nowy adres

4/29/2009

Buty Jana Wielądka


Poniżej zdjęcia butów z wystawy zakładu Jana Wielądka. Myślę, że nie wymagają komentarza.
(kliknij aby powiększyć)















Jan Wielądek, ul. Marszałkowska 41.





Pracownia Jana Wielądka zwróciła moją uwagę zupełnie przypadkowo. Pewnego dnia przechodząc placem Zbawiciela, zauważyłem witrynę przy bramie budynku na Marszałkowskiej 41. Wystawione w niej buty zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Ale kim jest Jan Wielądek? Najbardziej znani warszawcy szewcy są na Chmielnej- to oczwiście Kielman i Januszkiewicz. O Wielądku nigdy wcześniej nie słyszałem.
Wszedłem do środka.


Pan Jan to dobiegający siedemdziesiątki starszy dżentelmen. Skromny i raczej małomówny. W czasie pierwszej wizyty prezentował postawę „przyjdzie pan zamawiać buty, to porozmwiamy“. Przyjrzałem się bliżej butom z witryny. Dokładnie wykonane, z ładnym ażurowaniem, o ładnej klasycznej linii. Na moje oko nie ustępują butom Januszkiewicza. Nie miałem wątpliwości, że tam wrócę.

Wróciłem dwa tygodnie później, tym razem z zaliczką i pomysłem jakie buty chcę zamówić. Zacząłem wypytywać o proces produkcji. Jak większość szewców w Europie Środkowej pan Jan używa gotowych kopyt, które sa jedynie modyfikowane do kształtu stopy klienta. Nie ma też przymiarki. Taki proces na zachodzie zakwalifikowanoby jako made to measure, a nie bespoke. Buty robione przez angielskich szewców są konstuowane na kopytch tworzonych specjalnie dla każdego klienta. Przewidziana jest też przymiarka. Pan Jan wyjaśnił mi, że przemiarka to według niego strata czasu i „zabawa“. W czasie przymiarki można jedynie nałożyć cholewkę na nogę, a w ten sposób nie dowiemy się jak but będzie leżał. Trzeba zaufać, że miara jest zdjęta właściwie (o różnych metodach przymiarki napisałem osobny post, link do niego, na dole wpisu).
Wielądek używa skór z garbarni w Skoczwie, czasem zdarzają się u niego skóry z innych źródeł. (miał na przykład śliczny rudy włoski zamsz). Czy można zamówić skóry w konkretnym kolorze- dopytam następnym razem. Szykuję się jeszcze do zamówienia golfów (ang. oxfords) w kolorze burgunda. Mam nadzieję, ze skoczowska garbarnia robi takie skóry.
Wielądek wszystko robi tradycyjnymi metodami. Podeszwa skórzana przyszywana naturalnymi nićmi do rantu, lub klejona i wzmacniana drewnianymi gwoździkami. Wszystko robione ręcznie. Cholewki szyte są gdzie indziej. Zleca to cholewkarzowi, który obsługuje też Januszkiewicza. Cholewki wyglądają pięknie. Ażurowanie wydaje się dobrze zrobione, Równy, ładny wzór.


Ale wracam do mojego zamówienia.
Pan Jan podał mi katalogi kilku znanych firm (John Lobb, Church’s, J.M. Weston), abym wybrał styl. Oczywiście można przynieść dowolne zdjęcie, lub rysunek samemu. Nie jesteśmy ograniczeni katalogami pana Jana. Wybralem czarne monk straps (wybór uzasadnię w innym poście).

Przeglądając katalogi rzuciła mi się w oczy jedna rzecz. Nazwiska klientów zamaiwających konkretne modele zapisane są na marginesach stron. Wśród nich znalazlem naziska: Gessler, Lubomirski, Potocki. Myślę, że to dobra rekomendacja firmy.
Przeszliśmy do miary. Dokładny obrys stopy, wysokość podbicia i dodatkowe uwagi zostały zapisane na kartce papieru. W moim przypadku trzeba będzie uwzględnić lekką ostrogę na prawej pięcie.
Poprosiłem o zrobienie dość wąskiego kopyta, ale nosek ma zostać klasycznie zaokrąglony. Kształt butów Wielądka jest tradycyjny. Mi natomiast chodzi o to, żeby środkowa część buta (glanek) była nieco smuklejsza. Zobaczymy jak to wyjdzie.
Zrobienie butów trwa 4-6 tygodni. Na przełomie maja i czerwca poznam efekt mojego zamówienia. Oczywiście wszystko opiszę.

