsztyk tatarski jest już legendarny), podaną w zaskakującym otoczeniu zaplecza kuchennego dawnego hotelu Europejskiego. Warto zamówić stolik z widokiem na kuchnię.



Dlaczego piszę o Kucharzch na moim blogu? Ze względu na obsługę. Starsi kelnerzy zawsze są nienagannie ubrani. Jako personel wyższego szczebla nie podlegają uniformizacji pikolaków i noszą się po swojemu. Zawsze oznacza to garnitur, dobra koszulę, krawat lub własnoręcznie zawiązaną muchę. Widziałem tam kombinacje naprawdę piękne i świadczące o dużej kulturze ubioru. Szczególnie lubię styl jednego z kelnerów, który lubuje się w muchach i tweedach.

Dawniej do kolacji w dobrej restauracji siadano w stroju do tego przeznaczonym, czyli dinner jacket. Mam wrażenie, że U Kucharzy gość ubrany w smoking, ciągle czułby się "na miejscu".


Restauracja U Kucharzy, ul. Ossolińskich 7, rezerwacje tel. 22 826 79 36

10/13/2009

Jesienny look




Kombinacja Luciano Barbery wygląda wspaniale. Idealne na jesień materiały i kolory. Do tego odrobina sprezzatura, w najlepszym, bardzo subtelnym, wydaniu. Na przykład poszetka wydaje się być niedbale włożona, ale jestem pewny, że jej ułożenie nie jest przypadkowe. Koszula ma miękki, czyli nieusztywniony fizeliną kołnierzyk, jednak ciągle to dress shirt, a nie koszula sportowa.

Zdjęcie też jest znakomitym przykładem włoskiego podejścia do sytylu. Elementy są angielskie (wszak cała moda męska pochodzi z Anglii), ale spoób noszenia włoski.

10/08/2009

Kwestia priorytetów





Styl wymaga nieco poświęceń. Trzeba mieć świadomość tego jak się wygląda i jak nad wyglądem zapanować. Gruby, wypchany portfel, zniekształci i obciąży marynarkę- warto nosić monety w kieszeni spodni. Duży aparat telefoniczny, z tych samych powodów, lepiej wymienić na mały i lekki.

W tym samym kluczu warto się zastanowić nad zegarkiem. Nawet cienki i dyskretny będzię blokował mankiety koszuli, tak, że zawsze pozostaną ukryte pod marynarką.
Rozwiązania są trzy. Możema przejść nad tym do porzadku dziennego, zrezygnować z noszenia zegarka, albo, jak na zdjęciach powyżej, zakłądać je na rękaw koszuli.

To wymaga odrobiny dystansu wobec siebie. Może się bowiem pojawić podejrzenie, że chcemy popisać się zegarkiem (Gianni Agnelli nie jest narażony na takie podejrzenia- jasne, że nie chodzi o afiszowanie się). To wszystko oczywiście pod warunkiem, że styl jest dla nas ważny. Kwestia priorytetów...

10/04/2009

Początek roku akademickiego







Powyższe zdjęcia zostały zrobione w latach 50- tych na jednym z amerykańskich uniwersytetów ligi bluszczowej. Były to czasy kiedy marynarka tweedowa lub klubowa, krawat w barwach uczelni, sweter od krykieta, flanelowe spodnie były normą. Identyfikowały z grupą.
Natomiast młody wagabunda zdejmował krawat, zakładał podwinięte dżinsy, trampki i t-shirt.

Teraz jest dokładnie na odwrót. Na klasykę pozwalają sobie tylko młodzi indywidualiści. Marynarka i krawat ściągają podejrzliwe i często nieprzyjaze spojrzenia. Chcesz być outsiderem, załóż marynarkę. Krawat symbolem awangardy?