Na koniec poprosiłem Pana Jana, żeby opowiedział o sobie. Poszedł do terminu jako czternatolatek w 1958 roku. Uczył się zawodu w zakładzie Sikory, ponoć najlepszego wówczas szewca Warszawy. Sam ucznia niestety nie ma...
Jutro zdjęcia kilku modeli butów wykonanych przez p. Wielądka. Warto się im blizej przyjrzeć.
Zobacz efekt zamówienia tu.
Czytaj również Przymiarka butów.
Czytaj również Niespodzianka
Jan Wielądek, pracownia obuwia, obuwie męski i jeździeckie na zamówienie.
Ul. Marszałkowska 41 (w bramie)
Tel: +48 22 621 54 07
Jak znaleźć pracownię Jana Wielądka sprawdź na mapie Warszawy po prawej stronie.

4/28/2009

Krawaty Sam Hober



Przychodzi moment kiedy oferowane w handlu ubrania już nie wystarczają. Jeśli wie się dokładnie czego się chce, nie znajdzie się tego na sklepowych półkach. Wtedy bespoke jest jedynym wyjściem.
Ja od dawna szukałem krawatów z grenadyny i irish poplin. Ten pierwszy podpatrzyłem u Pierca Brosnana w jednym z filmów o Bondzie. Krawat z grenadyny w kolorze navy, nosił do szarego garnituru z cienkiej czesankowej wełny. Polączenie wydaje się najbanalniejsze na świecie. Jednak dyskretny, matowy krawata z grenadyny wyglądał znakomicie z szarą marynarką i śnieżnobiałą koszulą.
W Polsce nie widziałem nigdy krawatów z grenadyny. Na szczęście jest interent i firma Sam Hober, oferująca krawaty na miarę (bespoke), które można zamówić on- line.
Wizyta  na stronie interenetowej może nieco zrazić. Zapewniam, na robieniu krawatów David Hober zna się lepiej, niż na web design.
Proces jest bardzo prosty, wybieramy materiał, określamy konstrukcję krawata (od zwykłego 3- fold do 7- fold), w uwagach wpisujemy preferowaną długość i szerokość krawata, oraz nasz ulubiony węzeł. Na tej podstawie David projektuje wykrój, dobiera wypełnienie o odpowiedniej grubości. W efekcie dostajemy dokładnie to, czego sobie życzymy. Po zapłaceniu zaczyna się najtrudniejszy etap… oczekiwanie.
Ja zamówiłem swoje krawaty w maju zeszłego roku. Dotarły do mnie jakieś… siedem miesięcy później.  W pudełku, obok pięknych krawatów, znalazlem próbki materiałów o jakie poprosilem przy zamówieniu.
W końcu mam swój krawat navy z grenadyny a’la James Bond. Lubię go nosić z tweedową szarą marynarką, białą koszulą z miękkim kołnierzykiem i biała lnianą chusteczką.
Mimo nieznośnie długiego czasu oczekiwania, mam zamiar zamowiać krawaty u Davida Hobera. Są znakomitej jakości, a poza tym, gdzie indziej znajdę krawat z szarego irish poplin, albo grenadyny w kolorze siena palona?

4/26/2009

Chusteczka w kieszonce



Biała lniana chusteczka świetnie uzupełnia każdy strój. Nie musi wyglądać bardzo formalnie. Powyżej Cary Grant nosi ją w swój ulubiony sposób. Poszerza się w kierunku klapy, a nie ramienia. Sprawia to wrażenie przypadkowego ułożenia.

Wystudiowane, staranne ułożenie chusteczki nie jest dobrym pomysłem. Chusteczka, tak jak węzeł krawata, powinna wyglądać odrobinę niedbale. Właśnie tak, jak nosi ją Cary Grant.

4/25/2009

Jeden garnitur, kilka kombinacji.


W uzupełnieniu wcześniejszych postów- cztery kombinacje garnituru z różnymi dodatkami. Starałem się kształtować formalność stroju od najmniej formalnego do najbardziej, przez dobór koszuli i krawatu.

4/24/2009

Garnitur od Mazurczaka i Trzaski


W poście dotyczącym firmy Gest Moda zapowiedziałem wyjaśnienie dlaczego zamówiłem garnitur w takim, a nie innym stylu.
No to zaczynamy.
Wybór materiału- szary w tym odcieniu jest bardzo uniwersalny. Ciemniejszy byłby bardziej elegancki, jaśniejszy mniej, mi jednak chodziło o garnitur, którego formalność można kształtować przed odpowiedni dobór koszul i dodatków.
Dwa i pół guzika- czyli trzy, ale jeden jest na zagięciu klapy. Marynarek z dwoma guzikami po prostu nie lubię. Marynarka na jeden guzik jest bardziej formalna, czystsza, mi chodziło o coś bardziej codziennego. Natomiast marynarki na pełne trzy guziki mają małe i krótkie otwarcie. Widać mniej koszuli i krawata. Odejmuje nam to optycznie centymetrów. Taka marynarka dobrze wygląda tylko na bardzo szczupłych i wysokich osobach.
Kieszenie z klapami- chodzi o uniwersalność. Naszywane są zdecydowanie mniej formalne, nadają się świetnie do marynarki sportowej. Kieszenie bez klap pochodzą ze smokingu i uważane są za najbardziej eleganckie. Tradycyjne klapy można jednak schować do kieszeni jeśli chcemy „podnieść“ formalność marynarki.
Dłuższa marynarka- to znaczy dłuższa w stosunku do dzisiejszych trendów. Długość ustalona według klasycznego wzoru. Marynarka powinna dzielić sylwetkę na pół (nasza wysokość mierzona bez głowy dzielona jest na dwa, daje to długość marynarki).
Spodnie z wysokim stanem- kto raz spróbował, nie założy już spodni noszonych na biodrach. Są wygodniejsze, nie zsuwają się, nie wychodzi z nich koszula. Ale najważniejsze, że pomagają nam wyglądać na wysokich! W otwarciu marynarki na dole widać bowiem front spodni, a nie koszulę. Nawet jak trzymamy ręce w kieszeniach. Nic nie zaburza wertykalnych linii naszej figury. Wzrok obserwatora gładko przechodzi z dołu do góry naszej (do twarzy, jeśli dobrze rozegramy sprawę z koszulą i krawatem). Przy niskim stanie, w otwarciu marynarki widać koszulę, pasek i końcówkę krawata. Te wszystkie jasne elementy, rozpraszają obserwatora i zaburzają nasze pionowe linie. Dzielą nas optycznie na pół. W efekcie wyglądamy na niższych i niechlujnie ubranych.
Zaszewki do przodu- zaszewki wyglądają dobrze na 90 % mężczyzn. Tylko bardzo szczupli panowie mogą ryzykować noszenie spodni o gładkim froncie. Zaszewki powodują, że jest więcej materiału wokół bioder i brzucha. To pomaga je ukryć. Zaszewki do przodu prowadzą wzrok do środka. Gdyby były założone w drogą stronę optycznie by nas poszerzały.
Spodnie na szelkach- pasek dodaje centymetrów w obwodzie. Spodnie na szelkach wygodniej się noszą. Są zawsze na miejscu, nie opadają. Uniemożliwiają koszuli wychodzenie na plecach i z przodu. W takich spodnich, wyglądamy schludnie przez cały dzień.
Mankiety na 5 cm- dają spodniom bazę. Optycznie równoważą górę. Gruby, ciężki mankiet ciągnie materiał. Spodnie wiszą prosto, tworząc mocne pionowe linie.
Jak na razie, wszystkie te wybory sprawdzają się świetnie. Gdybym zamawiał garnitur jeszcze raz, nie zmieniłbym nic.


4/22/2009

Biała koszula


Niektórzy je uwielbiają, niektóry uważają za nudne.  Białe koszule są o tyle łatwe do noszenia, że można je łączyć z każdym kolorem i wzorem innych elementów ubioru. Z drugiej strony, twarz przy białej koszuli może się wydawać „wyprana“ i szara, dlatego osoby o bardzo jasnej karnacji powinny ich unikać.

Najdalej swoją niechęć do białych koszul posunęli Anglicy.  Ich styl kojarzy się z koszulami w kraty tattersall i przede wszystkim pasy bengal.  Stąd moje zaskoczenie kiedy trafiłem na powyższą fotografię. Przedstawia ona pracowników słynnej firmy Anderson and Sheppard (zachęcam do odwiedzenia strony internetowej). Wszyscy, jak widać, noszą białe koszule. W samym centrum brytyjskiego krawiectwa spodziewałbym się czegoś bardzie brytyjskiego w stylu. Zadziwiająca jest ta zgodność w wyborze białej koszuli.

Być może jest ona firmowym „uniformem“. Wolę jednak wierzyć, że krawcy z A&S jako starzy, doświadczeni specjaliści w kwestii stylu, sami wybierają prostotę i bezpretensjonalność białej koszuli. Moim zdaniem wszyscy wyglądają znakomicie.

Ja zaliczam się do tych, którzy uwielbiają białe koszule. Mam ich kilka (każda inna) i planuję zakup kolejnych. Myślę, że kiedy ma się na sobie białą koszulę, eksponuje się proporcje i krój ubrania. Biała koszula podkreśla „architekturę“ stroju. A fit jest najważniejszym elementem stylu.

4/21/2009

Problem z terminologią




W Polsce mamy problem z terminologią. Szycie na miarę często jest mylone z szyciem pasowanym.

Pierwszy termin oznacza, że garnitur jest od początku do końca robiony w jednym zakładzie. Krawiec lub krojczy (jeśli w zakładzie jest podział tych funkcji- w Polsce najczęściej nie ma) bierze miarę, decyduje z klientem o stylu garnituru, następnie tworzy wykrój (najważniejszy etap). Później materiał jest krojony i zszywany. Szycie na miarę daje możliwość skorygowania wzoru w czasie jednej, dwóch lub trzech przymiarek. Dzięki temu można poprawić błędy i wprowadzać nawet duże poprawki.

Tylko tak robiony garnitur może dać gwarancję idealnego kroju, ponieważ krawiec ma szansę wziąć pod uwagę każdy wymiar naszego ciała i skorygować podstawowy wykrój w dowolny sposób.

Krawiectwo pasowane to coś w pół drogi między na miarę, a gotowym produktem z wieszaka. Tu brana jest miara z klienta,  wybiera się styl z ograniczonego katalogu wzorów i wysyła te informacje do fabryki. Uszyty produkt wraca do sklepu i po sprawie. Przy odbiorze można jeszcze zdecydować o długości rękawów, spodni, czasami też długości marynarki. Bardzo rzadko możliwe są większe ingerencje i poprawki. 

W krawiectwie pasowanym najważniejszym etapem jest zdjęcie miary. Jeśli robi to osoba doświadczona, można liczyć na bardzo dobry finał. Jeśli robi to ktoś bez doświadczenia, całość najprawdopodobniej skończy się katastrofą.

Na wielu sklepach w Polsce, widzę reklamy „szyjemy na miarę“. Zawsze oznacza to ofertę garnituru pasowanego. Jeśli już się na taki zdecydujemy, trzeba koniecznie zwrócić uwagę, kto będzie brał z nas miarę. Wypytać o doświadczenie osoby, jak długo to robi itd. Jeśli zobaczycie młoda osobę, która przeszła szkolenie w tym zakresie niedawno, lepiej dać sobie spokój. Niech uczy się na kimś innym.

W krajach angielskojęzycznych jest wyraźne i przestrzegane rozróżnienie terminów. Na miarę to bespoke. Krawiectwo pasowane, to made to measure. Rzeczywiście, made to measure brzmi jak polskie na miarę. Trzeba mieć jednak świadomość, że znaczy coś zupełnie innego.

4/20/2009

Gdzie są następcy?








W czasie mojej ostatniej wizyty w Gest Moda zapytałem pana Stanisława Mazurczaka, czy ma ucznia. Pan Stanisław lakonicznie odrzekł, że "nie ma zainteresowania". Nikt się nie garnie do tego zawodu. Pewnie, w Polsce krawiec męski nie kojarzy się ani z prestiżem, ani z pieniędzmi.

Jestem przekonany, że to się niedługo zmieni, a zdolni rzemieślnicy będą zamożnymi i szanowanymi ludźmi. Wartosć handmade rośnie wszędzie na świecie. W Polsce też.
Powyżej reportaż z życia Thomasa Mahona, znanego angielskiego krawca. Styl życia bohatera nie pozostawia wątpliwości co do jego pozycji społecznej i zamożności.
Może film stanie się dla kogoś zachętą do wybrania tego pięknego zawodu.
Film dość niezgrabnie podzielony na trzy części, ze względu na techniczne ograniczenia serwisu Youtube. Jest w nim też kilkuklatkowe przesunięcię dźwięku względem obrazu, niestety nie mam na to wpływu.

4/19/2009

Mazurczak i Trzaska, Ordynacka 11.



Ordynacka 11 to pierwszy ważny adres na mojej mapie Warszawy. Mieszcząca się tam firma Gest Moda szyje odzież męską i damską na miarę (ang. bespoke). Panowie Mazurczak i Trzaska mają renomę jednych z najlepszych krawców męskich w Warszawie. Profil klienteli dobrze o tym świadczy. Połowa z nich to obcokrajowcy, ekspaci z zagranicznych firm i dyplomaci. W tym duża ilość Włochów. Kilku klientów przylatuje specjalnie do Warszawy, aby zamówić garnitur na Ordynackiej.
Mazurczak i Trzaska robią garnitury „bez klejenia“, ale trzeba to wyraźnie zastrzec w czasie zamówienia. Na szczęście nie ma to wpływu na cenę.
Krótkie wyjaśnienie tej kwestii. Marynarka wymaga „ramy“, do której przymocowany jest materiał. Najczęściej ta „rama“ to podklejenie z fizeliny. Czasami część jest formowana na fizelinie, a część na płótnie. Najrzadziej spotykane są marynarki zupełnie „bez klejenia“, czyli bez fizeliny. Marynarka na wkładzie formującym z płótna lepiej się układa, jest mniej sztywna, a przez to wygodniejsza. Takie marynarki są też zdecydowanie bardziej trwałe. Jeśli się o nie dba mogą służyć dekady. Fizelina natomiast z czasem odkleja się od materiału (szczególnie w kontakcie z wodą) tworząc na powierzchni bąble i załamania. Po jakimś czasie marynarka deformuje się i staje bezużyteczna. Marynarka na płótnie jest trudniejsza do zrobienia i wymaga dużej ilości pracy ręcznej. To tłumaczy dlatego rzadko znajdują się one w produkcji seryjnej.
Zakład mieści się w bramie przy Ordynackiej 11, w samym centrum Warszawy. Część dla klientów oddzielona jest od pracowni wertykalami i regałem. Znajdziemy na nim próbniki materiałów Scabal, Dormeuil oraz od niedawna Loro Piana i Cerutti. Ja celowałem w materiały Scabal. W zakładzie jest spory wybór najpopularniejszych próbników, ale nie ma ich wszystkich. Komu mało, może umówić się z przedstawicielem Scabal i wybrać materiał w warszawskiej wzorcowni. Według mnie, wybieranie materiału na miejscu nie ma sensu. Próbników jest na tyle dużo, że przejrzenie ich zajmie wiele godzin. Ja wcześniej wszedłem na stronę internetową Scabal i w katalogu materiałów znalazłem kilka typów, spośród których dopiero wybrałem ostatecznie materiał. Wybrałem gładki, szary o wadze 280 g. i otwartym splocie. W założeniu materiał ma się sprawdzać osiem miesięcy w roku z wyjątkiem najbardziej upalnych i najzimniejszych. Zobaczymy.
Pan Trzaska zapisał numer materiału i można było przystąpić do miary. Nie ma tu co opisywać. Trzeba się tylko przygotować, że krawiec jest jak lekarz i ma prawo dotykać nas wszędzie. Kiedyś inny krawiec zapytał mnie, biorąc miarę na spodnie, po której stronie noszę "szabelkę", do dziś nie mam pojęcia jakie znaczenie ma to dla kroju spodni.
Po zdjęciu miary określiliśmy styl garnituru. Wybrałem konserwatywny krój- dwuczęściowy, jednorzędowy, na 2,5 guzika ( tzn. trzy, ale klapy zaprasowane do dwóch), kieszenie z klapami, rozcięcia po bokach. Do tego spodnie z jedną zakładką do środka, wysokim stanem i guzikami do przymocowania szelek. Mankiety na 5 cm. Powody takich wyborów wyjaśnię w innym poście.
Pan Mazurczak doradzał zamówienie od razu dwóch par spodni. Ma to sens. Spodnie zużywają się znacznie szybciej niż marynarka. Nie skorzystałem jednak z propozycji. Mam zamiar zamówić drugie spodnie, ale inne- z gabardyna albo kawaleryjskiego twillu- i nosić do marynarki w mniej formalnych sytuacjach.
Na tym skończył się pierwszy etap- zamówienie i zdjęcie miary. Pan Stanisław Mazurczak zapisał wszystko w kalendarzu i poprosił, żebym czekał na telefon.
Zadzwonił po około trzech tygodniach. W tym czasie wybrany materiał został zamówiony i trafił do zakładu. Pan Stanisław narysował wykrój na papierze i przeniósł go na materiał. Następnie materiał został skrojony i wstępnie zszyty. W efekcie powstało coś takiego:
Taka marynarkę założyłem w czasie przymiarki. Na tym etapie widać już było proporcje. Garnitur wyglądał obiecująco. Postanowiliśmy zebrać trochę materiału z tyłu, tak by marynarka była bardziej dopasowana. Ustaliliśmy ostatecznie szerokość klap, długość spodni i rękawów. Warto zapamiętać, że kiedy idzie się na przymiarkę, trzeba mieć na sobie garniturowe buty i dobrze pasującą koszulę z odpowiednią długością rękawów. Do niej będzie się ustalać długość rękawów marynarki. Ja musiałem pamiętać też o szelkach.

Przymiarka poszła gładko. Żaden poważny problem się nie pojawił i znów zostałem poproszony o cierpliwe czekanie na telefon. Zadzwonił nieco ponad tydzień później.
Garnitur był już gotowy. Miał jeszcze zaszyte kieszenie i kilka dodatkowych przeszyć. Założyłem go i przekonaliśmy się, że robota została skończona. Gdyby coś trzeba było poprawić, wróciłby do pracowni, ale na szczęście wszystko było ok. Mission accoplished.
Godzinę później, po usunięciu nitek i rozszyciu kieszeni garnitur był gotowy do odbioru. Zadowolony byłem dopiero w domu, kiedy przymierzyłem go z kilkoma koszulami i krawatami. Będę o nim jeszcze nie raz pisał na tym blogu.
W podsumowaniu parę słów o stylu firmy. Ramiona naturalne z dość małymi poduszkami, klatka piersiowa o miękkiej konstrukcji, rękawy wszyte wysoko w mały otwór na rękaw. Ostatni punkt wymaga małego wyjaśnienia. Takie wszycie rękawów optycznie poszerza barki i klatkę piersiową. Ale jest trudne do zrobienia. Krawiec musi bowiem w mały otwór wpuścić więcej materiału niż wynika z obwodu otworu. Gdyby tego nie zrobił, rękaw byłby za ciasny w bicepsie. Wielkoseryjna produkcja omija ten problem wszywając rękaw w duży otwór, tracąc w ten sposób walory estetyczne pierwszego rozwiązania.
Jeszcze jedna rzecz, która szczególnie mi się podoba, to klapy. Pięknie odwijają się na zewnątrz. Te na fizelinie są zwyczajnie zaprasowane na płasko.



Mam nadzieję, że panowie Mazurczak i Trzaska jeszcze nie myślą o emeryturze. Robią piękne rzeczy i niech je robią jak najdłużej. Ja dopiero zaczynam budować swoją garderobę i chciałbym ją budować razem z nimi.


Gest Moda, ul. Ordynacka 11.
tel. 22 826 84 39

Jak trafić do Gest Moda zobacz na Mapie Stylowej Warszawy po prawej stronie.

Czytaj również Garnitur od Mazurczaka i Trzaski

Niedawno wróciłem do Gest Mody po kolejne zamówienie. Efekt można zobaczyć tutaj.

4/18/2009

Sprezzatura





Sprezzatura to kluczowe słowo dla zrozumienia włoskiego stylu. Można je przetłumaczyć jako nonszalancja. Chodzi o sposób noszenia ubrań  z odrobiną niedbałości. Po co? Cele są dwa. Chodzi o to, żeby było jasne kto tu jest szefem- człowiek czy ubranie- ubranie nie powinno "nosić mężczyzny“, tylko mężczyzna ubranie. Mając na sobie garnitur i krwata można dać się łatwo zdominować i usztywnić. Drugi cel- wygoda. Jest konieczna, żeby wyglądać stylowo.
W sprezzatura nie chodzi o mieszanie stylów, tak by uczynić garnitur mniej oficjalnym (na przykład przez założenie do niego trampek albo krawata z Kaczorem Donaldem). Chodzi o noszenie całkowicie poprawnych i eleganckich kombinacji, w taki sposób, że wyglądają niemal jak ubranie sportowe.
Na pierwszym zdjęciu Lino Ieluzzi, właściel Mediolańskeigo sklepu Al Bazar, nosi swoje rzeczy typowo po włosku. Rozpięta dwurzędowa marynarka, rozpięte mankiety koszuli. Można by do tego dodać rozpiętą klamerkę podwójnych monk straps gdyby je miał na nogach.
Na drugim zdjciu Frank Sinatra. Na czym tu polega trick? Może chodzi o sposób noszenia kapelusza? Może luźno dopasowane spodnie? Nie mam pojęcia… Wszystko jest dopięte i wyprasowane. Kołnierzyk koszuli ze szpilką, eleganckie podwójne mankiety, krawat dociągnięty, chusteczka w kieszonce. Żadnej wymuszonej niedbałości. Mimo to, Sinatra wygląda jakby urodził się w tym ubraniu. Nosi je jak miękki szlafrok.
Według mnie Sinatra wygrywa. I to z ogromną przewagą nad Lino. Gdybym miał powiedzieć co jest moim celem jeśli chodzi o sprezzatura, pokazałbym właśnie to zdjęcie Sinatry.

Otwarte czy nie?

Dające się rozpiąć guziki w rękawach zawsze były oznaką marynarki szytej na miarę. Zajmowanie się takimi detalami w produkcji seryjnej jest kłopotliwe i podwyższa koszty produkcji. Dlatego, kiedy ktoś nosił rozpięty guzik, wysylał sygnał „Mam garnitur robiony na miarę, stać mnie na to“. W ostatnich latach wiele firm zaczęło jednak produkować gotowe garnitury z rozpinanymi guzikami. Tani garnitur ma udawać drogi, żeby właścicel mógł się popisać. W ten sposób znak rozpoznawczy stracił swoją ważność. Wielu uważa wręcz, że noszenie rozpiętego guzika jest nieeleganckie i w złym guście. Można się z tym zgadzać, lub nie. Ale jedno jest pewne, kupowanie gotowych marynarek z rozpinanymi guzikami jest niepraktyczne.

Gotowe marynarki prawie zawsze wymagają poprawek. Zmiana długości rękawa należy do najczęstrzych. Rozcięte dziurki przy guzikach po prostu uniemożliwiaja jakiekolwiek zmiany w tym względzie.

4/17/2009

Za dużo?



Zdjęcie powyżej przedstwia Gordona Gekko granego przed Michaela Douglasa w filmie Wall Street. Czy Gordon Gekko jest na nim dobrze ubrany? Znakomicie. Wspaniałe połączenie kolorów, faktur i wzorów. Ale… czy jest ubrany odpowiednio?
Ubierać się dobrze, a ubierać się odpowiednio to dwie różne rzeczy. Ubranie Gordona Gekko nie pasuje każdemu. Są zawody i funkcje społeczne wymagające bardziej dyskretnych kombinacji i wzorów. Niedawno na forum AAAC przeczytałem dwa wpisy na ten temat. W jednym, forumowicz, prokurator z zawodu, żalił się, że przegrał sprawę bo był za dobrze ubrany. Przysięgli zwyczajnie nie zaufali młodemu, wumuskanemu mężczyźnie, który reprezentował racje ofiary. Inny forumowicz, planując zamówienie garnituru na miarę, bał się, czy nie będzie on za dobry w jego profesji doradcy inwestycyjnego. Dbał o to, żeby nie wyglądać lepiej od swoich klientów. Pierwszy z panów popełnił błąd. Drugi starał się go uniknąć.
Czy Gordon Gekko jest zatem odpowiednio ubany? Jest. Bogaty finansista z Wall Street może nosić ubranie, które mówi „jestem bogaty, mam władzę, trzeba się ze mną liczyć“. O taki wizerunek przecież mu chodzi. Gordon Gekko (a napewno Alan Flusser, który projektował kostiumy do filmu) był świadomy co mówi jego ubranie.

W Polsce mało jest ludzi dobrze ubranych, jeszcze mniej ubranych odpowiednio. Jedna osoba szczególnie mnie interesuje. Janusz Palikot ubiera się świetnie. Ręcznie robione grnitury, wszystko najlepszej jakości. Dobór kolorów i wzorów, może nie w moim guście, ale docieniam pomysłowość i odwagę. Jedno jest pewne- Janusz Palikot ma swój styl i jest konsekwentny. Gdyby był biznesmenem, albo artystą, nie miałbym żadnych zastrzeżeń. Ale pan Palikot jest politykiem. Jego urania nie pasują do tej funkcji. Wiem, wiem… tworzy wokół siebie wizerunek osoby kontrowersyjnej i to może tłumaczyć jego styl. Mimo to uważam, że polityk powinien wybierać spokojniejsze kolory i wzory. Ubierać się bardziej klasycznie, co nie musi znaczyć nudno i bezbarwnie.

4/15/2009

Kopyto nr 337



Paryski szewc Dimitri Gomez uważany jest za jednego z najleszych szewców świata. Strona internetowa pana Gomeza pokazuje przepiękne przykłady jego wyrobów. Wysoka renoma szewca ma odzwierciedlenie w cenach jego butów. Na szczęście Dimitri Gomez zaprojektował dla firmy Crockett and Jones kopyto nr 337. Dzięki temu buty częściowo zaprojektowane przez niego są bardziej dostępne. Buty zrobione na tym kopycie mają klasyczną, elegancką, lekko zwężoną linię (przykład poniżej). 


Kopyto 337 jest na tyle udane, że firma Crockett and Jones robi większość butów swojej prestiżowej linii Handgrade właśnie na nim. Ale w linii podstawowej znajdzie się też parę modeli zrobionych na tym kopycie. 
Buty Crockett and Jones są w Polsce dostępne chyba tylko w sklepach sieci Emanuel Berg. W czasie zakupów trzeba zwrócić uwagę na numer pod słowem last na etykiecie pudełka. 

Gdzie kupić buty Crockett and Jones sprawdź na Mapie Stylowej Warszawy.

4/14/2009

Button down


Weekendowe koszule z kołnierzykiem zapinanym na guziki powinno się nosić bez krawata. Tak przynajmniej mówi reguła. Amerykanie podchodzą do niej liberalnie i uwielbiają nosić koszule button down z krawatem. Najsłynniejsze z nich, produkowane przez firmę Brooks Brothers stały się częścią tradycyjnego amerykańskiego stylu.
Osobiscie nie przepadam za koszulami tego typu. Najczęściej mają fatalny krój kołnierzyka- klasyczny, z rogami skierowanymi ostro w dół i małymi wyłogami co niepotrzebnie optycznie powiększa głowę.
Koszula Carego Granta na zdjęciu powyżej jest wyjątkiem. Rozcięcie kołnierzyka jest nieco szersze od klasycznego, wyłogi są odpowiednio duże i dotykają klap marynarki. Dzięki temu całość zachowuje dobre proporcje. Miękki kołnierzyk i guziki obniżają formalność całego zestawu i doskonale pasują do flanelowego garnituru. Taką koszulę button down chciałbym mieć w swojej garderobie.